Witam,
Mam 23 lata, a moja koleżanka na której bardzo mi zależy - 24. Nie znaliśmy się wcześniej, a poznaliśmy się przez internet i to dość przypadkowo. Spotkaliśmy się ok. 10 razy na luźnych zasadach: spacer, kino, dyskoteka, ale bez żadnych buziaków itd. Bardzo mi się spodobała, ale gdy ostatnie 2 razy proponowałem spotkanie, wykręcała się z różnych powodów, średnio logicznych prawdę mówiąc. Zaproponowałem jej pójście ze mną na wesele (w postaci rozmowy telefonicznej), ale również odmówiła i dodała, żebym poszedł z kimś, z kim się dobrze wybawię, bo ona generalnie nie umie tańczyć i się tego wstydzi, w dodatku nie zna nikogo z mojej rodziny. Dodała również, że traktuje mnie jako kolegę, ale nie chce zrywać ze mną kontaktów i spotkać się czasem i pogadać. Sama wyszła jednak jeszcze tego samego dnia z propozycją spotkania za kilka dni (zresztą, część z naszych spotkań wynikała również z jej inicjatywy). Myślę, że gdyby jej ani trochę na mnie nie zależało, to nie inicjowała by tego spotkania, tym bardziej, że musi dojechać prawie 30km i to w dodatku pociągiem. Chcę zainicjować jakąś ciekawą sytuację, żeby nie myślała, że ma mnie w garści, ale że jest odwrotnie. Chcę wykonać pewne działania, które wywrą taki skutek, by zamiast na kolegę spojrzała na mnie jak na faceta, którym będzie zainteresowana. Myślę, że właśnie poprzez jakieś zagrania z dziedziny zazdrości można to osiągnąć.
Generalnie z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że jakieś tam powodzenie u dziewczyn mam i potrafię z nimi właściwie postępować, ale zależy mi na tym, by zdobyć właśnie Ją.
Może podsuniecie mi jakieś pomysły, jak wzbudzić w Niej zazdrość? Chyba, że znacie jakieś inne metody.
Istotne może być również to, że mówiąc o mnie jako o koledze, dodała również, że aktualnie nie szuka partnera. Rozumiem to jako odniesienie do mnie, że nie jestem dla niej odpowiedni.
organista
jak mozna sie spotkać 10 razy i nie pocalować? ;o
Jeżeli masz pytania - pisz PW
Na 4 spotkaniu miała urodziny, zrobiłem fajną figurkę z drewna przypominającą jej najciekawszą minę (od dziecka lubiłem rzeźbić w drewnie) i kupiłem jej kwiatka. Składając życzenia chciałem ją zwyczajnie, koleżeńsko pocałować w policzek a ona powiedziała: "Nie,,, nie", ale całkowicie była tym zaskoczona i zawstydziła się. Na koniec naszych spotkań zawsze unikała jakiegoś zbliżenia w moim kierunku, a nie chciałem siłą jej pocałować mając w głowie tą sytuację.
Dodam, że z pewnych źródeł wiem, że nigdy wcześniej nie miała chłopaka tzn. nie była w poważnym związku oraz, że liczy się dla niej wykształcenie i dobra praca - spędza nad tym bardzo dużo czasu. To był jej jeden z argumentów który użyła szufladkując mnie jako "kolegę".
organista
Najbardziej zastanawia mnie jednak to, czemu zaproponowała kolejne spotkanie.
organista
Mam 23 lata, a moja koleżanka na której bardzo mi zależy - 24.
Zaczęło Ci zależeć? To prawdopodobnie już po Tobie i Twojej wyidealizowanej pannie...
Spotkaliśmy się ok. 10 razy na luźnych zasadach: spacer, kino, dyskoteka, ale bez żadnych buziaków itd.
Nie dziwię się więc, że traktuje Cię jak kolegę.
Mimo, że ostatnie 2x Cię zlała, to jak zaproponowała spotkanie za kilka dni, to Ci się uszy trzęsą z podniecenia i już myślisz co tu robić i napewno zarezerwujesz dla niej swój czas.
Może chce się z Tobą spotkać, abyś pomógł jej w wyborze kandydata na partnera?
Docinka to była tylko. Chcę Ci tylko uwydatnić, jak ją sobie wyidealizowałeś i tak jak napisał Anarky, w ciągu 10 spotkań nie ruszyłeś znajomości do przodu. Zrozum ona nie dostała odpowiednich emocji, żeby traktować Cię jako potencjalnego partnera.
Wałkuj podstawy, ją olej i zajmij się najpierw pracą nad sobą, bo będziesz tacił następne okazje i żadna kobieta nie potraktuje Cię poważnie, jako mężczyzny!
"Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż że się mylili, nie czekaj ani chwili dłużej"
Dzięki za uwypuklenie najważniejszych punktów. Spotkam się z Nią tylko po to, by po tym spotkaniu nie znała odpowiedzi na kilka pytań i chcę jej pokazać, że wcale nie jest dla mnie taka ważna. Mam na to nawet kilka pomysłów, które wyjdą naturalnie, a jednak jakiś niedosyt w jej głowie zostanie. Skoro nie chciała pójść ze mną na wesele, to zaproszę jej koleżankę (nie przyjaciółkę, tylko zwyczajną znajomą) i postaram się jakoś obniżyć jej wartość, tak bym nie wyszedł na kolejną "lamę" owiniętą w jej sidła.
organista
organista za to rzeźbienie ludków z kory dałem ci plusa, niezły świr z ciebie
powiem tobie że gdybyś to połączył z poczuciem humoru i pewnością siebie to mógłbyś mieć naprawdę dobre efekty
co do tej laleczki to możesz poczytać podstawy i zaczynać sie powoli wdrażać, czy nawet na niej poćwiczyć część zagrań, nawet jak nic nie wypali to skill rośnie
they hate us cause they ain't us
Dzięki wszystkim za wypowiedzi
Nie jestem do końca aż takim laikiem, ale brakuje mi jednak praktyki. Biorę więc się żwawo do pracy 
organista