Czy wiesz jak poderwać piękną dziewczynę?
Krótka historia mojej przemiany. Jestem na ostatnim roku studiów, jednak chciałbym napisać coś, co zdarzyło się na pierwszym roku. Zacząłem odwrotnie - najpierw praktyka (metodą prób i błędów), teraz dopiero (minęły 4 lata) podpisałem to wszystko pod teorie tej strony. Nie udało się wszystko oczywiście (nie znałem tych wszystkich zagrań i tricków)
W podstawówce byłem popychadłem, obiektem żartów itd, ogólnie lamus czytający książki, bojący się dziewczyn, stroniący od sportu, siedzący w domu itd. Jedynym moim atutem (poza inteligencją, której nie umiałem odpowiednio wykorzystać) było poczucie humoru. Przez 8 lat podstawówki kochałem się w jednej pannie z mojej klasy. Po podstawówce kontakt się urwał, ostatnio spotkałem ją na mieście, zaprosiłem na piwo. Poszliśmy do knajpki, okazało się, że dziewczyna jest już mężatką (pozazdrościć kolesiowi który ma ją za żonę, naprawdę), po 2 piwach podczas luźnej rozmowy podniosła rękę na której miała obrączkę i powiedziała "to mogło być od ciebie", myślałem, że albo pijana, albo blefuje, ale byłem tak zszokowany, że nie wiedziałem co powiedzieć. Jedyne co spytałem "jak to?". Powiedziała, że przez te 8 lat ona bardzo mnie lubiła, podkochiwała się we mnie i czekała na mój pierwszy krok. A ja, ostatni lebioda, bałem się do niej podejść. Siedziałem wtedy naprzeciw niej z rozdziawionymi ustami. Nie mogłem w to uwierzyć do końca, w końcu dziewczyna była świadkiem tego jak nabijali się ze mnie kumple i kumpele (ona chyba nigdy, była cicha bardzo). Spytała "tak cię to zdziwiło?". Powiedziałem jej, że ja się w niej kochałem przez te 8 lat, tylko bałem się podejść, bo uważałem wtedy, że taka dziewczyna na mnie nie spojrzy. Ona powiedziała "myliłeś się, teraz jest już za późno". Śmialiśmy się z tego, jednak smutno nieco nam obojgu się zrobiło. Ta historia to taki przykład błędnego myślenia i niepotrzebnego braku własnej wartości. W liceum nic się nie zmieniło, znów popychadło, dalej zaczytany koleś na uboczu. Gdy zdałem maturę powiedziałem sobie "dość qfa!". Zapisałem się na siłownię, zacząłem uprawiać sport (nie rezygnując z czytania książek), umawiać się, chodzić do knajp, spotykać ludzi. Zmieniłem image, totalnie przeciwnie postanowiłem wyglądać i zachowywać się niż do tej pory. Łeb na zero do ogolenia (żeby pokazać zmianę tym, których już znałem) i nowe towarzystwo. Sprzyjały temu studia. Nowe środowisko, nowi znajomi (zero starych znajomych). Jeszcze nim zaczął się semestr na forum studenckim ludzie bardzo dużo się wypowiadali w różnych tematach, już tam pokazałem się od pozytywnej strony, ludzie mnie polubili i już wtedy zaakceptowali jako lidera. Wejście pewniackie (nie cwaniackie) na uczelnię było tylko strzeleniem bramki. Wśród studentów pierwszego roku byłem traktowany jako jeden z liderów, nie wybierano mnie wprawdzie na żadnego starostę ani przewodniczącego (chociaż chciano) bo pokazałem się od strony takiej, że to nie ja będę za ludźmi latał, dla nich coś robił, tylko ludzie dla mnie. Efekty siłowni i sportu były. Dodatkowo na zajęciach inteligencja i poczucie humoru. Polubili mnie nie tylko studenci ale i wykładowcy (ten koleś, który poprawia i rozładowuje atmosferę żartami). Nikt nie odważył się czegokolwiek o mnie złego powiedzieć, bo trzech cwaniaków, którzy spróbowali ośmieszyłem i zmieszałem z błotem tak, że stali się pośmiewiskiem roku. Ludzie nie tylko mnie szanowali, ale się bali (uważali poniekąd za nieprzewidywalnego świra, który sobie jaja robi ze wszystkiego, co później okazało się zgubne). Polubili mnie studenci innych kierunków i lat. Wszystko szło pięknie. Na drugim roku na uczelnię zapisała się dziewczyna. Piękność w klasyce, dziewczyna atrakcyjna, inteligentna i widać, że wiedząca czego chce. Widać, że nieco zagubiona (nowa uczelnia, nowi ludzie). Faceci uważali, że niedostępna. Mimo, że wiedziałem, że mam silną pozycję, to nie sądziłem, że aż tak. Kumpel mi mówi "stary, nikt do niej nie podejdzie, tylko ty możesz, niech sie towar nie marnuje". Powiedziałem sobie "raz kozie śmierć" i uderzyłem do niej w przerwie między zajęciami. Powiedziałem, że wydaje się zagubiona itd., zaoferowałem pomoc. Ona powiedziała, że cieszy się, bo nikt tu do niej nie podchodzi, dziewczyny dziwnie się patrzą, faceci patrzą jak faceci, ale żaden nie podchodzi i jest mile zaskoczona. No to postanowiłem ją zaznajomić z ludźmi, okolicznymi klubami, knajpami gdzie można sobie poprzebywać na okienkach i ogólnie okolicą. Okazało się, że dziewczyna jest modelką, jeździ po całym świecie na wybiegi, pokazy itd. Od Tokio, Australię, Brazylię, USA po Paryż. Mimo tego jakoś specjalnie mi nie imponowała, ale widziałem, że to ona się za mną ugania. Pisała mi smsy, dzwoniła, cieszyłem się, że miałem u niej powodzenie, a ludzie już nas w sumie uważali za parę, bo na przerwach ona przychodziła do mnie, ona za mną łaziła, łapała mnie pod rękę, pokazywała i czuła się bezpiecznie. Była mną zachwycona, jak szliśmy korytarzem to wszyscy mnie witali, przychodzili podać rękę, mówili "siemano", traktowali jak jakiegoś barona, była zdumiona, mówiła "ciebie chyba wszyscy znają". Oczy jej się świeciły. No to powiedziałem sobie "czemu nie?" i zaangażowałem się, postanowiłem nieco popodbijać (wtedy jeszcze zbyt spokojnie niestety, bałem się nieco, mimo że byłem pewny siebie - taka sprzeczność). Poznawaliśmy się coraz bardziej i nagle ona mi "chciałabym byśmy zostali przyjaciółmi...". Shit test jak 150, co? Niestety, nie znałem tej strony, nie miałem doświadczenia, zaangażowałem się i powiedziałem "że co? Uganiasz się za mną i gdy mi zaczyna zależeć ty mi mówisz o przyjaźni?". Powiedziała, że się tak naprawdę mnie boi. Że jestem zbyt nieprzewidywalny, nie wiadomo co mi w głowie siedzi. Że niby jestem jak taka mała, tykająca bomba, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Że podobno jak przyglądam się ludziom, to mam wzrok taki, jakbym zastanawiał się, gdzie najlepiej ładunek podłożyć żeby zebrać jak najwięcej ofiar. Trzasnąłem tym w pizdu. Gdybym znał tę stronę to rozegrałbym to inaczej... Zgubiły mnie 2 rzeczy:
-Nieznajomość Shit Testów, poważnie potraktowałem ten tekst o przyjaciołach
-Zbytnia pewność siebie, która przerodziła się w cwaniackość. Dziewczyna uważała, że zbytni ze mnie jajcarz, że nie potrafię być poważny, ani przez moment.
Odbiło się to na mnie. Ja popadam w skrajności. Zacząłem być spokojny, uczynny, przestałem pokazywać swoją pozycję jako lidera (co wykorzystywali inni, ale miałem to w dupie, nadchodził już 3 rok studiów, miałem magisterkę na innej uczelni robić). Pozwoliłem sobie wejść na głowę i tak zostało. Nowa uczelnia, dalej byłem spokojny, to inni zajęli pozycję liderów (a może to przez studia zaoczne, gdzie tak naprawdę nie ma lidera i kontakt z ludźmi jest ograniczony?), przestałem się pokazywać tak często na imprezach, straciłem kontakt z ludźmi. Przejebałem to jak Rosja wojnę z Japonią. Aż... nadeszła ta strona
Pierwsze efekty są widoczne, choć nie walczę o pozycję lidera w obecnej grupie - to wywołałoby konflikt niepotrzebny, nowej grupy na razie poznawać nie chcę). Tym bardziej, że mam na oku jedną pannę, która niestety jest zajęta (co w sumie nie przeszkadza w podrywaniu innych), co angażuje moją energię chyba zbytnio. Tak czy siak, zmiana następuje we mnie, wracam do dawnego trybu życia bogatszy o nowe doświadczenia i teorię z tej strony
Odpowiedzi
Świetna historia. Mimo iż nie
śr., 2010-03-03 11:51 — Andrew7 (niezweryfikowany)Świetna historia. Mimo iż nie jestem teraz popychadłem a bardziej kim ważnym to jednak bardzo chciałbym być liderem. Tylko że za cholerę mi to nie wychodzi. Ale może ze kilka miesięcy się to zmieni jak zmienię otoczenie.
Nie jest to łatwe, ale też
śr., 2010-03-03 11:57 — TicalNie jest to łatwe, ale też nie jest to trudne. Musisz na początek zobaczyć jaki powinien być lider. Po pierwsze - lider nie pozwala narzucić sobie zdania. Ma swoje, ale ma powód tego, że ma swoje. Nie musi tego zdradzać. Co innego przemądrzalski, który nikomu nie przyzna racji, jest kłótliwy i odporny na głupie argumenty. Lider ma swoje zdanie, a nawet jeśli nie potrafi go do końca uargumentować, mówi "mam swoje powody, by tak myśleć i kij ci do tego mój drogi kolego", ew. " nie będę z tobą dyskutował na takie tematy, nie twoja sprawa, trzymaj nos w swoim życiu". Kiedy trzeba musi być złośliwy, bezczelny i co najważniejsze: cięta riposta jest tu niezbędna. Znajdzie się jakiś pyskacz to trzeba sprawić, żeby siedział na tyłku i znał swoje miejsce w szeregu.
zajebisty wpis kolego. dalem
śr., 2010-03-03 12:25 — KRZEMEKzajebisty wpis kolego. dalem dyszke. ja tez zjebalem jedna SHB, ale to inne powody
zdarza sie, bedzie next one
napisz mi swoje gg na priva,
śr., 2010-03-03 21:48 — glinx11napisz mi swoje gg na priva, jak chcialbys pogadac
nie ukrywam, ze moja historia jest do pewnego miejsca podobna: tez bylem popychadlem i posmiewiskiem przez cala podstawowke, gimnazjum i liceum i tak samo jak ty w koncu powiedzialem se "qfa dosc".
i co? i nic. wszyscy dalej nabijaja sie z praktycznie kazdego mojego slowa (a zwlaszcza "nieudanych" zartow, ktore w ustach kogokolwiek innego od razu wzbudzilyby salwe smiechu), jak mnie nikt nie szanowal, tak dalej nikt nie szanuje. a laski to juz totalnie zlewaja, zdobycie dziewczyny coraz czesciej wydaje mi sie prawie niemozliwe. dlatego mysle, ze - choc jak wspominasz sam sie niezle opusciles - mozesz udzielic mi kilku rad.
pozdro!
poszło mailem nie wiem czy
śr., 2010-03-03 22:43 — Ticalposzło mailem
nie wiem czy gdzieś się tu wysyła pw inaczej 

tylko do mnie trzeba kilka razy zagadywać, czasem wiadomości gg do mnie nie dochodzą, cierpliwości
No dobra, a przeleciałeś tą
czw., 2010-03-04 09:34 — Bruno WłaściwyNo dobra, a przeleciałeś tą modelkę?
Nie, bo gdy stwierdziłem, że
czw., 2010-03-04 11:34 — TicalNie, bo gdy stwierdziłem, że się za nią zabiorę (wcześniej mi się podobała tylko, ale jakoś tak bardziej nie interesowała) i zabrałem, to ona rzuciła tym ST o przyjaźni i mnie to zbiło z tropu.
ja taka pozycje lidera chyba
śr., 2011-02-02 12:32 — Dreadnoughtja taka pozycje lidera chyba sobie wypracowałem
tylko że już po zapoznaniu się z tą stroną 