Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.

Mały translator podświadomości - przekonania i ich źródła. I trochę o sensie życia :)

Portret użytkownika MrSnoofie

Jako że wyjątkowo nie poszedłem się dziś upodlić, zainspirowany blogiem but_mil, w którym jest sporo prawdy, pozwolę sobie przekazać myśli. Otóż przekonania są funkcjonalne. Śmiem przypuszczać, że każde jedno negatywne przekonanie na temat kobiet i ogólnie świata relacji damsko-męskich ma swoje korzenie w wewnętrznych niedostatkach i czemuś służy. Rozumiem przez to, że relatywnie łatwo po tonie wypowiedzi użytkowników o innych i o kobietach wywnioskować, co ich boli w sobie. No tak czy nie? Popatrzcie:

1. „Wszystkie to kurwy!” - u podstaw leży przeważnie jakieś złe doświadczenie (lub kilka), które wygenerowało przekonanie: laski zdradzają. Umysł sprytnie odpina cały kontekst, zanim taki gościu pomyśli, co doprowadziło jego laskę do zdrady, co go postawiło w takiej sytuacji - już jest werdykt, uproszczony, wygodny, asekurancki opis świata: wszystkie to kurwy. Co daje taki opis? Ano ustanawia bezpieczny dystans, który gwarantuje unik przed potencjalnym, przyszłym cierpieniem. Bolało, więc po grzyba się angażować - przecież wszystkie to kurwy! Iluż to gościom upadłe kompletnie w wyniku laski zdrady poczucie własnej wartości nigdy nie wstało? Wielu. A dopiero jak zdradzi żona, albo wieloletnia partnerka, tooo jest cios dopiero.. no jest, na pewno, sobie wyobrażam, ale warto taki cios przyjąć z jako-taką godnością i nie budować sobie przekonań na emocjach.

Rzeczywistość: o ile mamy jakąkolwiek intuicję i nie zakochamy się w kurwiszczu, każda zdrada w związku jest wynikiem rozpadu więzi emocjonalnych. Każdy rozpad tych więzów jest wynikiem zaniedbań, uchybień albo braku umiejętności budowy głębszej więzi. Jak pani w blogu napisała: pokaż mi, z kim się bujasz a powiem Ci, kim jesteś. Ech, gdyby tak każdego było stać na drobną, szczerą autorefleksję… no pewnie, że to nie jest wygodne - łatwiej sobie powtarzać „a to kurwa!”, niż na chłodno przeanalizować, co JA zjebałem Smile Czy się zakochałem, a później przez idiotyczną władzę emocji nad rozumem związałem z niewłaściwą dziewczyną? Czy jestem ofiara losu, facet o bardzo miękkim charakterze, który sam na siebie sprowadza problemy? Rzeczywistość jest taka, że nawet laska o naturze rozwiązłej, czyli ta przysłowiowa kurwa, potrafi przy odpowiednim facecie zostać mu wierną do śmierci. A nawet najbardziej wierna laska miesiącami zaniedbywana emocjonalnie w końcu trafi na moment i wbrew sobie poleci, ulegnie pokusie.

2. „Wszystkie leco na hajs” - no pewnie, że lecą Smile Wszystkie lubią, jak facet nie musi pożyczać od mamy, żeby upolować kolację. Czy to jest kurwa dziwne? Na ten temat już wszystko tu napisano, o biologii, o genetyce itd. Więc jeszcze to dodam: nikt, kto umie o siebie finansowo zadbać, umie zarabiać hajs, nie będzie się koncentrował na wyliczeniach, ile to go randki z kobietą kosztują. To wychodzi bardzo szybko: albo kobieta jest zaradna, samodzielna finansowo i nie stanowi dla niej problemu partycypacja w rozrywkowym budżecie, albo to kobieta na innym poziomie życia / z innej grupy społecznej / z innym podejściem do kasy. To wcale nie oznacza, że jest ZŁA, po prostu jest inna. Być może to kobieta wymarzona dla faceta typu „sponsor” - gościa, który z przyjemnością wyjebie dychę na ol inkluziw z taką laską. Nie będzie go bolała ta czysta transakcja, bez pierdnięcia sfinansuje sobie towarzystwo i seks z laską typu „ozdóbka” albo „utrzymanka”.

Zrozumcie: gdyby nie kategoria kobiet, których towarzystwo, seks z którymi, a nawet związek da się kupić za prezenty i kolacje, wieeeeeelu facetów by gołej dupy na oczy nie widziało. Mówię o facetach, którzy nie mają zbyt wiele do zaoferowania kobietom poza kasą i stojącym kutasem - są maszynkami do zarabiania kasy wyposażonymi w funkcje stricte biologiczne typu „ruchać”. Właśnie dla nich są te laski, dla których głębia relacji z facetem ogranicza się do „kup mi” i „wyruchaj mnie".

Rzeczywistość: Jeżeli facet się nadmiernie koncentruje na kasie w kontekście kobiet - widocznie jest w nim ukryty wkurw i żal, że JEST ZA BIDNY. Nie inaczej. Pokutuje w takim facecie przekonanie, że ma małą wartość, bo nie ma hajsu. Postrzega siebie i swoją atrakcyjność przez pryzmat niedostatecznego poziomu materialnego, a na tym ciotowskim rzalu i smutkó zamiast ambicji rozwoju i podniesienia poziomu zarobków wyrasta żałosne przekonanie: świat ludzi przy hajsie zamyka się w zbiorze tępych dzid - sałaciar i równie tępych sponsorów. To zwykła, zawistno-obronna, maluczka reakcja podświadomości - nie umiem zarobić hajsu, a jakoś nie stoją do mnie kolejki lasek, więc na swoje potrzeby ukuję przekonanie, że dupy lecą na hajs. I co, zgadza się wszystko? No a jakże: nie mam hajsu + nie leco na mnie = dupy leco na tych, którzy majo hajs. Prosta matematyka Smile

Niech mnie dunder świśnie, jeżeli nie w 99% przypadków tak: koleżka jest pasywny życiowo, pesymistyczny, słaby w komunikacji i w skillach międzyludzkich. Skutek tego jest między innymi taki, że: a/ nie rozwija się zawodowo, więc nie zarabia hajsu; b/ nie pociąga kobiet. Inne skutki są takie, że nie ma fajnych znajomych, bo ludzie się nie lubią otaczać marudnymi fajami i nie ma szans na atrakcyjnych rynkach pracy, bo na nich postawą najcenniejszą, premiowaną rozwojem, awansem i szansami jest postawa OPTYMISTYCZNA. Wybaczcie, ale czy się Wam to podoba, czy nie, postawa „can do” decyduje o Waszym życiu. To się pięknie splata, bo „can do” z laskami daje Wam laski tak samo jak postawa „can do” w pracy daje Wam szacunek pracodawcy, szanse na rozwój i hajs.

3. „Ci powyżej 180cm mają łatwiej!” - coś Wam powiem: dla kogoś, kto marzy o Lambo, właściciel Lambo będzie najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Dla kogoś takiego facet wysiadający z Lambo to wzór męskości pełny samych najlepszych cech. Dlaczego? Dlatego, bo tak se ktoś system wartości ustawił, że dla niego Lambo to symbol wszystkiego, o czym marzy, czyli statusu. Na identycznej zasadzie facet o wzroście 170, któremu nie idzie z dupami, natychmiast dorobi sobie oczywiste wytłumaczenie: no kurwa, przecież winny jest MÓJ WZROST! A jak już do tego dojdzie - tenże „facet” znajdzie 1000 i trzy przykłady potwierdzające tezę, że wysocy mają hajlajf, a niscy kapę.

Rzeczywistość: niscy dzielą się na tych, którzy się pałują swoim niedostatkiem wzrostu i na tych, którzy nawet w życiu o tym nie pomyśleli w kontekście swojej atrakcyjności. Ci pierwsi - ten sam zestaw cech, który powoduje w nich pałunek niskim wzrostem decyduje o tym, że laski mają ich w dupie. Tak, właśnie tak, laski mają ich w dupie nie przez wzrost, tylko przez naturę ofiary losu, użalającej się nad sobą pipy.

Koledzy niscy, zrozumcie: facet nie biadoli, na boga… facet się napierdala: z konkurencją, z życiem, z własnymi słabościami. Wyobraźcie sobie Napoleona, który stoi przed lustrem i kwili, że jest niski. Wyobraźcie sobie Putina, Sarkoziego, Allena. Nie wiem, czy dobrze zapamiętałem tych niskich z sukcesami - mam ten parametr w dupie, bo dla mnie wzrost ludzki jest bez znaczenia. W każdym razie czy oni płaczą, że są niscy? Nie przystoi facetowi płakać nad własnym wzrostem, czy to trudno pojąć? Jesteś za niski - wzuj koturny jak ci zjebowie z Abby i wyskocz na parkiet. Jeżeli będziesz miał ENERGIĘ, będziesz miał laski. Energia decyduje i będzie decydować o postrzeganiu Ciebie przez kobiety, nie Twój wzrost. Jeżeli sam siebie definiujesz przez niedostatek wzrostu i sam sobie wpajasz niską wartość z tego powodu - w jaki sposób kobiety mają Cię kupić? Kto, która wartościowa laska ma chcieć ze straganu z facetami wybrać kwaśnego typa, który się nad sobą użala? Jak Wy to widzicie? Ma laska odrzucić przebojowych luzaków i się zafascynować ofiarą losu - jęczybułą? No kurwa Smile

4. „Związek to nieustające, bolesne pasmo cudzych oczekiwań, kompromisów i jedno wielkie uciemiężenie!” - a jasne, są i tacy, którzy tak myślą. To moje ulubione, przekretyńskie przekonanie. No przecie kolega jest w związku i co? I chuj, nic mu nie wolno! Nie może się najebać w czwartek, piątek i sobotę, nie może ruchać co tydzień innej laski, nie może zbierać telefonów. No kurde, ma PRZEJEBANE - bo musi myśleć o drugiej osobie! Aj kurwa waj.

Pewnie, są i tacy w słabych związkach. Jeżeli nie znacie nikogo w dobrym związku, to też o czymś świadczy - nie jesteście atrakcyjnymi towarzyszami dla ludzi w dobrych związkach, albo unikacie towarzystwa ludzi w dobrych związkach. Znam całkiem sporo ludzi, którzy źle znoszą w swoim otoczeniu zgrane pary, bo ich w dupę piecze to, że ktoś umie, komuś wychodzi.

Oczywiście, do czasu taki mindset "nie chcę związku" działa nieźle i może nawet być słuszny - po co mi małżeństwo w wieku 20 lat? Po co mi związek, kiedy rozstałem się po 6 latach relacji? Doskonale jest móc i zdążyć się wyhuczeć, popróbować paszy z różnych koryt, ale w końcu przychodzi taki czas, że ta wolność, która wydawała się tak cenna, zaczyna tracić na wartości. Zwyczajnie zaczyna z lekka zalatywać dziwną pustką. Możesz wszystko, to prawda - ale co z tego, skoro to słynne "wszystko" jakoś nie daje spełnienia? Co z wolności, jeżeli nie masz z kim przegadać swoich planów, nie masz dla kogo ugotować żarcia ani komu kupić prezentu?

Powiem Wam, że wszystko kiedyś mija, przewszystko: i ochota na balety, i na niezależność, i na jednonocne przygody i na przygodne dymanie. Gwarantuję Wam to, jak tu siedzę: to wszystko mija! Jedyne, co nie mija, to potrzeba poczucia, że macie obok siebie akceptującego, zaangażowanego, oddanego człowieka. Jedynie to w życiu ma głębszy sens: hajs przychodzi i odchodzi, ze zdrowiem różnie bywa, a każda jedna sytuacja życiowa, której nie można współprzeżyć z kimś bliskim, jest albo 4x cięższa, albo 5x mniej radosna.

Więc rzeczywistość: najgłębszy, a w gruncie rzeczy jedyny sens ludzkiego życia to miłość, to jest moje przekonanie. To nie ma nic wspólnego z postawą needy. Każdy, kto nie jest zajebanym egoistą, ma potrzebę się dzielić, wkładać dobrą energię w drugą osobę i odbierać dobrą energię od drugiej osoby. Wszystko pozostałe przechodzi, mija i traci na wartości oraz znaczeniu: rzeczy materialne, rozrywka, potrzeby towarzyskie, żarcie. Wszy-ściu-tko. Po wszystkim i ponad wszystkim zostaje miłość albo samotność.

Tak, owszem, czytałem te tony artykułów krzyczących "WBREW OPINIOM SINGLE TO SZCZĘŚLIWI LUDZIEEEE!!!". Nie, kochani koledzy - byłem singlem nie raz i nie dwa, mam doskonałe porównanie różnych stanów w życiu. Po pewnym czasie, kiedy balety zwyczajnie spowszednieją, zakupy przestaną sprawiać taką satysfakcję, jak kiedyś, ruchanie na zasadach FF albo na jedną noc też się przeje - usypianie samemu zaczyna powodować nieokreślone poczucie pustki, dyskomfort. Tego nie jest w stanie zniwelować ani nadmiar pracy, ani nabity terminarz od świtu do nocy, ani siłownia, ani chlanie. Od tego można uciekać w różne aktywności, ale w końcu się dochodzi zawsze do tego samego: niby jest wszystko, jest hajs, są kobiety, są koledzy, są ubrania, gadżety, fajne żarcie, perspektywy - a jakby czegoś kurwa brakuje. W naturze ludzkiej jest zakodowana bardzo silna potrzeba dzielenia z kimś życia i basta. To jest natura, a od natury nie ma skutecznej ucieczki.

Jeżeli osoba umie trzaskać w miłość, osobie zawsze się ta miłość przytrafi. Nie każdy od razu umie, wielu do tego dojrzewa dekadami, jak ja. Wcześniej, później, po wielu porażkach, po wielu „fałszywych miłościach”, czyli związkach opartych na wzajemnym uzupełnianiu braków - w końcu osoba zdolna do miłości tę miłość zasieje na właściwym gruncie i ją zbierze, wierzę w to. Każdy w końcu zacznie cenić wyżej stabilny, dobry związek, niż emocje towarzyszące uwodzeniu kolejnych kobiet. Dlatego, bo z wiekiem człowiek staje się coraz mniej emocjonalny, a coraz wyżej ceni rzeczy PEWNE i STABILNE. Takie, które w codzienności pełnej niewiadomych pozostają stałe. Jeżeli masz kochającą kobietę - niezależnie od tego, jak bardzo Ci się spierdoli w robocie, wiesz, że wrócisz do domu, a ona stanie za Tobą murem. Jeżeli będziesz miał sukces - zobaczysz w niej dumę, będzie bardziej szczęśliwa z Twojego sukcesu, niż Ty sam. Jeżeli ktoś Ci stanie na drodze - będziesz musiał ją trzymać za rękę, żeby mu nie zajebała, bo tak działa lojalność.

Jest kategoria ludzi, którzy unikają związków, bo im się bardzo nie podoba odbicie w drugiej osobie. Takie odbicie zawsze jest, im relacja staje się bliższa, tym odbicie jest silniejsze i bardziej prawdziwe. Jeżeli masz w sobie syf, to wszystko wyjdzie jak na dłoni. Jesteś słaby - nie zniesiesz tego, co zobaczysz. Jesteś leniwy - zamiast udźwignąć te widoki i wykorzystać tę wiedzę do poprawek, uciekniesz do kolejnej kobiety. Po kolejny, krótkotrwały i zakrzywiony obraz siebie w emocjach kolejnej zakochanej w Twoim wyobrażeniu kobiety. Dopóki nie będziesz miał odwagi skonfrontować się ze swoim odbiciem - będziesz zmieniał te kobiety i zostawiał je wtedy, kiedy będą się orientowały w prawdziwym Tobie i będą zaczynały wymagać. Chcesz poznać swoją wartość? Przyjrzyj się sobie w bliskiej relacji. Zobacz, jaki jesteś dla swojej kobiety, dla najbliższego sobie człowieka: jak o niego dbasz, jak się do niego odnosisz, jakie miejsce zajmują w Twoim życiu jego potrzeby, co Cię w nim wkurwia, za co go lubisz. Jak go postrzegasz w swoim życiu, na ile mu pozwalasz, na ile szanujesz jego odrębność i na ile wymagasz od niego szacunku do swojej odrębności. Poczuj to.

Z mojej perspektywy dużego człowieka zaryzykuję stwierdzenie, że sens życia nie polega ani na rozrywce, ani na pracy, ani kupowaniu, ani wyjeżdżaniu. Sens polega na samorozwoju, owszem, na zarabianiu kasy, podnoszeniu swoich standardów, eksploracji sztuki, podróżach TEŻ - ale to wszystko jest niczym, jeżeli nie ma z kim tej całej kaszy opierdolić. Więc tak czy owak ten sens moim zdaniem polega na współdzieleniu. Człowiek, który nie ma komu dawać, nie ma z kim dzielić smutku i radości, może sobie jedno i drugie wsadzić w dupę, taka jest prawda.

Prawdą jest też to, na co się natknąłem ostatnio w interłebsach, otóż jest taki mem: siedzi mnich bardzo stary i mądry z podniesionym palcem, a napis głosi „Nie powiodło ci się w miłości? Powiedzie ci się w alkoholizmie!" Taaaak, to jest sama prawda: człowiek samotny chleje. Ludzie samotni, również samotni w związkach, uciekają od swoich stanów ducha w alkohol. Alkoholizm to jest konsekwencja samotności, alkohol to zwykły usypiacz niewygodnych stanów ducha. Dlatego jest taki popularny i dlatego jest tak szkodliwy, bo to jest plebejska ucieczka od problemów. Trankłilajzer, znam doskonale jego działanie, i krótkofalowe, i długofalowe. Pamiętam, byłem już w życiu o krok od alkoholizmu - piłem dzień w dzień i fizycznie czułem, jak z każdym łykiem bronxa mój mega problem wydawał się jakby mniej istotny i łatwiejszy do przełknięcia. Jasne, każdy z Was miał takie okresy, że pił codziennie, nie? Tak, tylko że ja nie piłem w towarzystwie i dla zabawy, piłem browary sam wieczorami w domu, każdego wieczora, aż byłem na tyle odcięty od problemu, że mogłem usnąć. Bardzo źle wspominam ten okres i gorąco nie polecam.

Marzysz o przysłowiowym Lambo? To sobie wyobraź, że możesz go mieć razem z chatą 1000m2 i basenami, ale pod jednym warunkiem: to wszystko będzie na bezludnej wyspie bez netu i telefonu. Zakładamy się, po ilu godzinach czy dniach zechcesz oddać wszystko w pizdu za towarzystwo człowieka?

Pełnia radości, satysfakcji, dumy i czego jeszcze chcecie jest tam, gdzie jest przynajmniej dwoje ludzi do tej michy. Gdybyście byli ciekawi, nawet to decyduje o sensie moich wizyt na tym forum: to, że mogę coś komuś obcemu dać i zebrać fidbek. Nigdy nie lekceważę żadnego odmiennego zdania, poddaję tu weryfikacji mój światopogląd, obserwuje ludzkie postawy i systemy przekonań. Takie forum to solidna porcja wiedzy o ludzkiej naturze, również - na zasadzie lustra - mojej. Wiecie, ile można wynieść z obserwacji, co mnie wkurwia w innych? Co mam ochotę piętnować, a czemu klaskać? Dużo można wynieść obserwując siebie w relacji „ja-inny” na internetowym forum.

Mogę tak długo, ale szkoda czasu Smile W końcu chcę przekazać tylko i aż tyle, żebyście poobserwowali na chłodno swoje przekonania i dotarli do ich źródeł w podświadomości. Popatrzcie na nie instrumentalnie:

Jaką rolę pełni takie przekonanie w Twoim życiu? Bo jakąś pełni na bank.

Jakie ma zadanie, przed czym Cię powstrzymuje, co w Tobie maskuje?

Jak wpływa na Twój obraz samego siebie?

Co w Tobie usprawiedliwia?

Do czego Ci służy?

Spróbujcie znaleźć w otoczeniu przykłady, które podadzą te przekonania w konkretną wątpliwość. Wyjdźcie ze swoich ciasnych łbów i popatrzcie wokół uważnie, bo to naprawdę aż strach, jak bardzo dwuwymiarowo można widzieć tak bardzo złożone sprawy. Człowiek bez systemu przekonań nie istnieje, ale błagam - nie pielęgnujcie w sobie przekonań, które Was blokują, bo to jest największa autokrzywda, jaką sobie można wyrządzić.

Puenta.

Jaki sobie świat wyobrażasz, dokładnie taki on dla Ciebie się stanie i będzie. Jakie masz o świecie relacji damsko-męskich i o przeciwnej płci przekonania - taki ten świat dla Ciebie jest i takie są kobiety. To nie ma nic wspólnego z pierdoleniem o afirmacjach - po prostu tak jest łeb zbudowany, że człowiek dysponujący zatwardzeniem w przekonaniu będzie widział wokół same dowody na to, że to przekonanie jest słuszne. Człowiek kultywując określone przekonania przekłada je na werbalizowane postawy, które wpływają na jego odbiór przez innych, a w konsekwencji jego funkcjonowanie w relacjach międzyludzkich. O kurwa, nie za trudno? Wink

Na temat bardzo stanowczych przekonań, kiedy w człowieku nie pozostaje nawet cień wątpliwości odnośnie swojej wizji rzeczywistości powiem jedno: to zajebiście ogranicza. Człowiek, który nie wątpi we własne przekonania, to idiota. Codzienność to nieustanne pasmo wątpliwości. Budując w sobie i kultywując złe przekonania robicie sobie wielką krzywdę, zamykacie się na świat, również świat kobiet. Jak dla mnie to możecie do woli jodłować o tym, że niscy mają przejebane, a laski lecą na hajs - to Wasze życie. Co więcej, będziecie mieli racje!

Dopóki będziecie niskimi marudami, faktycznie będziecie mieli przejebane, bo nikt nie lubi niskich marud.

Dopóki nie zaczniecie sobie radzić finansowo, będziecie widzieli w laskach tylko zagrożenie dla swojego uwiędłego jak babci cycek pugilaresu.

Dopóki Wam będzie bardziej zależało na laskach, niż na sobie, zawsze będziecie w pozycji petenta i zawsze zapłacicie za obecność kobiet w swoim życiu.

Dopóki będziecie słabymi mężczyznami, będziecie wybierali z tłumu lewe kobiety albo będziecie co gorsza przez nie wybierani. I będziecie przez nie bezlitośnie dymani, a potem porzucani.

Dopóki nie będziecie bezwzględnie przekonani o swojej wartości, nie przekonacie do niej nawet kulawej kobiety bez uszu. Będziecie przyciągać tylko podobne sobie kobiety o słabym albo chwiejnym poczuciu własnej wartości. Będziecie skazani na definicję siebie poprzez akceptację kobiet, a taka definicja jest zła i kosztowna.

Trochę wyszło jak kołczoskie pierdolamento Smile Wbrew dystansowi, jaki mam do wszelkich nauczycieli życia trzeba sobie jasno powiedzieć: w wielu sprawach pierdolą prawidłowo. Fakt, odmieniają przez przypadki to samo, pajacują, plagiatują się nawzajem, mają w znakomitej większości irytujący przekaz i ogólnie są wkurwiający. Jednakowoż w sprawach przekonań stanowisko wszystkich jest raczej podobne: one decydują o tym, czy idziesz do przodu, czy stoisz w miejscu. Zwyczajnie decydują o jakości życia, również Twojego.

Dziękuję za uwagę, trochę się popowtarzałem, trochę polałem wody - chuj tam, już nie chce mi się tego redagować, puszczam tak. Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam i życzę dystansu do siebie samego i do swoich przekonań!

Odpowiedzi

Portret użytkownika skaut

Coachowskie czy nie - proste,

Coachowskie czy nie - proste, jasne i przejrzyste.

Jaki ja jestem z siebie zadowolony, gdy po tygodniach wchodzenia tu na 'marne', w koncu trafiam na taki wpis.

Szacunek po raz kolejny.

P.s cos od siebie - 3,5roku we zwiazku.

Eeej, to na mam 1,69m i nigdy

Eeej, to na mam 1,69m i nigdy nie miałem problemu z dziewczynami. Myślałem, že lecą na mnie tylko dzięki mojemu wzrostowi Wink

Portret użytkownika but_mil

fajnie, że mój wpis mógł być

fajnie, że mój wpis mógł być dla Ciebie jakimś bodźcem Wink Ubrałeś w słowa wiele rzeczy, których nie potrafię przekazać, no i takich, które mi umykają.

Nie mówiąc już o sprawach, na których na razie kompletnie się nie znam i mam pstro do powiedzenia (czyli część o sensie życia zwanym miłością) Laughing out loud

Portret użytkownika Stary Cap

" niezależnie jak bardzo Ci

" niezależnie jak bardzo Ci się spierdoli w robocie wiesz, że wrócisz do domu, a ona stanie za Tobą murem. Jeżeli będziesz miał sukces, zobaczysz w niej dumę, będzie bardziej szczęśliwa z Twojego sukcesu, niż Ty sam. Jeśli ktoś Ci stanie na drodze - będziesz musiał ją trzymać za rękę, żeby mu nie zajebała."

To chyba nie o związku z kobietą. Smile

Jeśli spierdoli Ci się w robocie, to wiedz, że do końca życia będzie wypominać Ci tę chwilę słabości. Jeśli będziesz miał sukces, to zobaczysz błysk w jej oku i będzie próbowała Ci ten sukces sobie zawłaszczyć. Jeśli ktoś wystąpi przeciwko Tobie, ona stanie po stronie Twojego wroga. Smile

Kobietę trzeba umieć kochać nie tylko za coś, ale raczej mimo wszystko. Sad

Portret użytkownika Ulrich II

trochę generalizujesz ale

trochę generalizujesz Wink ale też trochę prawdy w tym jest, tym bardziej po kilku latach związku jak bywają zgrzyty

czasami lepiej jak na początku związku są sytuacje stresowe, przynajmniej wtedy widać czy kobieta wymięka czy bierze się za łeb z problemem

Portret użytkownika MrSnoofie

Capie, brzmisz tak, jakbyś

Capie, brzmisz tak, jakbyś Cię ostatnio głęboko rozczarował związek Smile Ja mam mniej więcej tak, jak napisałem, a sprawdziłem sprawy empirycznie, bo już dość dawno temu zjebało mi się w robocie totalnie i siadłem psychicznie. Przez pół roku nie zarobiłem ani grosza, a słowa nie usłyszałem poza wsparciem i "zobaczysz, damy sobie radę". Teraz mam sukcesy i nikt ich sobie nie przywłaszcza. Co do puenty, trudno kochać laskę pomimo tego, że staje po stronie wroga - to jakaś daleko posunięta fantazja Smile

Portret użytkownika Stary Cap

Przekonałem się, że nie można

Przekonałem się, że nie można oczekiwać od kobiety, że będzie wiernym druhem przy naszym boku, niczym te waleczne divy z filmów fantasy.
Znasz powiedzenie, że kobieta nie jest nawet najlepszym przyjacielem mężczyzny i zajmuje dopiero dziewiąte miejsce na liście, zaraz po lodówce. Smile
Biologia kobiety jest po prostu inna i jeśli mamy tworzyć z nią udany związek, to musimy zaakceptować jej odmienną naturę.

Jeśli chodzi o Twój przypadek, to oczywiście, że istnieją kobiety o wysokiej kulturze osobistej, bardzo lojalne, itd, ale to też są tylko kobiety.

Portret użytkownika nera

100% mojego poparcia...

100% mojego poparcia... Kobiety nie są naszymi przyjaciółmi ani wiernymi druhami w niedoli. Nie są też w takich chwilach lojalne (słowa "lojalne", nie mylić ze słowem "wierne"). Wynika to z tego o czym pisze Cap. Z odmiennej natury kobiet. Nauka nawet te odmienną nature nazwała - hipergamia.

Jesli tak nie jest, to czemu większe powodzenie faceci mają w chwili gdy ich życie jest na fali wznoszącej? Czemu zazwyczaj w tym okresie życia faceta zazwyczaj tez zaczynają sie jakies związki? I na odwrót, czemu problemy z kobietami sa wysoce skorelowane z problemami w życiu? Problemami zawodowymi czy innymi długotrwałymi? Tłumaczenie tego tylko lepszym humorem w chwilach lepszych i nie bycia "jeczybułą" jest uproszczeniem tematu bo gdyby wystarczyło nie być marudzącą i narzekającą melepeta i wystarczyłoby łazić po ulicy z uśmiechem to by było i dużo mniej facetów z problemami z relacja z płcią przeciwną.

A to, że Mr.Snoofi, nie miałeś problemu z kobieta a miałeś wręcz wsparcie w chwili jak nie zarobiles przez pol roku grosza wynika moim zdaniem z dwóch rzeczy. Po pierwsze to jednak ta Twoja, dana dziewczyna zna Cię od pewnego czasu i widziała Cie wlasnie gdy byles na tej fali wznoszącej to i znała Twój potencjał, to po pierwsze. A po drugie tak się ułożyło, że w okresie slabszym Twojego zycia, Twoja dziewczyna nie pozwala i nie widziała lepszej alternatywy w danym okresie czasowym (moze to wynikać z Twojej tez wysokiej wartości w jej oczach. Wartości ktora zbudowałeś w tym lepszym okresie).

Tak jak pisze Cap. Na taka nature kobiet jednak nie ma co się obrażać. Trzeba ją zaakceptować i być jej świadomym...

Portret użytkownika mgk

Bo żadna kobieta nie chce sie

Bo żadna kobieta nie chce sie trzymać z życiową ciapą, to chyba proste.

Jeśli kobieta pokochała Cię, gdy miałeś jakiś sukces i naprawdę Cię kocha, nigdy Cię nie zostawi. Tylko nie możesz wrócić do domu i powiedzieć "Wyrzucili mnie z roboty, jestem taki biedny, znowu to zrobili, na pewno sobie nie poradzimy Sad((" tylko wejść i powiedzieć "Wyrzucili mnie z roboty, ale wiem że uda mi się zdobyć lepszą".

Mając postawę nr 1 nie dziw się że kobieta Cię zostawi/nie chce, ogólnie mówiąc - nie kocha.

Portret użytkownika nera

Widzisz... Tylko to co

Widzisz... Tylko to co piszesz to interpretacja faceta. A kobieta nie patrzy na to z jakimi słowami wracasz w dniu w którym zwolnili Cię z pracy (używając Twojego przykłądu). Nie patrzy też na postawę jaką pokazujesz w kolejnych dniach. Patrzy tylko na EFEKTY. Albo masz efekty albo nie... Albo jesteś spójny i serio znajdujesz tę lepszą pracę albo miesiącami siedzisz, szukasz i gadasz. Niestety ale na dłuższą metę postawa "dopóki walczysz jesteś zwycięzcą" nie przynosi tu sukcesu. Ich nie interesuje, że miałeś 3 zajebiste lata w których sam realizowałeś się, piąłeś się w górę dając jej przy tym mnóstwo pozytywnych rzeczy a potem przyszło pół roku czy rok gorszego czasu. Nawet jeśli wiesz i robisz wszystko by ten gorszy czas był czasem przejściowym. Zwłaszcza gdy kobieta spotka gdzieś w Twoich gorszych dniach jednotę, nazwijmy ją efektywniejszą;)

I jak mówię, nie ma co się obrażać na kobiety za to. Taka jest ich biologia (jak wszystkich innych ssaków). Liczy się najśliczniejszy samiec u którego ma ona szanse w danym dniu, w danym okresie. Nie ma tu nagrody za całokształt twórczości... Nie ma co się na to obrażać, tylko zakceptować

Portret użytkownika Stary Cap

Biologia podobna jak u

Biologia podobna jak u Naczelnych, tu się zgodzę, ale od "wszystkich innych ssaków" to już się trochę różnimy. Wink

Portret użytkownika skaut

Jacy Wy plytcy jesteście to

Jacy Wy plytcy jesteście to szok. Tzn. Zaden szok tylko zal... Jaki zal.... Daremni w huj. Wink pzdr

Portret użytkownika Al B.

Chyba źle interpretujesz te

Chyba źle interpretujesz te słowa. "Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą" oznaczałoby, że się przebranżowisz, pójdziesz nawet do gorszej pracy itd, byleby dalej się utrzymywać na powierzchni. Siedzenie od pół roku w domu i płacz "nie mogę znaleźć żadnej pracy to nie walka, to wegetacja Wink

To jest ta spójność faceta z jajami, wracasz do domu kiedy Cię wyjebali z roboty i nie użalasz się nad sobą, nie fantazjujesz o lepszej nowej pracy. Odpalasz neta, kupujesz gazetę i ślesz CV. Bo jak tutaj sami zauważyliście czyny i ich efekty się liczą, a nie gadanie Smile

Portret użytkownika nera

I tutaj zgoda... Bo o czymś

I tutaj zgoda... Bo o czymś podobnym mówiłem wspominając o tej efektywności:)

Tylko mocno tu teoretyzujemy. Układamy jakieś modele i wypisujemy pompatyczne hasła o "facetach z jajami" itd. A kto przeżył coś podobnego w praktyce?

lubię czytać co piszesz , nie

lubię czytać co piszesz , nie wiem czy potrafiłbym to tak zredagować , ale wiem , że przepotężnie coś spierdoliłeś , jak ja , bez tego , takich wniosków nie byłbyś w stanie wyciągnąć. niemniej ciekaw jestem twojego ustosunkowania do kilku paradygmatów. niestety ciągle mam błędy próbujac napisać do ciebie na priv.anyłejs refleksyjne , mocno. i na dożywotnim propsie to co poszło do tej pory , z malutkimi wyjątkami.

Najpierw trzeba umieć ja

Najpierw trzeba umieć ja dobrać, a to sztuka. Pan S ma rację w tym co napisał.

Portret użytkownika mgk

Pisałem już do but_mil w tej

Pisałem już do but_mil w tej sprawie, ale jestem też ciekawy twojego zdania.

Co, jesli w moich myślach mam tezę która mówi "Kobiety to idiotki, które pragną głównie emocji"?

Co jakiś czas łapie się na tym, gdy po raz kolejny słysze o znajomych, którzy pierwszego dnia od poznania znaleźli się z dziewczyna w łóżku a potem pomyślę o drugich znajomych, tych bardziej romantycznych którzy naprawdę kochali, ale dziewczyny ich nie chciały bo przecież nie było "tego czegoś"... Volant już kiedyś o tym pisał - "Bycie dobym z kobietami powoduje że przestaje Ci zależeć". Takie odrębne bieguny, ale zamiast myślenia "Kobiety to wspaniałe istoty, które są bardzo emocjonalne!" częsciej mam w głowie "Kobiety to idiotki, wystarczy dać im trochę emocji i bedą jeść ci z ręki'?

Portret użytkownika Kołboj

Snoofie masz rację jak

Snoofie masz rację jak zawsze. Zgadzam się i podpisuję obiema ręcami.

Ale jeśli chodzi o związki, to nie jest to takie hop siup Smile

Oczywiście dużo prawdy jest w tym co piszesz o związkach, przyznaję rację i też tak uważam, ale dużo też zależy na kogo się trafi.

U mnie temat związków LEŻY. Pomimo, że powodzenie u kobiet RÓŻNYCH miałem zawsze, poznanie kobiety na poziomie, wejście z nią w romans to nie był nigdy dla mnie problem ale ja nigdy nie potrafiłem wejść w długi związek, nigdy nie zaznałem prawdziwej miłości i szczęśliwego związku.
Pomimo ogólnego powodzenia w uwodzeniu,zawsze byłem i jestem sam.

Albo ja uciekałem bo coś, albo one uciekały bo coś.

Uważam, że trzeba mieć naprawdę FARTA by trafić na kobietę, która nas PRAWDZIWIE POKOCHA.

I nie, że się użalam. Staram się być szczęśliwy, pomimo braku szczęścia w miłości. Smile

Dziękuje za tego bloga.

Portret użytkownika Creedence

Mam dokładnie taki sam

Mam dokładnie taki sam "problem".
Z tym, że ja dużo wcześniej uciekam od czegoś co mogło by się skończyć ciekawie.

Nadal nie mam pojęcia dlaczego.

Co do bloga, jak zwykle jest dobrze Wink

A co jeśli masz postawę " can

A co jeśli masz postawę " can do ", a życie raz za razem daje Ci do zrozumienia " nope, dude. You can't." ?Powoli, z gościa który miał przebłyski blyskotliwej gadki i potrafił jakoś zainteresować kobiety, tracisz swoje jedyne atuty i coraz częściej miewasz ta kwaśną minę.

"Rzeczywistość: o ile mamy

"Rzeczywistość: o ile mamy jakąkolwiek intuicję i nie zakochamy się w kurwiszczu, każda zdrada w związku jest wynikiem rozpadu więzi emocjonalnych. Każdy rozpad tych więzów jest wynikiem zaniedbań, uchybień albo braku umiejętności budowy głębszej więzi."

Kazdy mistrz olimpijski ciężko trenuje (nawet ten na koksie), ale nie każdy kto ciężko trenuje (i przy okazji koksuje) zostanie mistrzem olimpijskim. Myślę, że logika często nie idzie w parze z emocjami. Zwłaszcza jeśli chodzi o relacje damsko-męskie.

Wiesz nie znałem cię z tej

Wiesz nie znałem cię z tej strony ale powiem ci że odwaliłeś kawał dobrej trudnej roboty.

Portret użytkownika Al B.

MrSnoofie prawie zawsze się z

MrSnoofie prawie zawsze się z Tobą zgadzam, w tym blogu też masz sporo racji. Rozumiem, że przesłanie tego bloga miało być optymistyczne, łączmy się w pary! Szukajmy wspaniałych partnerek, będziemy szczęśliwi! Będziemy mieli z kim dzielić się tym hajsem, sukcesami i Lambo.

No niestety, ale życie w związku to codzienność, mnóstwo trosk i przeciwności. To głównie robienie zakupów i mycie garów po obiedzie. Jestem raczej optymistycznie nastawiony do świata, ludzi, kobiet. Daleko mi do frustrata. Natomiast myślę, że przedstawiłeś to bardzo kolorowo i nieprawdziwie. Jeśli Twoja kobieta taka jest i tak się z tym wszystkim czujesz to brawo Ty. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł napisać, że się myliłem i miałeś 100 % racji.

Na chwilę obecną jednak uważam, że w większości przypadków jest tak, że dopóki masz porażki i sobie z nimi radzisz to i kobieta jest przy Tobie, natomiast jeśli masz słabszy okres i to ona ma być dla Ciebie podporą, to wszystko się sypie jak domek z kart. Bo z natury kiepska z nich podpora Wink

Portret użytkownika Kołboj

No to prawda, nawet Matka się

No to prawda, nawet Matka się dziwnie zachowuje jak masz gorszy okres Smile

Mnie sie wydaje, że takie związki jak Snoofa, zresztą nie raz to zauważyłem ISTNIEJĄ ale to jest w chuj RZADKOŚĆ, takich związków jest mało, malutko. Na palcach mej dłoni mogę policzyć a większość to ...

Jak mam zły okres w życiu to

Jak mam zły okres w życiu to nauczyłem się tak zachowywać by nie być pojebem dla rodziny i to działa, kase się znajdzie ale jak się coś spierdoli to trzeba to naprawić a najlepiej nic nie spierdolić hamować się i tyle.

Portret użytkownika BigBastard

No i znowu Snoofie celnie, w

No i znowu Snoofie celnie, w samo serce życiowych spierdolin.
Przemyslany wpis i do tego dobrze się czytało.
Dobranoc/ Buenas kurwa noches.

Świetny wpis, jak zwykle

Świetny wpis, jak zwykle zresztą. Mam jedną uwagę.

"Nikt, kto umie o siebie finansowo zadbać, umie zarabiać hajs, nie będzie się koncentrował na wyliczeniach, ile to go randki z kobietą kosztują. "

Fakt. Ale za to będzie się skupiał na tym, czy dziewczę płaci za siebie czy nie. Byłem z kobietą, za którą zawsze płaciłem. Grosze, bo zawsze przyjeżdżała autem i piła kawę/sok/herbatę. Dało mi to do myslenia, jak postrzega kwestię kasy w związku. A kiedyś nawet przywaliła, że według niej pierścionek zaręczynowy powinien kosztować od 1000 zł Wink Nieszczególnie mnie to ruszyło, bo i tak spotykałem się z nią bo fajnie (na początku) się gadało, a dziewczę było bardzo ładne i świetnie się ubierające, a na ten drugi aspekt bardzo zwracam uwagę. Podsumowując: nie liczę kosztów, ale zwracam uwagę, jak laska podchodzi do kwestii płacenia.

Ś-W-I-E-T-N-Y wpis!

Ś-W-I-E-T-N-Y wpis!

Portret użytkownika septo

Snoofie - czytam Cię ziomie

Snoofie - czytam Cię ziomie od kilku lat i mam wrażenie jakbyś był moim umysłowym ghost modem, za którym jestem tak ok rok,dwa w plecy. Dochodzę do podobnych wniosków, mijam te same zawijasy przy czym ze sporym opóźnieniem. Dobrze było to przeczytać właśnie teraz, kiedy walczę z myślą czy w pełni zaangażować się w związek z jednoczesną rezygnacją z życia hulaki, które z takim trudem wykulem z wieloletniego bycia pizdą, czy próbować oddalać ten moment. Czuję, że trafiłem na super kobietę, która jest w stanie coś dla mnie robić bezinteresownie, z którą świetnie się rozumiemy, i fajnie spędzamy czas - mimo to gdzieś w głębi pojawia się jakiś taki zduszony żal o te kolejne próby, których nie podejmę. Taki osiolek, któremu w zloby dano.. Mądrze prawisz,przeczytam jeszcze raz.

Portret użytkownika Dobrodziej z Północy

Septo. Akurat z bilansem

Septo. Akurat z bilansem zysków i strat będziesz borykał się zawsze, nawet jak zbudujesz coś trwałego. Taka ludzka natura, że oczy latają na boki i myślisz sobie "przecież nadal mógłbym". Któż nie zna tego uczucia?


Tutaj zapiszesz się na listę osób do których Admin Gracjan wysyła porady, wiadomości i unikalne artykuły. Z tych porad korzysta już ponad 25 000 osób.