Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Skąd bierzecie takie dziewczyny?

24 posts / 0 new
Ostatni
Gość

Skąd bierzecie takie dziewczyny?

Hej, wszystkiego najlepszego w nowym roku! Oby ten rok nie był tak parszywy jak ostatni!

Ale - rzuciły mi się tutaj w oczy dwa interesujące tematy - jeden dotyczył dziewczyny której nigdzie nie chce się wychodzić, a drugi o babce bez żadnych zainteresowań i ambicji, która dopiero teraz była po raz pierwszy na sylwestrze.

Przecież to wypisz wymaluj ja. Też nie czuję chęci do rozwoju, czuję że bym się do tego zmuszał, a nie chodzi o to by dla drugiej osoby stać się kimś innym wbrew sobie. Znajomych prawie nie mam, więc na imprezach bywam rzadko, a jeżeli już się pojawiam to trzymam się raczej z boku by nie narobić bigosu (odsyłam do moich blogów sprzed lat dwóch). Nawet własna matka powiedziała mi, że gdyby ona miała te 25-28 lat to w życiu nie byłaby kimś takim zainteresowana, ewentualnie dopiero jako zdesperowana 45. Takie pustaki jak z ostatnich tematów to byłby ktoś dla mnie idealny. Nie chcę by ktoś mnie naciskał bym szukał lepszej pracy niż cieciówka (o ile mnie przyjmą, bo 28 lat i puste pod kątem zatrudnienia CV jak na razie zniechęca pracodawców), bo wystarczająco czas i głowę zajęły mi humanistyczno-społeczne "studia", z których i tak nic nie wyniosłem bo przez problemy z koncentracją i zapominałem wszystko zaraz po sesji. Przez studia nie mam ani wiedzy, ani nawet nie wiem co mnie tak naprawdę interesuje (bo musiałem poświęcać więcej czasu by zaliczać egzaminy i nie mogłem konstruktywnie spędzać wolnego czasu). Pytanie więc brzmi - gdzie można znaleźć takie sflaczałe, nihilistyczne laski, które żyją z dnia na dzień i można się z nimi po prostu wspólnie zestarzeć bez kupowania kajdanek czy spontanicznych wypadów w góry? Jak widać dwie się trafiły. A mi nie zależy na niczym innym niż spokojne, stabilne życie z koperkową na obiad.

"Rada" idź do psychologa

Oto jestem. Skończyłem ten kierunek, i powiem wam że psycholog to jest coś ogromnie przereklamowanego. Tu się nie liczy książkowa wiedza. Nawet na rzekomo bardzo dobrej uczelni większość psycholożek (facetów można było policzyć na palcach dwóch rąk) to tępe bździągwy zachwycające się motywacyjnymi mówkami z TEDa ale nie mających ni w ząb pojęcia o tym jak funkcjonuje człowiek, jak należy obchodzić się z kimś kto te problemy faktycznie ma. Ten kierunek i 5 lat studiów to jedno wielkie gówno, bo tak naprawdę znaczenie ma wyczucie wobec drugiej osoby, coś co albo się ma albo nie. Jesteś gruboskórnym chamem, to będzie z ciebie dupa a nie psycholog, nie ważne ile książek przeczytasz. Mam znajomą (mężatkę!) która skończyła kulturoznawstwo a pod względem empatii zżera większość mówczyń motywacyjnych mojego roku: Heeeej, Ferrari stoi pod Twoim domem tylko musisz do niego wsiąść! Ale uważaj, tylko do 30 roku życia, jak ci się nie uda to potem pora umierać!

infreak
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: Rocznik 91
Miejscowość: Kraków

Dołączył: 2017-09-16
Punkty pomocy: 558

Oczywiście, że psycholog pomaga, kursy psychoterapeutów działają, tylko jest jeden warunek - pacjent musi sam z siebie chcieć. Nikt go nie zmusi do zmiany. Przedstawiasz tutaj nastawienie pt: "nic się nie da". Nic się nie da zrobić. Na nic nie mam wpływu. Nawet wstając z łózka nie mogę wybrać czy lewą, czy prawą nogą. Z takim nastawieniem najlepszy specjalista nie pomoże. U ciebie jest jeszcze gorzej, bo zamiast wziąć się do roboty ty postanowiłeś zaakceptować swoje lenistwo. Żyć w kłamstwie, że nic się nie można zrobić.

Skoro nic nie mogę zrobić to po co mam się starać? Niech ludzie zaakceptują mnie takim jakim jestem! A ja nie mam na nic wpływu to będę siedział i całymi dniami grały w gry, oglądał porno i przekonywał innych oraz samego siebie, że nic nie mogę zrobić. Nie będę się uczył języka obcego, który pozwoli mi znaleźć pracę z lepszą wypłatą o 2000 miesięcznie, bo nie mam na to wpływu! Nie będę uczył się jazdy samochodem, bo nie zarobię na auto. Ja nic nie mogę, więc mam wymówkę. Mogę zrezygnować z życia bo nic nie mogę, nie muszę się starać, ale WY macie mi dać za darmo i WY macie mnie zaakceptować, takim jakim jestem. Psycholog nie działa, bo JA nie chcę nic zmienić, ale muszę się okłamać, że nic nie mogę, żeby nic nie robić i być usprawiedliwionym.

...

Tymczasem na innej planecie ludzie nie wiedzą, że czegoś się nie da. Facet 165 cm podchodzi do laski i ją uwodzi, bo nie wie, że jest za niski i nie może tego zrobić. Nie przeczytał tego na wykopie i był nieświadomy. I co gorsza udało mu się! Bo nie wiedział, że jest zbyt niski i z tego powodu nie zasługuje na kobietę! Inny koleś po zawodówce otwiera biznes i po roku zaczyna zarabiać 10.000 miesięcznie bo nie wie, że bez studiów nic w życiu nie osiągnie. Nie przeczytał, że żeby być bogatym to trzeba mieć rodziców wpływowych, studia, albo kraść. On tego nie widział, nie powiedzieli mu inni marudzący, nie był świadomy swojej nieświadomości. Tragiczny przypadek! Inny z kolei bierze udział w zawodach kulturystycznych bo nie wie, że z jego słabymi genami się nie da. Nie wiedział, więc spróbował i okazało się, że wygrał mając słabe geny! Nie powiedzieli mu na forum, że bez genów nic nie osiągnie i chłopak bez takiej wiedzy wystartował i co gorsza wygrał. Co za looser, nic nie wie o świecie! Ci goście nie wiedzą, że istnieją ograniczenia. Nie wiedzą, że trzeba się poddać przy pierwszej trudności i narzekać na forum. ALe są niedouczeni, masakra jakaś.

Dzisiejsza lekcja jest prosta. Każdy chce dużo wiedzieć, czytać poradniki. Jak widać to miecz obusieczny. Dasz jednemu wiedzę to on wykorzysta ją mądrze i stwierdzi:

- "skoro ten facet doszedł do 5-cyfrowych zarobków, zrobił sobie super sylwetkę, nauczył się tańczyć walca i rozmawiać w 4 językach obcych to mi też się uda. Podpatrzę jak on to zrobił i będę każdego dnia poświęcał 2 godziny na realizację celu bez żadnych wymówek".

Inny facet weźmie tą samą wiedzę, ale przekręci informacje wyciągnie z niej to co najgorsze:

"koleś doszedł do dobrych zarobków bo na pewno miał bogatą rodzinę albo był złodziejem, ja za to uczciwie będę tyrał za najniższą krajową bo nie mam wpływu na zarobki. Zrobił super sylwetkę bo na pewno miał super geny a ja nie mam, tańczyć nie będę się uczył bo to niemęskie, języki obce? Ja po polsku umiem mówić i to mi wystarczy. Zresztą nie nauczyłbym się, bo nie mam genów i nie podoba mi się rząd. Gdyby inna partia rządziła, urodzili mnie bogaci rodzice to bym osiągnął sukces. A tak to nic nie mogę, nara, pora na csa."

Tak więc jak widać dla jednych wiedza jest złotem, bo potrafią ją wykorzystać. Dla innych wiedza jest przekleństwem, bo wiedzą, że czegoś nie mogą zrobić i w to wierzą, zamiast samemu sprawdzić czy to prawda. Tak więc czasami lepiej nie wiedzieć i próbować.

Życzę sobie wielkiej niewiedzy. Chciałbym naprawdę niewiedzieć, że czegoś się nie da zrobić... Bardzo chciałbym niewiedzieć.

A niestety wiem, że życie jest bardzo proste. Że każdy kto chce może zmienić prace i zacząć zarabiać 5-cyfrowe stawki. Każdy kto chce może schudnąć i zbudować kaloryfer. Każdy kto chce może poderwać laskę 8/10 i mieć z nią seks. każdy kto chce może osiągnać dowolny cel, chociażby wejść z tlenem na K2. Pytanie brzmi - nie "czy się da" tylko ile mi to zajmie? Taki rozwój trzeba rozplanować na lata, bo czy tego chcemy czy nie chcemy każdy jest kowalem swego losu i steruje życiem, ma wpływ na zakończenie Smile Jeżeli dzisiaj wybiorę, że poświęcam 1 godzinę czasu na czytanie książek dziennie, to za 10 lat mam przeczytanych 240 książek. Jeżeli jedną godzinę dziennie poświecę na zagadanie do jednej kobiety to za 10 lat okaże się, że zagadałem do 3650 kobiet i pewnie ze 100 z nich pójdzie ze mną na randkę. Jeżeli przez 10 lat godzinę dziennie poświecę na to, żeby zarobić dodatkowe 10 zł to uzbieram 36500 zł i kupię sobie fajny motocykl.

Jeżeli jedną godzinę dziennie poświecę na marudzenie i narzekanie na forum to przez 10 lat - kurwa nic się nie zmieniło, dalej jestem tu gdzie jestem, halo, co to za czary?

marine_trooper
Portret użytkownika marine_trooper
Nieobecny
Wiek: 24
Miejscowość: Zagranica

Dołączył: 2015-02-03
Punkty pomocy: 128

To tak nie działa. Kobieta zawsze wymaga kogoś lepszego od siebie. Tak więc taka dama, która nic nie umie, nic nie robi i niczym się nie interesuje nadal będzie chciała obrotnego zawodowo i towarzysko faceta. To tak jak ze wzrostem - jeżeli masz poniżej 180 cm to nawet od kobiety 140 cm możesz usłyszeć, że jesteś niski. Kobiety wcale nie mają wymagań proporcjonalnych do tego co same oferują, nie masz więc większych szans na znalezienie kobiety, z którą po prostu będziesz mógł wspólnie "nic nie robić", tak jak to sobie wyobrażasz.

Dobrodziej z Północy
Portret użytkownika Dobrodziej z Północy
Nieobecny
Wtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (1992)
Miejscowość: Północ (Gdańsk)

Dołączył: 2019-11-19
Punkty pomocy: 918

Zgadzam się z obserwacją. Tyle, że to działa w dwie strony. Sam bym nie wziął do związku kobiety o statusie i ambicjach niższych od moich. To jest ten zdrowy egoizm i instynkt samozachowawczy, o którym tyle się mówi. I to nie jest nic złego, nie rozumiem czemu tym razem dostałeś minusa. Wg. Mnie opinia neutralna, to też wyzerowałem ją plusem.

Problem zaczyna się właśnie w przypadku "psucia rynku" gdy ktoś bierze sobie osobę znacznie poniżej swoich oczekiwań, żeby tylko był. W przypadku facetów jest to zjawisko częstsze niż u kobiet, dlatego też powstaje tyle żartów na ten temat:
-Jakie masz oczekiwania wobec partnerki?
-noooo taka kobieta...

Powoli dochodzę do sedna swojego wywodu. Zjawisko z punktu widzenia społeczeństwa nie jest złe, bo powoduje poprawę warunków życia par wchodzacych w związki i mających szansę się rozmnożyć. Przykład z dupy, czyli mój. Gdyby moja kobieta była bezrobotna, to nie mógłbym żyć na takim poziomie, podobnie jak i ona, gdybym to ja nie miał pracy. W zdrowej relacji taka kalkulacja, to nie jest problem. Zjawisko to - hipergamia, nie bójmy się tego słowa, jest natomiast złe z punktu widzenia jednostek, które w siebie nie inwestują z różnych powodów jak np. kolega Parszywy...

Idąc dalej. Wchodzenie w związki znacznie poniżej oczekiwań, to nie jest wina samej hipergamii, tylko poszczególnych osób o wyższym "statusie" (z braku lepszego słowa) decydujących się na te osoby, które są znacznie poniżej ich wlasnego poziomu. Głównie mężczyzn niestety.

Mój wywód dotyczy wyłącznie trwałych związków.

______
* nie zgadzasz się ze mna? - 1
** zgadzasz się ze mną? +1
*** moje rady stosujesz na własną odpowiedzialność

infreak
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: Rocznik 91
Miejscowość: Kraków

Dołączył: 2017-09-16
Punkty pomocy: 558

I tak i nie. Odpowiem co do wzrostu - sam jestem niski i mam w okolicach 170cm. Każdy mi zawsze mówił że "o panie, z takim wzrostem to tylko do niskich startuj". A to jest taka paradoks, bo to właśnie te niskie maja pierdolca na punkcie wzrostu. Im chodzi głównie o geny, bo niski facet + niska dziewczyna = duża szansa na niskie dziecko. A wiadomo nie od dziś, że statystycznie niżsi faceci radza sobie gorszej od wyższych w każdym życiowym polu (zarobki, relacje, osiągnięcia itd. według badań każdy cm wzrostu to teoretycznie więcej tysięcy rocznie, a średnia dyrektorow i managerów wyższego szczebla w korpo jest chyba pomiędzy 185 a 190, nie pamiętam dokładnie).

Niskie też da się wyrwać ale paradoksalnie jest ciężkiej niż wyższe. 80% dziewczyn które wyrwałem były równego wzrostu lub wyższe ode mnie o jakieś 5cm, chyba tylko jedna wyższa o 10cm mi się trafiła. Natomiast niskie to udręka, masa narzekania, shit testów itd.

Trzeba pamiętać o tym, że kobiety nie patrzą na faceta logicznie i nie porównują wszystkich cech na zasadzie - wzrost - wzrost, zarobki - zarobki, towarzyskość - towarzyskość. One nie patrzą liniowo więc nawet jak jesteś niski to mając dobre życie towarzyskie, wielu znajomych, koleżanki, social proof lub zarabiając dobra kase jesteś w stanie wyrwać. Hipergamia oznacza, że w ogólnym rozrachunku musisz być lepszy od kobiety czyli np kobieta może być wyższa i ładniejsza od ciebie (z wyższej ligi) ale jednocześnie będzie introwertyczna, bez znajomych i nieporadna. Jeżeli natomiast ty bediesz miał braki w wyglądzie, ale będziesz ekstrawertyczny, towarzyski, miał wysoka pozycję społeczną, zarobki itd czyli prezentował w ogólnym rozrachunku wyższa wartość niż ona to wtedy bez problemu wyrwiesz. Musisz być tylko minimalnie lepszy w ogólnym rozrachunku. Jeżeli na każdym polu życiowym zawodzisz to ciężko będzie wyrwać jakąkolwiek, a co dopiero ładną.

Zobacz jak to się sumuje - wartość kobiety to głównie jej wygląd i ewentualnie popularność. Zarobki nie podnoszą wartości kobiety, tak samo zainteresowania, wykształcenie itd. Nie mówimy "o jaką zajebista dupa, skończyła hardward" tylko "i zajebista dupa, ale się świetnie prezentuje". Nawet mięśnie u kobiety niewiele znaczą, często dziewczyny nie ćwiczące na silce i tak wyglądają zajebiście.

Natomiast jako facet tych czynników jest masa. Liczy się twój wygląd, wzrost, ale też umięśnienie, praca, zarobki, znajomość, pozycja, uznanie wśród ludzi, popularność, sukcesy na różnych polach, dowód społeczny - introwersja/ekstrawersja, towarzyskość.

Będąc kobieta możesz wyrwać faceta tylko na wygląd i podnosic swoją wartość popularnością. Popularność bez wyglądu nie ma znaczenia, brzydkiej kobiety praktycznie nic nie uratuje.

Jako facet możesz wydać kobietę na:
- wygląd lub
- charakter/pewność siebie/charyzmę lub
- kasę lub
- samochód/jacht/duży dom lub
- prestiż lub
- popularność lub
- towarzyskość/social proof lub
- ciekawy styl życia itd.

Prawda jest taka, że hipergamia istnieje, ale działo mocno na korzyść mężczyzn. Kobieta rodzi się albo brzydka albo ładna i koniec gry. Ewentualnie brzydka, bogata, robi masę operacji plastycznych i jest ładna.

Facet rodzi się brzydki albo ładny ale może spełniać się w różnych dziedzinach i wyrywać dupy na dosłownie wszystko (oprócz narzekania i marudzenia). Nie musisz być ładny i bogaty ale możesz np zwiedzić kilkanaście krajów autostopem i nagrać o tym jakieś filmiki - masz grono wielbicielek. Masz grupę znajomych i jesteś liderem który organizuje domówki, imprezy itd? Nie odpedizsz się od lasek. Masz kanal na YouTube gdzie opowiadasz o jakichś ciekawych rzeczach? Fanki się znajdą.

Nie rozumiem jak jako facet w XXI wieku można narzekać na nierówne szanse na rynku matrymonialnym

Dominikkow
Portret użytkownika Dominikkow
Nieobecny
Wtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: 1993
Miejscowość: Krk

Dołączył: 2014-11-07
Punkty pomocy: 1005

Dokładnie. Sam tego doświadczyłem.
Ale w byciu takim, który przyciąga jest jeden ogromny minus.
Człowiek zaczyna ściągać ludzi, którzy chcą się przejrzeć w jego oczach. Poszukać potwierdzenia, czy są na tyle dobrzy. Zwykle pijawki emocjonalne, wampiry. Twój blask musi oświetlić ich czarne wnętrze. Potem dochodzi do dziwnych relacji uzależnieniowych. Ty im nie dasz atencji, to zaczyna się psucie Twojej opinii, podkładanie świń, zaniżanie Twojej wartości. De facto, jest się skazanym na bycie z ludźmi z "Twojej pułki". Gdzie konkurencja jest jeszcze większa i ciężko o jakieś wytchnienie. Ten kij ma dwa końce.

_____________________________________________________________

Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.

marine_trooper
Portret użytkownika marine_trooper
Nieobecny
Wiek: 24
Miejscowość: Zagranica

Dołączył: 2015-02-03
Punkty pomocy: 128

Zgadzam się z Twoimi wywodami, ale nie zgadzam się z podsumowaniem, zwłaszcza z wnioskiem końcowym. Otóż prawdą jest, że u kobiety liczy się głównie wygląd, ale to nie jest wcale tak trudne do poprawy. Wystarczy tu powiedzieć jedno słowo: makijaż. Większości kobiet wystarczy tylko się umalować, aby zyskać x adoratorów w realu i w necie. Tu nie ma większej filozofii. Nawet pomijając kwestię makijażu, naprawdę trudno wyobrazić sobie kobietę, która nie ma szans u literalnie żadnego faceta, możliwe że nie ma takiej na świecie. Problemem brzydkich kobiet nie jest to, że nie mają powodzenia (bo mają), ale to, że chciałyby lepszych facetów niż ci, którzy wokół nich się kręcą. Brzydka kobieta nadal jest stroną zatwierdzającą/odrzucającą.

Natomiast u facetów istnieje większa stopniowalność. Generalnie aby radzić sobie z kobietami trzeba spełniać dwa ramowe warunki:

1) być wysokim,
2) być ekstrawertykiem.

O kwestii wzrostu dobrze napisałeś wyżej (np. przeciętnie gorsze zarobki niskich facetów) i na tym polu jak wiemy nie można zrobić nic (nie liczę drastycznych zabiegów łamania kości nóg i wstawiania tytanowych implantów). Natomiast jeśli chodzi o ekstrawertyzm to osoby z wysokim natężeniem tej cechy są statystycznie mniej nieśmiałe, mają więcej znajomych, lepiej odnajdują się w towarzystwie, częściej piastują stanowiska wymagające przywództwa. Innymi słowy wszystkie atrakcyjne dla kobiet cechy społeczne, które wymieniłeś wyżej kumulują się w osobie ekstrawertyka.

Ja nie chcę powiedzieć, że introwertyk powinien wobec tego się załamać i popaść w seryjne marudzenie. Jednak przez swoją konstytutywę biologiczną będzie miał on zdecydowanie trudniej. Być może będzie musiał postawić całe swoje życie i swój wolny czas na szali, aby kiedyś być może rozwinąć cechy, które ekstrawertyk po prostu ma od zawsze. Nawet porady w książkach PUA, NLP itd. czy nawet w akademickiej psychologii można sprowadzić do krótkiego "bądź bardziej ekstrawertyczny". Taka preferencja wśród kobiet, sprawia że facet introwertyk musi niejako dokonać gwałtu na swojej naturze, aby im się spodobać. Zresztą to jest tylko strategia krótkoterminowa, w warunkach stałego związku introwertyczna natura prędzej czy później musi wyjść na jaw, co sprawi, że usłyszy się tanią gadkę w stylu "jesteś taki wspaniały, cudowny blablabla, ja nie zasługuję na kogoś takiego jak ty" po czym zobaczy się swoją byłą w objęciach jakiegoś cool bad boya na Harleyu.

Ja tu nie chcę być Kasandrą, emo, pesymistą, nic z tych rzeczy. Chcę tylko powiedzieć, że facet niski i introwertyczny musi być gotowy na gigantyczny wysiłek, który często nie przyniesie żadnych rezultatów. Konieczna jest wszak rywalizacja z ekstrawertykami, dla których towarzyskość, dobra gadka, przywództwo to "zwykły dzień w biurze". Trzeba również rzucić rękawicę wysokim facetów, wobec których straty nie nadrobisz, może tylko dobrym umięśnieniem budowanym w pocie czoła przez lata na siłowni. Dodatkowo gdy jesteś niski i starasz się zachowywać bardziej zdecydowanie to mogą cię oskarżyć o "kompleks Napoleona". Tu widać same kłody pod nogi, pola minowe i wilcze doły. Każdy taki facet musi zadecydować, czy podejmie się tego kolosalnego wyzwania, czy zajmie się czymś innym.

Facet taki jak wyżej jak najbardziej ma prawo narzekać na swoje szanse. Czy będzie mimo wszystko coś z tym robił to jego wybór. Jeśli bardzo mocno brakuje mu relacji z kobietami to moim zdaniem powinien mimo wszystko spróbować. Jeśli jednak jest w stanie sobie odpuścić to lepiej aby zajął się np. karierą naukową, budowaniem biznesu (choć tu niski wzrost też stanowi przeszkodę, ale nie definitywną) czy sportem.

Natomiast w przypadku facetów, którzy spełniają jeden z w/w warunków ramowych to generalnie wystarczy nieco ekspozycji towarzyskiej, aby pojawiły się jakieś efekty. Mam tu głównie na myśli wysokich introwertyków, bo do tej grupy zdaje się należy Parszywy - wspominał on gdzieś tutaj, że ma 180+ cm wzrostu. Tak więc jemu doradzałbym klasyczne "wyjście do ludzi", inna sprawa, że mu się nie chce Smile O ekstrawertykach (nawet niskich) nie ma sensu pisać, bo oni naturalnie żyją i brylują w towarzystwie, więc po prostu nie ma szans żeby jakiejś kobiety sobie nie ogarnęli - czy to raz na jakiś czas, czy też raz a na dłużej.

Trzecia grupa to wysocy ekstrawertycy. Tutaj jak wiadomo seks jest dostępny jak woda, wejście w związek wymaga zaś minimum dobrej woli. To tacy właśnie mężczyźni nie potrafią racjonalnie uzasadnić faktu istnienia płatnych domów uciech. Jeżeli jeszcze taki facet ma ładną buzię i pieniądze (w mojej opinii są to cechy atrakcyjne drugiego rzędu, o szczebel niżej w hierarchii niż wzrost i ekstrawersja) to jest Chadem - Danielem.

Reasumując, dla kobiet zazwyczaj wystarczy umalować się, zrobić na bóstwo itp., aby mieć powodzenie. Kobieta, której nikt nie chce trudno powiedzieć czy w ogóle istnieje.

Natomiast u facetów istnieją poziomy trudności Recruit, Regular i Veteran. O ile u dwóch pierwszych typów sprawa jest względnie prosta, o tyle u ostatniego potrzeba naprawdę głębokich przemyśleń nad tym czy chcemy podejmować tytaniczną pracę, która może iść w całości na marne.

infreak
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: Rocznik 91
Miejscowość: Kraków

Dołączył: 2017-09-16
Punkty pomocy: 558

Należę do grupy niskich introwertyków i w dodatku pracuję zdalnie kilka godzin przed komputerem bez kontaktu z drugim człowiekiem.

Nigdy nie miałem większych problemów w relacjach towarzyskich czy D/M. Jest trudniej? Jest trudniej no i chuj. Wysoki może zmagać się z chorobą lub być sparaliżowany. Ekstrawertyk może nadużywać alkoholu i mieć tendencję do uzależnienień.

Największy gwałt na logice jest tutaj taki, że porównujesz wszystkich niskich ludzi i introwertyków z automatu zakładając, że są oni osobami gorszymi na podstawie jedynie wycinka ich osobowości. Otóż w życiu to nie tak działa. Każdy człowiek to suma tysiąca cech i zachowań. Jedne dziedziczysz w genach, inne to wypadkowa miejsca urodzenia, inne to wypadkowa odżywiania a jeszcze inne to kwestia wyborów. Każdy człowiek jest w pewien sposób na równym poziomie. Każdy człowiek ma do rozdania tą samą liczbę punktów, coś jak klasa postaci w grze RPG. Tylko tych kombinacji, drzewek talentów, wyborów itd. masz miliardy i na pierwszy rzut oka nie widzisz tego, że to się wszystko sumuje.

Postawmy obok siebie 3 osoby: Piłkarz światowej klasy na miarę Roberta Lewandowskiego, Fizyka światowej klasy na miarę Einstaina i czarnoskórego obywatela afryki, który żyje w dzikim plemieniu i nigdy nie miał kontaktu ze światem technologii ani cywilizacją.

Teraz dajemy im po kolei trzy zadania. Pierwsze to zagadka z dziedziny fizyki, drugie zadanie to strzelanie z piłki nożnej do bramki z dalekiego dystansu, a trzecie to łowienie ryby gołymi rękami. Jaki jest wynik? Fizyk zajebiście odpowie na pytanie z fizyki, ale nie trafi ani razu do bramki ani nie wejdzie nawet do wody, bo nie umie akurat pływać. Piłkarz strzeli za każdym razem, ale nie poradzi sobie z łowieniem i nic nie będzie kumał z fizyki. Czarnoskóry kolega złowi gołymi rękoma całą siatę ryb, ale nie będzie nawet wiedział co to jest fizyka, a materiałową piłkę uzna za technologię "kosmitów" bo pierwszy raz coś takiego na oczy zobaczy i nawet nie będzie wiedział jak ją kopnąć.

Możesz na tą sytuację spojrzeć z wielu perspektyw, ale z żadnej perspektywy nie ocenisz obiektywnie - który z nich jest ma trudniej? Przecież to zależy od tego jaki to jest rodzaj kategorii. Każdy jest w czymś dobry i jednocześnie słaby, ale to się wszystko w jakiś sposób wyrównuje. Nie da się powiedzieć, że ktoś jest gorszy i lepszy bo jak to zmierzyć? Kto ma lepiej, a kto gorzej - jak to uogólnić?

Teraz wyobraź sobie, że na świecie istnieje milard dziewczyn i każda zwróci uwagę na coś innego. Jedna dostaje orgazmu na widok piłkarza, druga jest sapioseksualna a trzeciej podoba się, jak facet łowi ryby gołymi rękoma.

To że ktoś urodzi się niski, introwertyczny lub kombinacja tych dwóch cech to jedno, ale ta osoba ma jeszcze 100000 innych cech, talentów i akurat dana osoba może mieć talent do grania w pokera i oczarować potencjalną dziewczynę wiedzą na temat pokera. Bo akurat trafi na dziewczynę, która ma fetysz na pokerzystę. Postawisz obok niej idealnego modela 200 cm turbo ekstrawertyka i ona nawet na niego nie spojrzy.

Oczywiście w dużym skrócie uogólniająć jest tak, że większość kobiet leci na te główne wyznaczniki życiowe takie jak wygląd, charakter, kasa, ekstrawertyzm itd. Ale jednocześnie każdy ma swój typ i swoje upodobania. Ale co ciebie obchodzi większość? Przecież i tak nie poznasz w swoim życiu miliona dziewczyna, nawet pewnie i 1000 nie poznasz. To po co ci powodzenie u miliona? Jesteś zajebisty w szachy to idziesz do kółka szachowego pewnym siebie krokiem i wyrywasz szachistki i co cię obchodzi, że jakaś dupa z klubu czy z tindera nawet na ciebie nie spojrzy?

Każdy gra tymi kartami jakie ma, grunt to zdać sobie sprawę, że nie istnieje na świecie osoba, która jest w 100%, w każdej dziedzinie najgorsza, ma same najgorsze cechy, wspomnienia. Są wady i zalety, od ciebie zależy jak rozegrasz.

Jak ktoś jest niski i introwertyczny i jeszcze jakiś tam pechowy to na logikę - nigdy nie wygra w klasycznej konkurencji, gdzie liczy się wzrost i ekstrawersja i bogactwo. Ale życie nie ogranicza się do wzrostu i gadanego, więc niski nie musi iść na siłownie i przez 10 lat kłuć dupę teściem, albo codziennie trenować gadkę, żeby konkurować z wysokimi, wygadanymi i na końcu przegrać. Taki niski i introwertyczny powinien szukać dziedziny, gdzie ci wysocy wygadani nie będą mieli podjazdu i tam szukać dup.

Nukem (niezweryfikowany)

To gdzie powinien iść Parszywy? Na ten miliard na pewno trafi się jakaś dla której byłbym strzałem w dziesiątkę. Ta świadomość mnie jednocześnie dobija i stanowi jakiś płomień nadziei.

Kensei
Portret użytkownika Kensei
Nieobecny
ModeratorWtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: 34
Miejscowość: Poznań

Dołączył: 2019-11-19
Punkty pomocy: 2317

Otwórz burdel, będziesz miał za co żyć i gdzie mieszkać i co ruchać, jakaś się w końcu trafi.

Nukem (niezweryfikowany)

Ba, gdybym był Rockefellerem albo innym Onassisem to bym sobie wykupił na wyłączność jaką laskę tak jak chciał Mesut i się woził, ale że jestem biednym magistrem psychologii, to...

21tehace21
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25
Miejscowość: Poznań

Dołączył: 2018-08-23
Punkty pomocy: 47

Popieram poprzednika, ja jestem autorem tego tematu z dziewczyną która nie ma zainteresowań i pierwszy raz w życiu była gdzieś na sylwestra. Gdy ją poznałem to nie wiedziałem o tych wadach, dopiero to wyszło po czasie.
Na początku wydawała mi się bardzo fajna, taka cicha, skromna itd, i to nie jest tak że żeby taka wyrwać nic nie trzeba robić, bo dziewczyny zawsze mają łatwiej, i ona pomimo tego jaka jest, ma kilku adoratorów, którzy do niej piszą itd a ona ich olewa. Podejrzewam że gdybym zachowywał się tak jak kiedyś w stosunku do kobiet, czyli popełniałem prawie wszystkie możliwe błędy to bym pewnie ja zniechęcił do siebie albo nawet bym jej nie poznał. Wydaje mi się że jeżeli nie jest się mega przystojnym to nic się nie da zrobić nie stosując zasad z podstaw. Jak już wspominałem ma ona kilku adoratorów ale oni do niej pisza, a ja zebrałem się w sobie i podszedłem do niej na żywo i w dodatku w towarzystwie jej znajomych i poprosiłem ja na bok, nigdy nie potrafiłem pocałować dziewczyny bo się bałem, myślałem że może sama zacznie mnie całować, dopiero po czytaniu forum zrozumiałem że to jest mus, i można by tutaj wymieniać w nieskończoność. Także trzeba się przełamywać i coś działać w tym kierunku inaczej się nie da.

Dobrodziej z Północy
Portret użytkownika Dobrodziej z Północy
Nieobecny
Wtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (1992)
Miejscowość: Północ (Gdańsk)

Dołączył: 2019-11-19
Punkty pomocy: 918

Jedno kluczowe pytanie Parszywy. Skoro nie chcesz w swoim życiu zmieniać nic, to po co Ci związek? Związek tak naprawdę zmienia wszystko, a przede wszystkim zmienia Ciebie.

Paolo Dobrodziejo

______
* nie zgadzasz się ze mna? - 1
** zgadzasz się ze mną? +1
*** moje rady stosujesz na własną odpowiedzialność

Nukem (niezweryfikowany)

update: Robota będzie nieco lepsza niż cieciówka. Ale nie zmienia to faktu, że chcę sobie spokojnie siedzieć i najlepiej nic nie rozwijać się w tej kwestii przez najbliższe lata. Lubię spokój i constans. Tego mi w życiu potrzeba - jakiejś stabilizacji. Wreszcie.

Do Dobrodzieja: Mieszkam ze starymi. Oni się starzeją. A mieszkam w dużym dość posępnym domu z dala od centrum i perspektywa spędzenia tam samotnych kilkudziesięciu lat mnie przeraża. Zarazem moi antykoledzy z czasów szkolnych coraz liczniej się żenią co też nie robi dobrze na banię, szczególnie że niektórzy to brzydale wzrostu nikczemnego. A i groszem nie śmierdzą. Koleżanki też się mężą, więc z drugiej strony dobija mnie fakt coraz bardziej pustego "rynku". Mocniej i mocniej dotyka mnie świadomość, że wkrótce mogę zostać na placu boju sam, wioskowym głupkiem który - w pojmowaniu ludzi z okolicy - nie wiedzieć czemu nikogo nie ma. Dodajmy jeszcze raz ojca, który jakiś czas temu wspominał coś o wnukach, a nie trafia do niego że po prostu nie umiem znaleźć nikogo takiego kto by mnie chciał. Parę lasek w okolicy (kasjerka z dyskontu, kelnerka w salonie sushi) się znalazłoby do których z "lepszom grom" chętnie bym podbił, ale jak na razie wiecie. Kiepsko z tym u mnie. Nie chodzi o segz. Tu sprawa jest prosta - zapłacę, robię co chcę i z bańki.

Nawet taka zwyczajna hausfrau dobrze zrobiłaby mi na głowę. Innym też, ale to w entej kolejności.

ann39
Portret użytkownika ann39
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 28
Miejscowość: Średnie miasto

Dołączył: 2017-02-10
Punkty pomocy: 264

To Ty doradzales koledze ktory mial problem bo mysli o przebiegu jego kobiet zeby szedl na kurwy?

Nukem (niezweryfikowany)

Tak. I zrobiłbym to po raz drugi i trzeci bo MI to pomogło.

ann39
Portret użytkownika ann39
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 28
Miejscowość: Średnie miasto

Dołączył: 2017-02-10
Punkty pomocy: 264

ok

Miden
Portret użytkownika Miden
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 1997
Miejscowość: Rybnik

Dołączył: 2020-04-28
Punkty pomocy: 102

Spokój i stabilizacja prawisz?
Po twoich tematach łatwo dojść do wniosku, że niczym nie różnisz się od wykastrowanego kocura. Problem w tym, że te kobiety chciałyby w przyszlości dzieci, których ty nie masz jak im ich nawet dać.

Dominikkow
Portret użytkownika Dominikkow
Nieobecny
Wtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: 1993
Miejscowość: Krk

Dołączył: 2014-11-07
Punkty pomocy: 1005

Weź się za siebie chłopie. Co Ty myślisz, że mamusia Cię będzie utrzymywała do końca życia?

_____________________________________________________________

Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.

Hochsztapler
Portret użytkownika Hochsztapler
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 24
Miejscowość: .....

Dołączył: 2014-04-18
Punkty pomocy: 491

O ironio!
Albo ogólnie sobie żartujesz i się śmiejesz z nas, debili którzy Ci coś tłumaczą i chcą pomóc, albo znalazłeś się na dnie.

Nie chce Cię obrazić, ale zauważ jedno.
Pytasz się w temacie, gdzie znaleźć kobiety bez żadnych ambicji, takie które tylko siedzą na dupie, jak Ty zresztą.
Z drugiej strony piszesz coś takiego
"Parę lasek w okolicy (kasjerka z dyskontu, kelnerka w salonie sushi) się znalazłoby do których z "lepszom grom" chętnie bym podbił, ale jak na razie wiecie. Kiepsko z tym u mnie."

Bez jaj, kolega wyżej napisał Ci, że nawet do takich dziewczyn trzeba cos sobą reprezentować. Głównie to odwagę i minimalna pewność siebie, ale Tobie tego brakuje!

Albo zaciskasz zęby i czytasz, próbujesz się rozwijać i umawiasz się z tymi dziewczynami, albo czeka Cię los starego pryka, zrzędy i niedojdy życiowego.
Ty nie masz problemu z głową, ty po prostu jesteś leń jak chuj, dlatego Ci psycholog nie pomaga

kupis89
Portret użytkownika kupis89
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 30
Miejscowość: Polska

Dołączył: 2010-11-19
Punkty pomocy: 435

Przywyknij do tego, same się nie znajdą a nawet jak się znajdą to szybka spierdolą.

A jak już się trafi taka co Ty byś chciał to nawet do takiej będziesz musiał zrobić co kolwiek by ją zainteresować a jak narazie z tego co odpowiadasz to nie masz czym.

POZDRO Wink

Mick
Portret użytkownika Mick
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 42
Miejscowość: Łódź

Dołączył: 2020-12-12
Punkty pomocy: 63

Trzeba być na jakiś swój sposób wyjątkowym inaczej wpadasz w szaro-bury i jednolity tłum. Nie chodzi o to by mieć same zalety. Najlepszym stymulatorem jest potrzeba. Ty jej jeszcze nie Odczułeś. Możliwe że jej nie Odczujesz ale nie Przejmuj się, dziś da się takim być i nie umrzeć z głodu. Można nawet takim być i całkiem dobrze żyć jeśli Masz szczęście. Ja bym na Twoim miejscu unikał tylko jednego. Nie chodził bym na wybory, nie głosował bym do końca życia. Powodzenia Smile

"Lepiej za życia spłonąć żywym ogniem niźli więdnąć powoli."

Hochsztapler
Portret użytkownika Hochsztapler
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 24
Miejscowość: .....

Dołączył: 2014-04-18
Punkty pomocy: 491

Trochę myślałem nad tym problemem.
Moze, to co powiem w jakiś sposób Ci pomoże.

Nie traktuj wszystkiego jako samodoskonalenie się. Skoro chodzisz do pracy, to znaczy, że musisz to robić. Czy to Cie w jakiś sposób rozwija? Pewnie tak, bo uczy dyscypliny, wiesz ze musisz rano wstać i wydupcac do roboty, żeby zarobić kasę. To Twój obowiązek. Zaakceptowałeś to i Ci to wychodzi. W każdym bądź razie, nie narzekasz na robotę. Mieszkać też masz gdzie, więc żyjesz sobie od 1 do 1 i wszystko cacy. Zero stresu, mało obowiązków.

Może znalezienie baby, też traktuj jako obowiązek? Z biologicznego punktu widzenia, masz się rozmnożyć, żeby przedłużyć gatunek. Czyli to też Twój obowiązek.

Żeby znaleźć robotę musiałeś iść na rozmowę z szefem. Żeby znaleźć laske musisz z nią pogadać.
Mówić umiesz, pisać zresztą też. Skończyłeś studia humanistyczne, więc wypowiadasz się całkiem przyzwoicie.
Pomyśl, że w cholere jest ludzi, którzy nawet pisać dobrze nie potrafią a mimo to jakoś babę znajdują.
To już oczywisty fakt, że jesteś ponad nimi. Potraktuj siebie trochę wyżej.

Skoro nie chcesz się uczyć uwodzenia to spoko, nie dla każdego to jest. Cenisz sobie spokój i przesadna stateczność i chuj.
Zadaj sobie pytanie, czy kobieta w Twoim życiu jest potrzebna dla Ciebie, czy dla ojca który domaga się wnuków. Nie ma w tym nic złego, chce przecież dla Ciebie jak najlepiej.

Jak już sobie odpowiesz, weź do kogoś zagadaj, jak Ci ciężko w realu załóż tindera lub badoo czy coś podobnego.
Tam jest łatwiej. Nie będziesz narażony na bezpośredni stres i masz czas na zastanowienie się co mówić i jak, a to już kurwa umiesz!
Spróbuj chociaż. Z robotą Ci się udało, to czemu ma Ci się nie udać z kobietami?

Nie wiem czy jesteś wierzący. Jeśli tak, módl się o to codziennie wieczorem. Możesz mnie za to hejtowac, ale to pomaga. Sama potrzeba modlitwy jest czymś dobrym, umocni to Twoja wiare w samego siebie, a o to tu chodzi.

Nie musisz się od razu zmieniać i się rozwijać w nie wiadomo jaki sposób. Po prostu minimalnie zacznij działać.

Pamiętaj, że bez Twojego działania nic się nie zmieni. Świat jest taki jaki jest, a nie taki jakbyśmy chcieli żeby był. To Twoje życie, przeżyj je tak żeby było Ci dobrze.

Mick
Portret użytkownika Mick
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 42
Miejscowość: Łódź

Dołączył: 2020-12-12
Punkty pomocy: 63

Z Ciebie to jednak mądry gość Wink.

"Lepiej za życia spłonąć żywym ogniem niźli więdnąć powoli."