Cześć Panowie.
W sumie sam się dziwię, że napisałem ale jednak czuję, że moment krytyczny nadszedł. W "temacie" siedzę od kilku lat i też od kilku lat "działam". Ta strona zmieniła moje całe życie, mam kilka pasji, które realizuję, odnalazłem swoją misję w życiu (przynajmniej tak mi się wydaję)i uważam, że robię na prawdę dobrą robotę.
Problem jest jeden... nadal nie wychodzi mi z kobietami.
Rozpierdoliłem mnóstwo barier, robię wykłady dla kilkudziesięciu osób i czuje się w nich jak w domu (pomimo, że kiedyś do tablicy w szkole nie chciałem podejść), w wielu sytuacjach życiowych również. Podejść do dziewczyny na ulicy czy w klubie z directem to nie problem i jak mi się jakaś podoba to po prostu to robię.
A jednak... coś cały czas nie gra no i... nie wychodzi mi.
Pogadałem z kumplem ze strony no i mówi, że problem jest taki, że mierze za wysoko, w najlepsze laski i powinienem obniżyć standardy- może coś w tym jest.
Często jest tak, że rozmowę poprowadzę idealnie, jednak zaraz później coś się pierdoli (albo tylko mi się wydaje, że było dobrze to zrobiłem). Koleżanki, które mnie już jakiś czas znają "lecą" na mnie, bo lepiej mnie znają i wiedzą jaki jestem. Myślą też, że miałem sporo kobiet- heh.
-Problem jednak w tym, że ciężko mi przekazać to nowo poznanym osobom, bo kiedyś byłem mega nieśmiały, jestem introwertykiem i długo nie wierzyłem w siebie. Tak właściwie to chyba nadal nie wierzę, ale mimo to działam.
W głowie często mam świetne myśli jednak ciężko mi je przekazać drugiej osobie.
-Mam wrażenie, że w oczach dziewczyny do której podchodze dajmy na to z directem wychodzi u mnie pewien brak spójności, bo złapałem się na tym niedawno, że jak mówię to patrzę w dół, mówię cicho (ludzie często nie zwracają na mnie uwagi, gdy mówię)- gdzieś wychodzi brak takiej promieniującej wartości i charyzmy. Mam wrażenie, że to przez brak sukcesów i koło się zamyka. Niespójność wynika też z pewnych przekonań, które wyciągnąłem ze społeczności, a które do mnie nie pasują, np. czasem z automatu wypierdolę z ust jakiegoś nega, który jest debilizmem, bo akurat przyszła mi myśl, że trzeba to zrobić (to tylko przykład- to akurat jest rzadkością) i wychodzi idiotycznie.
-Zauważyłem również, że mam problem w mówieniu w emocjonalny sposób. Na przykład ludzie w odpowiedzi na to jak było na imprezie mówią "łoooo kurwa, żałuj że Cie tam nie było! Było mega rozpierdol, skakaliśmy jak wariaci, zajebista muza" itp itd. Z mega emocjami, ja mówię "było ok"- koniec. Są ludzie, których jedni nienawidzą, a drudzy kochają- ja jestem pomiędzy i nie zostawiam jakiegoś "śladu emocjonalnego" na nowo poznanych osobach. Mam jakąś blokadę w emocjonalnym reagowaniu i idę z tym do psychologa. Zauważyłem też, że mam zablokowaną seksualność i ciężko mi na takie tematy wchodzić w rozmowie z nowo poznaną kobietą.
Piszę szczerze, bo czuję, że walę głową w mur.
Czekam na dalsze myśli i spostrzeżenia co może być nie tak, nad czym popracować i jak to zrobić. Pozdrawiam
"Niespójność wynika też z pewnych przekonań, które wyciągnąłem ze społeczności, a które do mnie nie pasują"
Przyszło mi na myśl porównanie z młodym zdolnym szachistą, który żeby zostać arcymistrzem musi mieć w pamięci wszystkie dotychczasowe rozegrane partie, a decydując się na nowy ruch musi czuć równowagę wynikającą z wiedzy i przekonań.
Żeby to zrobić musi ustalić jaki jest dopuszczalny/konieczny poziom ryzyka i kompromisów na jakie może sobie pozwolić, musi sobie zdawać sprawę z ograniczeń które je kształtują - na tej podstawie przewidywać i iść do celu swoją drogą.
Crusher, negami znowu nie rzucam i problem z tymi zachowaniami, które do mnie pasują jest taki, ze tak się we mnie wpisały, że już nie bardzo wiem, które do mnie nie należą, a które tak. Nauczyłem się tego "jak" podchodzić, mowy ciala itp. i podchodzę do laski w klubie pewnie siebie, obracam za ramię, ale jednak "bokiem" wychodzi niepewności, czy we wzroku- no ale pytanie jakbym miał się teraz tego oduczyć. Bo z mówieniem negów (których nigdy tak na dobrą sprawę) nie mówiłem, to nie ma problemu, gorzej z tymi zachowaniami, które no... nie wiem jakby miały teraz wyglądać.
Septo, nie wiem- moze to sprawa godziny i zmęczenia, ale czytałem kilka razy i niestety nie rozumiem porównania.
Fresh Man, daję motywację w postaci plusa
Kurwa mać, napisałem mowę motywującą, siedziałem z 10 min, ale gdy chciałem udostępnić to mnie wylogowało, chuj do dupy z taką robotą...
"pierdol to i rob swoje, a jak jestes nieszczesliwy to cos zmien.
ten ktory jest ciagle szczesliwy musi się często zmieniać." - skaut
Jeśli Cie to pocieszy, ja również mam problem z przekazywaniem emocji.
Ja powiem coś zero reakcji, lekki uśmieszek czasami się uda ale nie zawsze.
Ktoś powie to samo co ja przedtem i salwy śmiechu.
Z tego co się dowiedziałem, może być to wina tego że boję się co ludzie o mnie pomyślą, chociaż wydaję mi się że nie obawiam się tego ale kto wie...
a czy każdemu dwudziestolatkowi musi wychodzić z kobietami ?
to by było niesprawiedliwe
a ponadto pisałeś bloga o iluzjach, a wychodzi że w sam niej byłeś przez te trzy lata ...
they hate us cause they ain't us
Bądź sobą, nie szukaj na siłę poklasku, pokazania się w otoczeniu, że jakim to ja nie jestem kozakiem, kobieciarzem, uwodzicielem, udowodnienia sobie czegoś tam, a tym bardziej po naczytaniu się postów z tej strony. Przywdziejesz na siebie maskę, której nie będziesz się umiał pozbyć, a która w gruncie rzeczy będzie niezgodne z tobą i nie będzie ci sprawiała prawidłowej satysfakcji. Twoja podświadomość będzie się buntowała i od czasu do czasu zrobi ci psikusa. Będzie cię ograniczała i za jakiś czas znowu napiszesz że stoisz w miejscu. Otaczaj się ludźmi pozytywnie nastawionymi do ciebie, którzy cię szanują i dobrze ci życzą, którzy cię doceniają takim jakim jesteś, a nie jakim by cię widzieli, a to sprawi że zaczniesz być prawdziwym sobą i poczujesz wielką ulgę. To będzie trudne, ale do zrobienia. Uwierz we własne ja i odrzuć wszelką grę własną osobowością, bo pogrążysz się jeszcze bardziej, a wierz mi że szkoda życia którym trzeba się cieszyć. Zaufaj własnej intuicji! Ona cię nie oszuka.
"Bądź sobą" to takie rozwiązanie na wszystko. Ale chyba nie to macie na myśli bo jak wiecie będąc sobą panxyz byłby nieśmiałym introwertycznym kolesiem bojącym się podejść do tablicy. Tak że nie o takie bycie soba chodzi... Tobie poradziłbym ćwiczenia na odblokowanie emocji i ekspresję siebie a bycie sobą rozwiną do bycia codziennie najlepszą wersją siebie
To że przez 3 lata siedzisz w temacie to nic. Niektórzy całe życie popełniają w kółko te same błędy i oczekują innych rezultatów. Poznałem jednego kolesia który codziennie wychodził podrywać dziewczyny w ciągu dnia i zawsze robił to w identyczny sposób, zamiast zmieniać i dopasowywać swoje dzialania, wolał walić głową w mur, efekt był taki że był wciąż sfrustrowamy i wkurzony na cały świat że uwodzenie nie działa. To przekładało się na kobiety, które czuły od niego negatywną frustrację. Na pocieszenie powiem tylkoo, że poprzez wytrwałość zdobył w ten sposób kilka dziewczyn (statystyka zawsze działa na Twoją korzyść)
. Ty natomiast bądź świadomy, testuj różne rzeczy i przede wszystkim baw się tym, bo nie da się uwodzić kobiet nie będąc wyluzowanym.
Easy is good
Niespójność wynika też z pewnych przekonań, które wyciągnąłem ze społeczności,
Problemy z odrębnością siebie (Rozróżnij tożsamość osobistą od społecznej). A do tego popracuj nad swoimi własnymi przekonaniami (MYŚL za siebie). A jak bierzesz innych "ramy" jako swoje to warto je wcześniej przeanalizować czy nie mają luk i jakie niosą konsekwencje.
"bo złapałem się na tym niedawno, że jak mówię to patrzę w dół, mówię cicho (ludzie często nie zwracają na mnie uwagi, gdy mówię)- gdzieś wychodzi brak takiej promieniującej wartości i charyzmy."
Kontakt wzrokowy to według mnie podstawa - Twoje oczy pokazują baaardzo dużo. I Twoje pomieszanie również
. Popracuj na inner game - z oczu można wyczytać w chuj i jeszcze trochę. Odzwierciedlają Twój stan.
Masz tutaj wyłożone o kontakcie wzrokowym przez Zan Perriona - mojego mentora
https://www.youtube.com/watch?v=... - trza znać angielski.
Przy kontakcie wzrokowym nie można bać się odrzucenia. Jakiegolowiek - lecz również sam siebie nie możesz odrzucać. Bo to oczami "wyjdzie" na zewnątrz.
Ja jem kobiety swoimi gałami - podoba mi się i patrzę jej w oczy , to nie jest próba sił - a zwyczajnie otwarcie i bez srania po porach pokazuje jej że mi się podoba/interesuję się nią.
W głowie często mam świetne myśli jednak ciężko mi je przekazać drugiej osobie. Naprawisz to mówiąc, mówiąc i jeszcze raz mówiąc. MÓW - zmuś się. Potykaj się i nabieraj doświadczenia. Ważne byś starał się powiedzieć to co chcesz z siebie a nie to co chce usłyszeć druga osoba. Trening czyni mistrza! Sam tak robię i mam efekty.
"-Zauważyłem również, że mam problem w mówieniu w emocjonalny sposób. Na przykład ludzie w odpowiedzi na to jak było na imprezie mówią "łoooo kurwa, żałuj że Cie tam nie było! Było mega rozpierdol, skakaliśmy jak wariaci, zajebista muza" itp itd. Z mega emocjami, ja mówię "było ok"- koniec."
Twój mózg pewnie ma blokadę emocjonalną (mechanizm obronny), coś ukrywasz głęboko w sobie? Boisz się emocji jak na moje. Tutaj długa droga do ozdrowienia emocjonalnego według mnie - naucz się rozpoznawać swoje emocje bez odrzucania ich. Nawet te najbardziej skryte. Potem naucz się je kontrolować i jesteś w domu - ponieważ nauczysz się ich używać. I znowu - podejrzewam strach przed odrzuceniem lub brakiem akceptacji Twoich stanów emocjonalnych. Masz czuć się komfortowo w swojej skórze - nie szukaj akceptacji innych to zobaczysz Że Ci się polepszy.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Ulrich, no właśnie inspiracją do napisania tamtego bloga było to co zaobserwowałem u siebie.
Faraone, ale ja wykonałem mnóstwo podejść, mnóstwo "misji socjalnych", a przełamałem się na prawie wszystkich płaszczyznach życia i w różnych sytuacjach/ kontekstach. Faktycznie, nigdy nie potrafiłem się cieszyć małymi sukcesami- mierze w kurwę wysoko no i niestety nie buduje mnie to. W tej kwestii wyszedł mi problem u psychologa, który zaraz napiszę. A schematy rozmowy i rutyny już dawno mam za sobą, kreatywnosć też- tylko ciężko mi opowiedzieć o tym co mam w głowie, ale o tym dalej.
PUA, dziękuję za bardzo cenne dla mnie uwagi, niezwykle trafione, bo znamy się już długo. Te idealne rozmowy, były nie wg. schematu idealnej rozmowy tylko po fakcie rozmowy stwierdziłem, że mega w nich płynąłem i dlatego były fajne. A przekonanie by nie mówić o pierdołach też już wywaliłem do kosza. Ostatnio nawet za bardzo rozmawiam o pierdołach (chyba) i zadaje pytanie "co tam?", które kiedyś mnie brzydziło
Z tym zachowaniem jak typowy facet- masz racje i nie wiem z jakich przekonań to wynika. Rozumiem, że chodziło Ci o zachowania np. "ale fajna dupa co nie?". Bardzo ciekawa uwaga dot. seksualności. Nie wiem co z tym zrobić. Tak samo nie wiem jak wreszcie "wrzucić się w wir życia", o którym nie raz rozmawialiśmy. Nawet zacząłem pić przed imprezami i dalej jakoś tego nie czuję.
xoot- właśnie taką maskę u siebie zauważam jak powiedziałeś "nie powiem o tym, bo to zepsuje mój obraz", "tak nie zachowuje się atrakcyjny facet" itp. Stek bzdurnych przekonań, którę muszę zauważać i robić im na przekór... Ta gra osobowością, to coś co bardzo do mnie niestety pasuje, nauczyłęm się robić jakieś wrażenie i faktycznie mogę siętym bawic- ale to za chuja nie jest spójne... No i towarzystwo mam genialne, ludzie ze studiów są wspaniali, a grupa moich najbliższych przyjaciół jest z tej strony i mamy świetną ekipę
Mendoza, co do mówienia- dobra rada. Od pewnego czasu bardzo dobrze nauczyłem się słuchać- na prawdę dobrze
Ale problem właśnie w tym, że zapomniałem sam komunikować to co chcę.
Panowie co do kontaktu wzrokowego- to też w sobie "wyuczyłem"- z różnymi konsekwencjami, ogólnie bardzo intensywnie go utrzymuję. Kilka koleżanek powiedziało mi nawet, że przeszywa je dresz jak na nie patrze- chodzi o to, że kiedy MÓWIĘ lub też MYŚLĘ (jestem zatopiony w tym co mówię) to patrzę w dół.
Panowie, żeby nie było. Przekonania, które mam ze społeczności nie są mi teraz już bezpośrednio dane- wsiąkłem w nie dobre 3 lata temu i nawet nie wiem, które to- powoli zaczynam je odkrywać. Dotyczą głównie jakiejś chorej wizji męskości i bycia "alpha" (nie pokazywaniu słabości, nie staraniu się itp.) no niestety wtedy chłonąłem te informacje jak gąbka, a trafiłem na okres kiedy mowa ciała i alpha było w modzie...
U psychologa wyszło stety- niestety, że nie chodzi o problem z emocjami- tylko z tym jak zareagują na nie inni i jak ja to zinterpretuję. Mówiąc zwięźle- boję się odrzucenia i mam niskie poczucie własnej wartości. Kiedy ktoś mnie chwali pierwsze co pojawiło sie w głowie to "nie zasługuję na to", "to nie było wystarczająco dobre". Kiedy dostaję kolejną 5 z egzaminu "dał mi łatwe pytania", kiedy podrywa mnie kobieta "za co ona mnie lubi?", "nie jestem wystarczająco dobry" itd. Wyuczyłem się omijać lęk przed odrzuceniem- np robiąc misje socjalne, ale w głębi dalej się tego boje. Dlatego nie komunikuje emocji i w ogóle mało się komunikuję.
No i to tyle, zostaje mi teraz prosić was o kolejne pomysły, na następnym spotkaniu z psychologiem idę pozmieniać przekonania, bo wychodzi na to, że myślenie i zachowania zmieniłem- przekonań nie.
Pozdro i dzięki
Dałbym temu komentarzowi z 10 plusów ale się niestety nie da.
Konkretnie, solidnie i treściwie wyłożone.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Twoja podświadomość sabotuje Twój rozwój. Przeprogramuj ją, od tego zacznij, a reszta pójdzie bez takich oporów.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Cześć, zawsze mnie wkurwiało to, że ludzie po pewnych pytaniach na forum nie dawali znać co z nimi dalej, a że poczułem inspirację to napiszę co nieco.
No i zgodnie z zadaniami w książce stanąłem przed kolejnym trudnym zadaniem, po uświadomieniu sobie wielu, bardzo wielu rzeczy o sobie miałem je komuś opowiedzieć, najlepiej- kobiecie. Zrzucić maske. Poszedłem znowu do tej psycholożki, było trudno w cholere, kilka razy się spotkaliśmy, opowiedziałem jej o wszystkim czego się o sobie dowiedziałem i poczułem największą w życiu ulgę. Powiem szczerze bez udawania przed Wami- dalej nie mam na koncie żadnej zaliczonej laski, ale czuje się o wieeeeeelee lepiej sam ze sobą, nie mam ciśnienia na to wszystko, bo nie jest to już desperacja. Mam luz w rozmowie z laskami, odkryłem że bałem się tego że ktoś mnie nie polubi, że kogoś wkurwie albo popadne w konflikt. I grałem zbyt ostrożnie. Teraz balansuje na krawędzi przyswoitości
I nie żadko kogoś wkurwie, jednak ludzie patrzą na mnie jak na kogoś szczerego i prawdziwego. Musiałem zaakceptować pewne fakty, które kiedyś ukrywałem. Wyszło, że całkiem wrazliwy ze mnie facet.
Muszę jeszcze spuścić z tonu jeśli chodzi o jakieś przekonanie, że muszę robić wrażenie "wow", ale już jest chyba spoko.
Nie pamietam co działo się po tym rok temu dokładnie, ale wiem że bezpośrednio po tych wizytach u psychologa miałem najlepsze 2 miesiące w życiu- i to nawet nie tyle z kobietami, bo w sumie dobrze patrząc wiele sie nie działo, ale byłem mocno na fali, tryskałem energią, zrobiłem kilka pojebanych rzeczy, z których jestem do dziś dumny. Później przyszedł kryzys i przez jakieś 4miesiące przeprogramowywałem cały swój wewnętrzny światopogląd. Zawsze patrzałem na życie i świat jako idealista, ale chyba nie tyle z wyboru co z przymusu/wychowania i tradycji. Czułem, że wartości które wyznaje nie są moje tylko wpojone mi w procesie socjalizacji i nei czerpię żadnej satysfakcji z ich kultywowania. Przez ten czas miałem mega dołek i depreche, było ciężko, bardzo. Ale wyszedłem z tego, runął szklany wieżowiec i stawiam nowego siebie na solidnych fundamentach. Ufam sobie, jak nigdy wcześniej. Wiele razy w sytuacji pomyłki, gafy czuję pełną akceptację swojej osoby. Wiecie- ludzie często jak się potkną uśmiechają sie- bo tak się należy, tak pokażą, że mają dystans do siebie. Ja nie musze tego robić, czuję mega spokój. W styczniu przeczytałem najbardziej przełomową książkę w moim życiu, napisaną idealnie pode mnie: "No more mr nice guy". Nie ma polskiego tłumaczenia, ale polecam każdemu w podobnej sytuacji. To nie książka pua, tylko psychoterapeuty, który swoją drogą zna temat
Nie czuje teraz żadnej presji udawania kogoś i grania pod publikę. Nie miałem żadnego romansu, żadnej dłuższej znajomości, ale przez ten czas spotkałem się z kilkoma pięknymi kobietami i pomimo tego, że nic z tego nie wynikło- było bardzo fajnie
Jak coś ruszy dalej to napiszę w blogu albo tutaj.
Pozdrawiam