Czy wiesz jak poderwać piękną dziewczynę?
Rozdział III poświęcam naszemu umiłowanemu frajerstwu. Nie chcę dywagować nad źródłem owego stanu upodlenia (oprócz malutkich, nic nie znaczących dygresji). Chcę wam po prostu opowiedzieć pewną historię.
Jak już wiecie w liceum nie udało mi się wyruchać żadnej dzierlatki. Nie znaczy to, że nie miałem z dziewczętami bliższych kontaktów. Generalnie było tak; tu polizałem, tam pomacałem, gdzie indziej najebałem się tanim winem i zjarałem jak świnia. Miałem kilku znajomych, którzy rwali panienki na dancingach, a potem rżnęli je w najlepsze. Ja nie doświadczyłem tyle szczęścia. Miałem za dużą fazę.
No i, właśnie wtedy naszła mnie głupia myśl. Diabeł chyba podszeptał mi do ucha tą kretyńską koncepcję. Otóż doszedłem do wniosku, że muszę zdobyć dziewczynę…
Okazji było wiele. Przełom roku 2002/2003. I rok studiów i mnóstwo imprez. Oczywiście ja, jako wytrawny osiedlowy obszczymur, nie bawiłem się z zajebistymi pannami z mojej grupy (a kilka z nich było naprawdę ekstra). Wolałem towarzystwo kolegów z ławki.
Tej zimy chlałem ostro. Siarczysty mróz, ławeczka pod blokiem, wódka i impreza sama się rozkręcała. Któregoś razu, podczas kolejnej libacji, wpadliśmy na pomysł, żeby wybrać się na przechadzkę do nowo otwartego klubiku. Nie pamiętam już za bardzo przebiegu tej potańcówki. Wiem tylko, że koledzy rwali fajne suczki w kiblu. Po kilku godzinach, kiedy zrobiło się już późno, poszedłem do WC-ta po ledwo trzymających się na nogach kompanów. Powiedziałem, że ja i paru innych znajomków spierdalamy do chaty. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, znudzone panny rzuciły się w moim kierunku, coś tam chichocząc i dokazując, jak niesforne dzieciaczki. Jedna z nich szczególnie na mnie leciała. Wymieniliśmy się numerami telefonów i chyba się lizaliśmy (zastrzegam, że nie pamiętam dokładnie. Może się okazać, że to zwykłe przekłamanie, choć mętna pamięć, zaprawiona wówczas alkoholem, podpowiada mi coś innego). Mniejsza z tym. Zacząłem się z nią spotykać…
Ogólnie było ok. Dążyłem przede wszystkim do ruchanka. I teraz taka mała dygresja. Jeżeli nie wiesz, w jaki sposób zaimponować dziewczynie podczas pierwszych spotkań, to źle trafiłeś. Nie czytaj dalej i wyłącz komputer…
Na dworze piździło niemiłosiernie, sypał delikatny śnieg. Ja, jako wytrawny podrywacz, ba PUA niemalże, zaproponowałem wspólny spacer i ciekawą rozmowę na ławce nieopodal majestatycznego skwerku. Coś tam gadaliśmy, ale ja pomny wcześniejszych założeń, zacząłem ją macać po piersiach i troszeczkę niżej też. Ona nie stawiała oporów i tak zastosowaliśmy po raz pierwszy petting. Później powiedziała mi, że musi skorzystać z toalety. Prawdziwy dżentelmen zawsze znajdzie dobre rozwiązanie. Zabrałem ją na dworzec PKS-u. Było blisko, a i kibel działał. Zapłaciłem za nią złotówkę i wyszliśmy. W taki oto sposób przebiegło kilka naszych pierwszych spotkań. W pamięci jednak, szczególnie utkwiło mi następujące zdarzenie. Siedzieliśmy wieczorem na przystanku, niedaleko jej chaty. Dobra miejscówka, bo trochę odludna. Na nasze nieszczęście wciąż była zima i pizgało. Nie przeszkodziło mi to jednak w strzeleniu jej palcówki. Ona w zamian obciągała mi fiuta. Nagle, w odległości kilkudziesięciu metrów od nas, z mroku nocy wyłoniła się jakaś postać, z psem u boku. Postać po chwili przeszła na drugą stronę jezdni i zniknęła gdzieś za blokiem. Hehe, wciąż widzę twarz mojej ówczesnej dziewczyny. Przerażona i zawstydzona.
- To był mój starszy brat – powiedziała.
Chyba jednak nas nie widział, bo moim zdaniem zwróciłby grzecznie uwagę młodszej siostrze, aby nie puszczała się w środku nocy na przystanku autobusowym…
To były fajne chwile, ale przecież miało być o frajerstwie. No cóż, przygoda przygodą, ale gadka się między nami nie kleiła. Raz zaprosiłem ją do chaty, obejrzeliśmy jakiś film. Ona nie zaprosiła mnie nigdy. Na Walentynki przyniosłem jej zajebistego kwiatka, a ona tak jakby nie potraktowała mnie poważnie. Bla, bla, bla, wiecie o co chodzi. Kiedyś poszedłem do niej do szkoły. Miałem w niej sporo ziomków, więc gadałem sobie z nimi w najlepsze, aż pojawiła się ona. Nie wytrzymałem napięcia i niemal się zesrałem. Podbiegłem do niej, zacząłem gadać od rzeczy. Ona, wraz z nie odstępującą jej na krok koleżanką, patrzyły na mnie jak na debila. W końcu umówiłem się z nią, a ona przestraszona uciekła do klasy. Napierdalała mi w chuj Shit Testów, pierdoliła głupoty. Ja nie wiedziałem, co mówić w takich sytuacjach. Nie chodziło o to, że byłem tak zakochany, że aż ślepy. To była dla mnie po prostu nowa sytuacja. Do tej pory nie gadałem za dużo z dupkami. Ja je macałem, lizałem, raz włożyłem palca w cipkę. Ale gadać z nimi? Spotykać się? Odbijać Shit testy? Nigdy w życiu. Zero doświadczenia.
Dobra, teraz jeszcze jeden epizod z nią związany. W dzień urodzin zorganizowała fajną imprezkę w pewnym klubie, na którą zaprosiła też kupę moich znajomych. To był błąd, bo rozjebali całą zabawę. Ktoś burał do ochroniarzy, kto inny się napierdalał, następny rozwalił drzwi od kibla (Później ją za nich przepraszałem). Mniejsza z tym. Przez większą część imprezy tańczyła z moim kolesiem. Niezły lowelas był z niego i nadal jest. Niemal ją zerżnął na tym parkiecie. Ja po raz kolejny nie wiedziałem co zrobić. Podejść do niego i mu zajebać? Wyjść z imprezy?
- Kurwa nie wiem! - myślałem sobie.
Chuj z tym, zaraz mnie spacyfikowała. Podeszła i siadła na kolankach. Pocałowała w czółko, i gitarka. Na koniec wziąłem wszystkie prezenty (w piździec tobołów) i sam niosłem je do niej do domu. Ona z torebeczką w ręce szczebiotała coś wesoło…
Jakiś czas po feralnej imprezie, zadzwoniłem do niej, żeby umówić się na kolejne spotkanie. Odebrała jej matka (dzwoniłem do chaty, bo komórki dzierlatka nie odbierała). Powiedziała, że Czarownicy nie ma. Ok., pomyślałem. Następnego dnia zatelefonowałem po raz kolejny i znów to samo. Sytuacja powtórzyła się jakieś trzy czy cztery razy. W końcu powiedziałem dość! Nie dzwoniłem, nie myślałem o niej i robiłem to, co zwykle przed spotkaniem jej na swej drodze. Miałem ją w dupie. Co prawda, gdzieś tam w środku odzywał się jakiś głos powtarzający w kółko: „zadzwoń do niej”, „spotkaj się z nią”, ale ja go olałem i naprawdę nie miałem zamiaru ciągnąć dalej tej znajomości. Poczułem się oszukany. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze gniew i rozczarowanie (nie wiedziałem wówczas, że tak z kobietami się nie postępuje i sam jestem sobie winien). O dziwo, po kilku tygodniach (miesiącu?) wysłała mi sms-a.
- Spotkamy się? Musimy pogadać – coś w tym stylu.
W mojej durnej głowie tliła się jeszcze jakaś tam nadzieja. Umówiliśmy się konkretnie o tej, i o tej, tu i tu i tyle.
Przyszedłem na spotkanie wkurwiony, choć ogólnie towarzyszyły mi wtedy dziwne uczucia. Siedliśmy i milczeliśmy sobie przez chwilę.
- Wiesz, dlaczego nie dzwoniłam? – spytała w końcu (coś w ten deseń, to było sześć czy siedem lat temu. Cała ta konwersacja przebiegała mniej więcej tak, jak to zaraz opiszę).
- …
- Moje koleżanki były zdziwione, że tak szybko odpuściłeś – kontynuowała dzierlatka.
- … - odpowiedziałem.
- Przespałam się z kolegą z Wrocławia, który do mnie przyjechał i dlatego nie chciałam Cię widzieć.
W tym momencie jakby mnie szlag trafił. To ja kurwa zapierdalam z kwiatkami, daję jej złotówkę na kibel na PKS-sie, noszę jej prezenty jak kretyn, bo myślę, że w końcu da się wyruchać, a tu…
- Dlaczego milczysz? Mógłbyś mi za to chociaż zajebać! – powiedziała poirytowana dzierlatka.
- Przestań, nie wiem co powiedzieć – palnąłem zdziwiony jej słowami i dalej siedziałem pogrążony w zadumie.
- Chciałabym się nadal z Tobą spotykać. Chciałabym, żebyśmy zostali przyjaciółmi – w końcu z jej ust padły te sakramentalne słowa.
Tylko, że ja nie chciałem. Czułem się oszukany i rozczarowany. Powiedziałem, że nie chcę się z nią więcej widzieć, że nie chcę żeby do mnie dzwoniła i tyle. Wstałem z ławki i ruszyłem przed siebie.
Po jakimś czasie spotkałem tę dziewczynę w autobusie. Gadaliśmy normalnie. Coś tam się pośmialiśmy. W końcu ona wypaliła:
- Widzisz? Zrobiłam tak, jak chciałeś. Wcale do Ciebie nie dzwoniłam…
Nie pamiętam co odpowiedziałem, ale nie chciałem już z nią bajerować. Fajna dupa, ale za bardzo mnie wkurwiła. Co ciekawe, największą złość wywoływała u mnie myśl, że mimo tego iż byliśmy parą nie dała mi dupy.
I teraz najważniejsze. Nie lamentowałem, nie słuchałem romantycznych piosenek, nie wspominałem wspólnie z nią spędzonego czasu. Nic, nul, zero. Postanowiłem, że teraz inaczej będę postępował z nowo poznanymi dziewczynami…
P.S.
Jakoś niedawno właśnie ta dzierlatka wyczaiła mnie na naszej klasie i zaprosiła do znajomych. Nie widzieliśmy się 7 lat, byliśmy ze sobą trochę ponad miesiąc, a mimo wszystko pamięta mnie do tej pory. To nic, że kiedy byliśmy razem zachowywałem się jak ostatni frajer…
Odpowiedzi
Głupia szmata Też bym się
wt., 2010-03-02 09:23 — HoonerGłupia szmata
Też bym się podłamał bracie...
No, właśnie ja już tak na to
wt., 2010-03-02 09:28 — CarlopactwoNo, właśnie ja już tak na to nie patrzę. Fakt, w momencie kiedy to się stało, wkurwiony byłem niesamowicie. W miarę upływu czasu, zdałem sobie jednak sprawę, że to ja byłem jebnięty (chcociaż tej złotówki za kibel na PKS-ie do tej pory jej nie wybaczyłem
).
Jak dla mnie to ona wcale
wt., 2010-03-02 09:26 — genJak dla mnie to ona wcale taka głupia nie była, ot wykorzystała sytuację i tyle...
Głupia to może faktycznie nie
wt., 2010-03-02 09:38 — HoonerGłupia to może faktycznie nie była.
Skąd ja to znam,mialem
wt., 2010-03-02 11:13 — DamienXSkąd ja to znam,mialem podobną sytuacje,na końcu też usłyzałem "zostańmy przyjaciólmy,kolegami" czy coś w tym stylu,najlepiej dać dupy innemu a potem grac niewiniątko,po takich zdarzeniach faktycznie nastawienie się zmienia,ja po czymś takim miałem ochote zabić wszystkie kobiety,bo w głowie tkwiło przekonanie że skoro jedna tak zrobiła to inne też mają predyspozycje do tego,na szczęście zmieniłem tok myślenia.
śmierć frajerom Kazdy mial
wt., 2010-03-02 13:20 — KRZEMEKśmierć frajerom
Kazdy mial taka akcje. Ale dziekujmy tym wszystkim dziewczynom, ktore w nas tych frajerow zabily! im wczesniej, tym lepiej.
Dokładnie... Ja też swojej
wt., 2010-03-02 14:30 — kprzemek1Dokładnie... Ja też swojej 'dziękuję', że w wieku, który widzicie w moim profilu mam to już za sobą, w przeciwieństwie do mnóstwa moich kolegów, którzy nie są jeszcze uświadomieni, i czeka ich jeszcze kopniak w dupę...
czytajac tego typu historie
wt., 2010-03-02 14:56 — glinx11czytajac tego typu historie zawsze zastanawiam sie, jak bedzie wygladal moj pierwszy zwiazek: czy tez bede dzialal wbrew sobie i naszej stronie, frajerzac sie i czekajac tylko na kopa w dupe, czy moze zdolam zachowac sie jak samiec alfa? nie mam specjalnego porownania, bo z tego co widze jestem chyba jedynym userem, ktory trafil tu bedac w tej materii calkowicie i totalnie niedoswiadczonym
nie ukrywam, ze troche mnie to zdziwilo - w ten sposob bardziej niz "jak poderwac dziewczyne" (co wiekszosci z tu obecnych musialo sie udac przynajmniej raz) tytul powinien glosic "jak postepowac z dziewczynami". ot takie moje wrazenie... 
wszystkie te historie sa tak
wt., 2010-03-02 15:29 — manta__1wszystkie te historie sa tak podobne do siebie, a kazdy popelnia (przynajmniej) raz w zyciu takie coś....
"W tym momencie jakby mnie
śr., 2010-03-03 18:44 — aVi"W tym momencie jakby
mnie szlag trafił. To ja kurwa zapierdalam z kwiatkami, daję jej
złotówkę na kibel na PKS-sie, noszę jej prezenty jak kretyn, bo myślę,
że w końcu da się wyruchać, a tu… "
Rozjebałeś !
Człowieku zajebisty masz przekaz myśli... Po prostu czytam i czuje Twoje uczucia. A i humoru trochę jest ; D
No złotówki szkoda...
Więc co trzeba robić żeby nie
śr., 2010-03-03 19:29 — cosmo93Więc co trzeba robić żeby nie mieć takiej sytuacji?
W tekście jest napisane,
czw., 2010-03-04 07:54 — CarlopactwoW tekście jest napisane, czego nie robić mając dziewczynę...
Nie miec dziewczyny:)
śr., 2010-03-03 19:51 — Wojtek17.07krkNie miec dziewczyny:)
Pewnie brat jej przypomina o
czw., 2010-07-22 15:53 — legoPewnie brat jej przypomina o tym przystanku, dlatego m.in. ma Ciebie w pamięci