Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.

Jak rozpętałem Stan Wojenny

Portret użytkownika Stary Cap

Był początek grudnia 1981 roku. Pod osłoną nocy, wraz z kolegą, rozklejaliśmy własnoręcznie wykonane plakaty, o bardzo obraźliwej dla władzy treści. Miałem wtedy 18 lat.

Ja jeszcze wówczas nie piłem alkoholu, ale mój kolega już tak. Kupił sobie alpagę na mecie i wytrąbił ją dla lepszego humoru. Tak się dobrze poczuł po tym winie, że postanowił kupić sobie drugie.
Po wypiciu drugiej alpagi i po przejściu krótkiej fazy euforii, nagle przewrócił się w śnieg i usnął.
Stałem nad nim bezradny, gdy nagle, dosłownie włosy zjeżyły mi się na głowie z przerażenia.
Zza rogu wyjechała milicyjna Nysa i skręciła w naszym kierunku. Było pewne, że się nami zainteresują, a miałem przecież w torbie przypałowe plakaty, pędzel i słoik z butaprenem. Ku mojemu ogromnemu szczęściu, tylko zwolnili koło nas, ale się nie zatrzymali.
Schowałem torbę w krzakach i pobiegłem do pobliskich bloków. Miałem zamiar ukraść z którejś klatki schodowej jakieś sanki i odwieźć nimi kolegę do jego babki, u której zwykle nocował jak sobie popił.
Koło kotłowni jednak, zobaczyłem porządną taczkę stojącą przy pryzmie koksu. Wziąłem tą taczkę.
Kolegi jednak już nie było. Okazało się, że sam się pozbierał, w międzyczasie i o własnych siłach poszedł do domu.

Nazajutrz, przeszliśmy się po mieście, żeby zobaczyć czy nasze plakaty jeszcze wiszą. Niestety, wszystkie zostały przez kogoś, mozolnie ( butapren dobrze trzymał ) zdrapane.
Rozgniewało mnie to. Zacząłem zastanawiać się, jak można by ukarać osobę która zdziera nasze plakaty. Wymyśliłem iście szatański sposób.

W biały dzień, udaliśmy się na cmentarz. Tam, rozłożyłem jeden z plakatów, napisem do ziemi. Następnie, spuściłem spodnie i oddałem nań stolec. Starannie, patykiem, rozprowadziłem kał na całej kartce, po czym, ostrożnie przeniosłem to wszystko na ulicę. Tam, „przykleiłem” plakat na murze, a po usunięciu nadmiaru „kleju”, poprószyłem jeszcze piaskiem dla niepoznaki.

Schowaliśmy się z kolegą w krzakach, w bezpiecznej odległości i czekaliśmy co teraz nastąpi.

Ileż mieliśmy uciechy z samego tylko wyobrażania sobie jak jakiś komunista zdrapie plakat i spotka go za to natychmiastowa kara, bo nie było możliwości żeby gówno nie weszło mu przy tym za paznokcie.

Przejeżdżały samochody, przechodzili różni ludzie, ale nikt nie zrywał jakoś tego plakatu.
Przejeżdżał nawet milicyjny radiowóz i nawet zwolnił, ale się nie zatrzymał.

W końcu, obok cmentarza przechodziła jakaś młoda dziewczyna. Niespodziewanie, zatrzymała się przy plakacie i chwilę go czytała. Nagle ujrzeliśmy ruch jej ręki i jak plakat spada na ziemię. Wtedy, gwałtownie odskoczyła z tego miejsca i zaczęła oddalać się szybkim krokiem. W pewnej chwili, widzieliśmy to z kolegą wyraźnie, podniosła dłoń do nosa i powąchała palce.

Kiedy 4 grudnia 1981 roku, na Komisji Krajowej w Radomiu, Lech Wałęsa mówił o „ targaniu się po szczękach” stało się dla wszystkich jasne, że dni komunistów są już policzone. W zakładach pracy, robotnicy szykowali się do ostatecznej konfrontacji. Zalecano zaopatrywanie się w różnego rodzaju pałki, butelki z benzyną i wszelką inną broń. Również i ja z kolegami utworzyliśmy uzbrojoną w kije bojówkę i co raz śmielej, chodziliśmy po mieście malując na ścianach antykomunistyczne hasła.

W nocy z 12 na 13 grudnia, malowaliśmy szubienice, a na nich wisielca z napisem PZPR na piersi.
Kiedy na krótko przed północą mieliśmy się już rozejść, ujrzeliśmy nagle, grupę mężczyzn zbliżających się w naszym kierunku.

- To Bęczkowski! – ktoś rozpoznał komendanta milicji.

Rzuciliśmy się do ucieczki.

- Panowie, kurwa, zaczekajcie! - wołał ktoś za nami.

Było ślisko, ale łapiąc się w biegu znaku drogowego skręciliśmy wszyscy, na pełnej kurwie, w boczną uliczkę, by zaraz potem, czmychnąć w bramę i tyle nas widziano.

Nazajutrz rano, obudziliśmy się wszyscy już w zupełnie innej rzeczywistości. W nocy, na terenie całego kraju, został wprowadzony Stan Wojenny.

W komisariacie milicji tak bali się szturmu obywateli, że ustawili w oknach worki z piaskiem i karabiny maszynowe.
W jednostce wojskowej, z kolei, myśleli, że to prawdziwa wojna wybuchła i w popłochu uciekli, w obawie, że za chwilę spadną tam rakiety wroga.

W Sylwestra władze wojskowe, na jeden dzień, zawiesiły godzinę milicyjną, żeby obywatele mieli możliwość przywitania Nowego Roku.
Dwaj moi koledzy wracali właśnie z imprezy, kiedy nagle zajechała im drogę milicyjna suka, wyskoczyło z niej dwóch psów i zaczęli mierzyć do nich z Kałachów.

- Co wy kurwa nie wiecie, że jest godzina policyjna!!! – wydarli się na nich.

- Przecież w telewizji mówili, że nie ma dzisiaj godziny milicyjnej – tłumaczyli się koledzy.

- My tu decydujemy kurwa, czy jest czy niema!!! – wydzierali się dalej milicjanci – szubienice wam się malować zachciało?! Jak chcecie to możemy was teraz powiesić!!!.

Okazało się, że grupa mężczyzn na których natknęliśmy się w nocy z 12 na 13 grudnia, to była cała załoga komisariatu milicji, która w trybie nagłym została wezwana do pracy specjalnym szyfrogramem.
Rozpoznali oni wtedy kilku z nas. Podobno już 14 grudnia mieli jechać do zakładów pracy tych kolegów żeby ich zdjąć. Po nitce do kłębka doszli by do wszystkich, ale uratował nas jeden drobny szczegół. Ojcem jednego z naszych, był wysoki oficer LWP i z tego powodu musieli sprawie ukręcić łeb.

Po co opisuję Wam te głupoty? Bo mam dla Was pewne przesłanie…

Nigdy nie angażujcie się w nic politycznie.

Było tu napisane już wiele prawd objawionych:

Uwodziciel nigdy nie jest leniwy.

Uwodziciel nie powinien ulegać nałogom.

Ja chcę zdefiniować kolejne przykazanie:

Uwodziciel jest neutralny politycznie i nie angażuje się w te sprawy.

Ktoś może powiedzieć… „ A patriotyzm!? „

Tu wchodzimy już w sferę programowanie społecznego. Od tego są inne instytucje.
Ja postrzegam społeczność uwodzicieli jako organizację w której nie zastanawiamy się tak nad tym, co jest dobre dla społeczeństwa, tylko nad tym co jest dobre dla nas, żebyśmy mieli jak najlepsze stosunki z jak najlepszymi kobietami.

Społeczeństwo sobie poradzi, zapewniam Was.

Ja przez swoje zaangażowanie polityczne w latach młodości zapłaciłem straszliwą cenę. Zamiast pilnować swoich spraw, a w wolnych chwilach obłapywać dziewczęta po krzakach. Traciłem czas na, bezsensowną w sumie, walkę z komunizmem.
To co opisałem powyżej, to tylko dwa epizody z mojej „bogatej” działalności. Poza „akcjami w terenie” były jeszcze niezliczone „dyskusje po świt” z kolegami, było słuchanie Wolnej Europy po nocach itp.
W konsekwencji przegapiłem mój wyjazd z Polski przed Stanem Wojennym i zamiast być królem życia, na wiele lat pogrążyłem się w marazmie.

Swoistym rechotem historii jest dla mnie to, że najważniejszą dla mnie ostatnio sprawę, pracę dla mojego syna, załatwił mi stary komuch, którego syn jest prezesem banku.

A Demokracja? Społeczeństwo? Dla których oddałem swe młode lata?

One by teraz zdarły ze mnie ostatnią koszulę, gdyby mogły.

Ktoś może powiedzieć… „Politycy mają przecież najlepsze dupy”.

Zgoda, nikt nikomu nie broni robić kariery. Politycy mają największy socjal z możliwych. Tylko, że łatwiej chyba wygrać w totolotka, niż dostać się „na świecznik”.
Poza tym, kariery politycznej nie robią ludzie wrażliwi, szczerze zaangażowani. Karierę robią cyniczni gracze i cwaniacy.

Są rzesze dawnych działaczy Solidarności, prawdziwych patriotów, wrażliwych społecznie ludzi, którzy prześladowania, więzienie, utratę pracy, rozpad rodziny, przypłacili załamaniem nerwowym, depresją, a może nawet i alkoholizmem.

Z tych choćby powodów, angażowanie się w politykę maluczkich, jest dla mnie po prosty śmieszne i żałosne. To frajerstwo.

Nie popełniajcie tego błędu. Nie dajcie się nikomu omamić.

Gdybym mógł przeżyć swoje życie od nowa, na pewno w nic bym się już nie zaangażował. Skupiłbym się na swoich sprawach i na uwodzeniu dziewcząt i tego Wam wszystkim życzę.

Odpowiedzi

Pamietam stan wojenny jako

Pamietam stan wojenny jako dziecko i cieszyłem sie z niego bo byłem zauroczony serjalem czterej pancerni czołgami na ulicach godziną policyjną tylko ten brak w sklepach cukierków.Mówiło się chcesz cukierka to idź do Gierka.
Wiem że to nie miejsce na politykowanie ale moge potwierdzić że z kobietami o polityce to nie warto rozmawiać bo to je nie interesuje,a brać udział w walce politycznej to jak być mięsem armatnim na wojnie.
Ale pamientam duch tamtych czasów msze za ojczyzne rozmowy o Polsce a jak przyszło co do czego to nikt sie nie spodziewał jak komuna padła a komuniści zaczeli robić duże interesy i dla tego im kapitalizm był potrzebny.

Portret użytkownika Stary Cap

Kiedyś chciałbym jeszcze

Kiedyś chciałbym jeszcze napisać bloga o Edwardzie Gierku i jak się żyło za jego czasów, ale nie wiem czy moderatorzy pozwolą bo to może zbyt duży offtop.

Jak byś gdzieś napisał to daj

Jak byś gdzieś napisał to daj cynk:)

Portret użytkownika Stary Cap

Będę rozsyłał zainteresowanym

Będę rozsyłał zainteresowanym na priv. Wink

Ta, też kiedyś zrozumiałem,

Ta, też kiedyś zrozumiałem, że angażowanie się politycznie może tylko skłócić ludzi między sobą, wypalić człowieka, a i tak to nic nie da bo "psy szczekają, a karawana jedzie dalej". Nie znam ani jednego przykładu z historii żeby zaangażowanie polityczne obywateli sprawiło że w ich kraju nastał spokój i dobrobyt. A jak się wkurwią i robią rewolucję to okazuje się, że wpadli z deszczu pod rynnę.

Wpis jak zawsze klasa, jakby coś się miało pojawić poza tą stroną też się wpisuję na listę "subskrybentów".

"Było pewne, że się nami

"Było pewne, że się nami zainteresują, a miałem przecież w torbie nielegalne plakaty, pędzel i słoik z butaprenem. Ku mojemu ogromnemu szczęściu, tylko zwolnili koło nas, ale się nie zatrzymali."

przed wprowadzeniem stanu wojennego to nie było nielegalne - to tak na początek, drukarnie działały legalnie, podobnie jak kolportaż... Dopiero po 13.12.1981 zostało to zdelegalizowane... i gdzie ten kumpel kupił wtedy jabole (alpagi)??? dalej nie czytam... i kto kleił bibułę butaprenem??? jak go kurwa zwyczajnie nie było??? i słabo się do tego nadawał...

Portret użytkownika Stary Cap

Wiedziałem, że ktoś to

Wiedziałem, że ktoś to wychwyci.

Użyłem uproszczenia literackiego. W rzeczywistości, były to plakaty mojego własnego wyrobu, z bardzo obraźliwym dla władz napisem.

Alpagi, kolega kupił "na mecie" (na melinie).

Słoik butaprenu ktoś mi "załatwił". Załatwić, można było dużo rzeczy.

Sam się zdziwiłem, że butapren dobrze trzymał i to na mrozie.

Plakaty malowałem na kartonach z dużego, szkolnego, bloku rysunkowego i przyklejałem do szyb sklepowych. Najlepiej, sam przeprowadź próbę, jak nie wierzysz.

Edit.

Edytowałem ten fragment, teraz jest precyzyjniej.

Portret użytkownika noris

Stary Capie, z jednej strony

Stary Capie, z jednej strony masz rację, z drugiej wg mnie nie... Bo z mojego punktu widzenia, to wygląda tak, że aby mieć rozeznanie o co chodzi w obecnym świecie, aby wiedzieć kto mówi prawdę, a kto nie, no to jednak trochę wiedzy na ten temat musimy posiadać, mówię tutaj o polityce jak i o znajomości mechanizmów jakimi się kieruję cały obecny chłam. Po bez tech podstaw dorastający młody człowiek, posiadający wiedzę o tym wszystkim z szkoły, od innych osób, nie jest wstanie posiadać własnego zdania. Oczywiście mam tutaj na myśli, własne zdanie której jest podparte informacjami z różnych stron i jako takie wypośrodkowanie tego wszystkiego dla siebie.

Dyskutując z ludźmi starszymi ode mnie który żyli w byłym systemu, którzy nie moją pojęcie, o tych wszystkich mechanizmach, przesiąknięci głosem Mainstream-owych mediów, no i bądź co bądź, posiadają w pamięci były system, mam wrażenie że niektórzy stracili 50 lat swojego życie, bo w momencie gdy ktoś mi mówi że dla niego bohaterem jest zbrodniarz wojenny, to mi brakuję słów... Tak więc ja uważam, że powinniśmy się angażować, ale w sposób pośredni, aby nikt nam żadnego gówna nie sprzedał.
Zgadzam się również, że polityka skłóca ludzi, temat rzeka, skoda czasu na dyskusje, sam straciłem pewnie okres na takie rozmowy.

Swoją drogą, szczerzę szanuję ludzi którzy w jakikolwiek sposób, sprzeciwiali, lub sprzeciwiają się 'byłemu' systemowi!