Witam wszystkich. Mam specyficzny problem ze swoją osobowością. Wiem, że to, co napiszę poniżej może wydawać się śmieszne lub dziwne, ale to jest moja rzeczywistość. Cierpię na kilka zaburzeń psychicznych na raz: syndrom DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików), fobię społeczną i dystymię. Czym to się objawia? Dużo by wymieniać, ale spróbuję. Przede wszystkim strach, strach i jeszcze raz strach. Właściwie nie znam uczucia bezpieczeństwa. Boję się każdego kontaktu z ludźmi, nawet rozmawiając ze znajomymi jestem spięty. Muszę się motywować do wyjścia z domu i wychodzę jedynie wtedy, gdy jest to bezwzględnie konieczne. Najbardziej stresującymi sytuacjami są dla mnie zaczepki ze strony obcych ludzi. Nie potrafię w żaden sposób panować nad emocjami, trzęsą mi się ręce i nogi, o głosie nie wspomnę, łzawią mi oczy, silnie się pocę (nawet gdy nie jest ciepło), czuję, jakby tysiące igieł wbijało mi się w plecy, silnie bije mi serce, czasami mijając grupkę ludzi niemal tracę równowagę. Gdy słyszę śmiech za plecami, zawsze myślę, że to ze mnie. Mam zerową samoocenę. Nie potrafię ripostować durnych tekstów, przebywając ze znajomymi ludźmi boję się ich drwin. Nie potrafię wybaczać, jeśli ktoś mnie obraża lub zrobi mi coś złego to wiem, że gdybym nie poniósł żadnych konsekwencji, zrobiłbym temu człowiekowi krzywdę bez żalu i wyrzutów sumienia. Jestem bardzo pamiętliwy pod tym względem. Nikt się ze mną nie liczy. Gdy muszę konkurować o cokolwiek, zawsze z góry zakładam, że przegram. W ogóle nie czuję się mężczyzną, a mam 21 lat. Wiecznie czuję się "przymulony", nie mam energii, chce mi się spać, gdy pośpię długo, nadal jestem zmęczony. Jeśli podejmę się jakiegoś planu czy działania, to zazwyczaj albo go nie dokończę, albo przełożę na ostatni termin i się z nim nie wyrabiam, po czym postanawiam, że następnym razem wezmę się do roboty zawczasu. Na postanowieniach się kończy. Niezwykle ciężko przychodzi mi podejmowanie jakichkolwiek decyzji oraz skupienie swojej uwagi na czymś. Często zdarza się, że ktoś coś do mnie mówi, a ja po chwili nic z tego nie pamiętam, tak samo bywa z czytaniem (kiedyś było z tym lepiej). Nie potrafię odczuwać przyjemności z czegokolwiek. Unikam kontaktów towarzyskich. Kiedyś "szarpałem się" z sobą, bo czułem się samotny, ale teraz się przyzwyczaiłem. Nie zmienia to faktu, że ta sytuacja jest chora. Nie mam praktycznie motywacji, choć po odnalezieniu tej strony minimalnie się to poprawiło. Pewnie Was to rozśmieszy, ale mimo wieku czuję się hmm... staro? Wiem, że dziwne, ale tak właśnie jest. Bardzo często jestem przygnębiony bez powodu lub z byle powodu lub czegoś, na co nie mam kompletnie wpływu. Ciężko przychodzi mi odmawianie komuś, panicznie wręcz boję się czyjegoś wybuchu gniewu, nawet gdy ta osoba obiektywnie nie stanowi dla mnie żadnego zagrożenia. Oprócz tego jestem perfekcjonistą. W moich założeniach coś, czego się podejmę, musi być bezbłędne. Mam nierealne wyobrażenia dotyczące siebie. Chciałbym być człowiekiem bez wad i lubianym przez wszystkich bez wyjątku, duszą towarzystwa, nie bojącym się niczego. Ponieważ zakładam, że spytacie, czy coś próbowałem z tym robić, od razu odpowiem. Chodziłem do psychiatry (po lekach miałem takie jazdy, że chciałem się powiesić w 20. urodziny, do dziś nie wiem, co mnie powstrzymało, poza tym miałem większe niż zazwyczaj problemy ze snem) oraz na hipnoterapię. którą z braku czasu i pieniędzy zmuszony byłem przerwać (dojeżdżałem prawie 200 km), zresztą nie była zbyt efektywna - po prawie każdej sesji czułem się nieco lepiej, a potem wszystko wracało do "normy". Bywało, że czułem się potem jeszcze gorzej. Nie jest to na pewno coś, co można uleczyć zwykłym "weź się w garść", bo słyszałem to tysiące razy i przygnębiało mnie jeszcze bardziej. To coś gorszego niż zwykła nieśmiałość. Aż do znalezienia tej strony miałem poczucie ogólnej beznadziejności i braku sensu życia. Przeglądam ją od jakiegoś czasu i przyznam, że rady Gracjana i treści niektórych blogów brzmią obiecująco. Jednak nie piszę tylko po to, by się wyżalić. Chciałbym spytać Was, czy ktoś miał to samo co ja, a mimo wszystko udało mu się z tego wyjść? A może znacie kogoś, kto był podobny do mnie, a mimo wszystko udało mu się "wyjść na ludzi"? Chciałbym przede wszystkim wiedzieć, czy wyjście z takiego stanu jest w ogóle możliwe? Dziękuję z góry za wszystkie odpowiedzi.
Uznam, że to nie jest prowokacja:
Zyciem nie sa kobiety...
z całym szacunkiem slu, ale daruj sobie takie komentarze! Jeżeli faktycznie gość ma zaburzenia psychotyczne/osobowościowe, jak to opisuje, to teksty typu "ruszaj dupsko", "zacznij żyć" niewiele pomogą. Na szczescie ma zachowany wgląd w siebie i krytycyzm, i wie, ze cos jest nie tak. Ale jest to silniejsze od niego. Moim zdaniem bez terapii behawioralnej + farmakologia się nie obejdzie
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Dlaczego prowokacja? Wyobraź sobie slu, że są ludzie, którzy mieli spieprzone dzieciństwo bardziej niż inni. Jeśli zabrane mu zostało kiedyś poczucie bezpieczeństwo, to teraz musi je zbudować od początku. Ma po prostu dłuższą drogę do przebycia niż inni bywalcy tej strony.
Szczerze to Twój przypadek jest dość poważny z tego co napisałeś, ale według mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Mówisz, że "weź się w garść" nie działa, ale co tu powiedzieć? Nie będę Cię pocieszał tylko powiem, że ciężką pracą nad sobą osiągnąć będziesz mógł bardzo dużo w tej kwesti. Dla Ciebie to duży problem, ale nie masz co się łamać. Ważne, że zauważyłeś iż należy skończyć z tą stagnacją w życiu towarzyskim. Jednak praca, którą będziesz musiał w to włożyć będzie o wiele większa niż innych co tutaj przyszli(w tym mnie). Wg. mnie będziesz potrzebował to zrealizować pełniej i mniejszymi krokami. Nie rzucisz się od razu na głęboką wodę i nie poderwiesz od razu dziewczyny, ale najważniejsze, że zaczniesz w końcu coś robić w tej kwesti. Poczujesz się na tyle pewniejszy siebie, że będziesz robił coraz większe kroki. Tak to widzę. Wystarczy chcieć i włożyć w to serce, a efekty powinny się pojawić. Tylko musisz wg. mnie tego naprawde chcieć, a nie od niechcenia.
Sic Luceat Lux
Guest, jeżeli gość ma takie problemy to niech się zastanowi dlaczego jest 'inny' od reszty świata?
Zyciem nie sa kobiety...
Bana od razu.
Autor tematu ma poważny przypadek i zwrócił się jak do przyjaciół.
Jak ktoś nie ma teraz siły pomagać to niech tego nie robi.
Ale nie naśmiewać się, bo i bez WASZYCH tekstów o kosach mu jest ciężko.
Więc Adminie Gracjanie- Zrób coś z takimi jak slu.
Pozdrawiam
EIDT: "Uznam, że nie jest to prowokacja" to tez slu?
Zróbcie cos z nim, bo on tylko przeszkadza.
Tu jest poważny przypadek. Teraz nie mam do tego głowy ale pomyślę nad tobą kolego i postaram się coś wykminić.
Masz PRAWDZIWYCH przyjaciół, którzy ci pomogą? Może ktoś z strony w twojej miejscowości by ci pomógł?
Też kiedyś byłem zamknięty w sobie, ograniczałem wychodzenie z domu do minimum, ale zacząłem ćwiczyć. Sport bardzo dodaje pewności siebie. Efekty sam zobaczysz, nie mam co Ci tutaj dużo pisać
.
.
.
Ogólnie sam jeszcze rok temu ograniczałem wyjście z domu do minimum, a teraz ? Bez mała codziennie spotykam się ze znajomymi, bez mała, gdyż aktualna sytuacja domowa mi na to nie pozwala
Tak nawiasem mówiąc, moje cechy charakteru odpowiadają introwertykowi, a mimo tego lubię uprawiać sport, kontakt z ludźmi, chociaż samotność mi nie przeszkadza. Śmiesznie tak
Nie ma sytuacji bez wyjścia.
W sumie to mam słabe oceny z biologi, ale jedyne co mi się nasuwa to Twoja rozmowa z ludźmi jak najwiecej gadać i jeszcze raz gadać. Z początku bedzie przerąbane, ale jeśli nadejdzie taki moment ze zacznie Cię to cieszyć i zacznie wychodzić to będzie juz z górki. Myśle że powinieneś też trzymać się rad specjalistów, psyhologów itp, coś napewno da się z tym zrobić ale nie odrazu.
Wiesz Paweuu ja byłem bardzo podobny do Ciebie przez całe gimnazjum i pół szkoły średniej z tym, że nie miałem problemów z zapamiętywaniem i prób samobójczych. Moją ucieczką był świat książek fantazy, a jedynymi znajomymi Ci ze szkoły i z boiska(grałem wtedy dość często w piłkę).
Wiem, że każdy przypadek jest inny, ale powiem co mi pomogło: przede wszystkim jasno nakreślone cele w życiu i plan ich realizacji, hobby, czy jak kto woli pasja w której można się realizować, najlepiej, jeśli jest ona związana z kontaktem z innymi ludźmi i dziewczyna, która pokazała mi inne spojrzenie na życie.
DDA to poważna sprawa, choć niektórzy się z tego śmieją. Jestem wolontariuszem w organizacji, która pomaga młodym ludziom między innymi z takim problemem i jedną z najważniejszych rzeczy w terapii jest znalezienie osoby, z którą będziesz mógł szczerze porozmawiać i podzielić się swoimi problemami dobrze było by, żeby to był doświadczony terapeuta, ale nie jest to konieczne(w moim przypadku to była dziewczyna) ważne, żeby była to osoba empatyczna i pozytywnie nastawiona do życia.
Głowa do góry.
Pozdrawiam
Proste. To co powiem wez sobie do serca. Zadnej farmakologii.
Sa 3 typy ludzi i 3 typy funkcjonowania ludzkiego umyslu.
1 typ - poddaje cialo emocjom i nie ma nad tym kontroli. Przyklad ktos potrzebuje seksu - szuka kobiecego ciala i to robi z nia, chocby to byl gwalt.
2 typ posredni poddaje cialo emocjom ale jest swiadom ze pewne sytuacje powoduja ze jego cialo zaczyna reagowac w rozny sposob na bodzce. Przyklad. Zaczynasz sie stresowac przed egzaminem. Cialo sie boi, nie chcesz tego ale nie panujesz nad tym, i stres sie pojawia.
3 typ najwyzej rozwieniety umysl. Potrafisz budowac i kontrolowac swoj umysl, bo to czlowiek jest panem swojego umyslu i on rzadzi jego cialem.
Mozna przejsc z 1 typu do 3 jesli mowa o twoim problemie, samymi cwiczeniami i nie warto brac farmakologii, bo to bez sensu i oklamywanie ciala ingerujac w jego funkcjonowanie.
Mówcie do mnie: "Ten,który szanuje Kobiety."
Ja bym na twoim miejscu zaczął od terapii grupowej (koniecznie grupowa, a nie indywidualna, żeby zobaczyć przez lustro problemy innych ludzi, również jak bardzo je wyolbrzymiają i tym samym spojrzeć z innej perspektywy na swoje problemy). Dopiero w dalszej perspektywie zająłbym się podrywaniem dziewczyn.
Jeśli jesteś sztywny i się trzęsiesz nawet wśród swoich znajomych, to nie widzę innej rady. Po prostu z takim stanem nie ma co wychodzić na podryw, bo możesz zdołować się jeszcze bardziej. Ale żeby zakończyć pozytywnie: terapie grupowe są na ogół skuteczne, dużo bardziej skuteczne niż indywidualne. Żaden psychiatra (w domyśle: leki) czy hipnoterapia, bo to działania na krótką metę.
I jeszcze jedno. Napisałeś:
"Chciałbym być człowiekiem bez wad i lubianym przez wszystkich bez wyjątku, duszą towarzystwa, nie bojącym się niczego."
Takie myślenie to błąd. Trzeba zaakceptować siebie takim, jakim się jest, również z wadami. Oczywiście to nie oznacza braku pracy nad sobą ale trzeba się po prostu lubić.
Wiesz jaka była moja główna bariera w podrywaniu fajnych dziewczyn? Ano taka, że myśl, iż mogłaby mi dać kosza, olać, była dla mnie nie do zniesienia. Brałem po prostu wszystko do siebie. Ale to dlatego, że chciałem jak ty teraz być idealny i mieć idealne akcje jak w filmie.
terapie grupowe? siedzisz pare godzin i lsuchasz jak innym nie wyszlo i robisz sobie obraz w glowie porazek?
To przestarzale metody psychoterapii juz sa.
Mówcie do mnie: "Ten,który szanuje Kobiety."
Dokładnie, wiesz może to trochę zabrzmi jak tekst z reklamy, ale od kiedy zacząłem ćwiczyć, podrywać dziewczyny,spodobałem się sobie. Po prostu lubię siebie, swój wygląd, zachowanie
.
A może to na odwrót ? Kiedy się sobie spodobałem, zaakceptowałem siebie, wtedy zaczęły przychodzić do mnie dziewczyny, lgnąć, być dla nich na wyciągnięcie ręki, ale niedostępnym., typem inteligentnym, ale i wysportowanym.
Kiedyś zawsze było jakieś "ale", a że to za niski (ogromny kompleks miałem z tego powodu), a że to nos nie taki, a że to za poważny jestem.
Powodzenia!
Nie ma sytuacji bez wyjścia.
Dziękuję za odpowiedzi. Właściwie to nie do końca sprecyzowałem swoją obecną sytuację. Mieszkam niedaleko Białegostoku, a ponieważ znalazłem tam pracę, niedługo będę się tam przeprowadzał. Nie muszę chyba mówić, jak się czuję. Nie pytałem o sposoby terapii, bo mam już plany pod tym względem, o czym poniżej napiszę. Skupcie się na 3 ostatnich pytaniach. Ja chcę wiedzieć, że to, co mam zamiar zrobić, będzie wykonalne. Jeśli coś ma zadziałać doraźnie, to ja wiem o tym, że prędzej czy później odpuszczę. Znam siebie na tyle, żeby nie mieć co do tego wątpliwości.
slut - http://www.youtube.com/watch?v=kRA6wedXE0U
Guest - terapię niedługo podejmę (regresing), leków więcej nie tknę.
Średniak_33 - No, może tak źle nie miałem w dzieciństwie jak patologiczne rodziny alkoholików, gdzie jest bicie, molestowanie i te sprawy, ale mimo wszystko nic godnego pozazdroszczenia. Dużym problemem były przejebane relacje z rodzeństwem (teraz jest git, nie mieszkamy razem) oraz dość surowy ojciec (rodzice się rozwiedli jakieś 3 lata temu, nie utrzymuję z nim kontaktów).
Kisex - uważam, że muszę pracować przede wszystkim nad swoim poczuciem bezpieczeństwa, bo bez tego nic nie ruszy. Na pewno bez rwania się, jak napisałeś, na głęboką wodę, bo wiem, że skończy się to porażkami, większym przygnębieniem i zniechęceniem.
Gabriell - i to właśnie chciałem przeczytać! Jak napisałem wyżej - chcę wiedzieć, czy STAŁA poprawa mojego stanu jest możliwa. Doraźne środki zadziałają na krótko, mnie interesuje to, czy istnieje definitywne wyjście z takiej sytuacji. O introwersji słyszałem i wiem, że to mnie dotyczy, natomiast skrót INTP jest mi obcy, później poszperam w necie (chyba, że to "zwykła" introwersja, dla mnie brzmi to jak jakaś jej "odmiana"). Stronę przeglądam od kilku miesięcy, zawarte tu treści przemawiają do mnie i nawet motywują. Byłbym wdzięczny, jakbyś opisał bardziej szczegółowo te przypadki, które znasz.
slut - jw.
Smuel - pozrywałem wszystkie kontakty towarzyskie. Z niektórymi się pokłóciłem (z powodu ich dwulicowości - nawet nie kryli się specjalnie z obgadywaniem mnie), część powyjeżdzała. Jedyną osobą, której ufam i która chciałaby mi pomóc (ale nie wie jak) jest mój brat.
Kooku - ponad dwa lata ćwiczyłem na siłowni (szło opornie, jestem ektomorfikiem), mam niebieski pas z dwoma belkami w BJJ. Aż do kontuzji kolana trenowałem 3 lata. Po kontuzji nie chciało mi się jakoś wracać i do dziś nie ruszyłem się na trening. Jakoś przestało mnie to kręcić. Było u Ciebie podobnie jak u mnie, czy lepiej? Skoro samotność Ci nie przeszkadza, to pewnie się przyzwyczaiłeś, tak jak ja.
Bruno Właściwy - mam tak jak w 3 pierwszych akapitach. Treningi? Też po nich czułem się lepiej, wracając półżywy, ale rano wszystko wracało do "normy". Psa mam (nic nie daje), domyślam się, że chodzi o openery z pieskami. Piszesz, że miałeś podobnie. Jak sobie teraz radzisz z podrywem?
Gabriell - jeśli to nie żart, to niestety w Polsce ich nie ma.
Dj1234 - w pewnej gazecie czytałem artykuł o nieśmiałości. Był tam sposób leczenia jej, który w sumie sprowadza się do tego co napisałeś. Polegało to na tym, aby przez pół roku codziennie rozmawiać z jedną obcą osobą. Oczywiście po przeprowadzce zamierzam się tego podjąć. Nie żebym wyolbrzymiał swój problem, ale mam pewne wątpliwości. Nie wiem, czy będzie to definitywne rozwiązanie problemu (właśnie o to mi chodzi), czy też tylko "zasłona" i oszukiwanie samego siebie, że niby jest lepiej, aby w pierwszej lepszej kryzysowej sytuacji powrócić do wcześniejszego stanu.
zulus - co do celów w życiu, miałem iśc po studiach do szkoły oficerskiej we Wrocławiu (wiem, kwestia mocno dyskusyjna, czy w tym stanie psychicznym nadawałbym się, ale plan miałem taki, aby w ciągu studiów wyjść z tego i wtedy startować), ale dzięki naszym kochanym POłykaczom POlskich POdatków nie przyjmują już cywilów do armii, chyba, że po ZSW. Służba w NSR mnie nie interesuje. Teraz jedyne, czego chcę, to wyjście z tego syfu, bo mając te wszystkie zaburzenia mogę sobie planować i planować, a i tak mój stan nie pozwoli na realizację marzeń. Piszesz, że masz styczność z przypadkami DDA. Znasz kogoś, komu udało się z tego wyjść? Jeśli chodzi o zaufaną osobę, to już odpisałem wyżej - to mój brat. Może nie jest super optymistą, ale na pewno jest w dużo lepszej sytuacji niż ja. Od kilku lat ma dziewczynę (niedługo ślub), wielu znajomych, cieszy się życiem. Chyba jedyne problemy, jakie go gnębią, to finansowe.
magczu - myślę, że najbardziej pasuję do typu 2. O farmakologii mam takie samo zdanie. Wiesz, jak wygląda terapia? Psychiatra przepisuje kolejne leki, aby "trafić" na właściwy. Takie sprawdzanie mogło się dla mnie źle skończyć, o czym zresztą napisałem.
Średniak_33 - przeraża mnie myśl, że miałbym obcym ludziom mówić coś o sobie. Ale jeśli znasz przypadki osób, którym to raz na zawsze pomogło, byłbym wdzięczny za więcej szczegółów. Rozważę taką możliwość. To, o czym napisałeś niżej, to właśnie mój perfekcjonizm.
Kooku - oprócz pracy nad swoim poczuciem bezpieczeństwa, chciałbym właśnie zaakceptować siebie. Ale wolę to pozostawić terapeucie.
nieznajoma11.42 - no właśnie nie napisałem tego, co napisałaś Ty. To, co jest mi znane, aż tak mnie nie przeraża, ale myśl o zmianie (nawet na lepsze) wręcz mnie przeraża. Dobrze to ujęłaś.
Dziękuję jeszcze raz za odpowiedzi i proszę, abyście skupili się głównie na "uleczonych przypadkach". Nie piszę tu po to, żeby wkurwiać ludzi pisaniem typu "a ta metoda którą proponujesz jest be i już, to nic nie da". Jak napisałem, potrzebna mi wiedza, że moja praca będzie miała sens i definitywna poprawa jest jak najbardziej wykonalna. Co zamierzam robić?
1) Terapia regresing, jeśli finanse pozwolą, to i grupowa, bo Średniak_33 sensownie pisze na jej temat.
2) Książka o mowie ciała i oczywiście ćwiczenia. Nie jest moim problemem wygląd (wielokrotnie słyszałem, że jestem przystojny, zarówno od obcych dziewczyn, jak i znajomych), ale właśnie bardziej mowa ciała, nad którą nie umiem panować. Chociaż też tak tragicznie nie jest, bo myślę, że gdyby ktoś z Was minął mnie na ulicy, nie przyszłoby mu do głowy, że jest ze mną aż tak źle. Pomimo to bezdyskusyjnie trzeba nad tym pracować.
3) To co odpisałem Dj1234, ma się rozumieć, że z kobietami. Czyli na początku zagadywanie o godzinę, drogę itp. Trochę tu jest napisane na ten temat. Jednak mój przypadek to raczej kombinacja rzadkich zaburzeń niż zwykła nieśmiałość, dlatego nie wiem, czy to zadziała. Ale się dowiem.
1. Chce wiedziec, czy STAŁA poprawa mojego stanu jest możliwa. Doraźne środki zadziałają na krótko, mnie interesuje to, czy istnieje definitywne wyjście z takiej sytuacji.
Mozesz sam to zrobic ale bedzie dluzej trwalo, mozesz poszukac najlepszych specow w Polsce i ci pomoga i nie sa to metody terapii grupowej.
2. silownia - Też po nich czułem się lepiej, wracając półżywy, ale rano wszystko wracało do "normy
Bo hormony przestawaly dzialac rano. Czules sie lepiej. Sam piszesz ze nalezysz do mojego typu nr 2 ktory opisalem. Musisz zrozumiec ze ten lepszy stan byl spowodowany wzrostem hormonow szczescia wydzielajacych sie podczas wysilku.
Mozesz sam powodowac takie stany swiadomie - to typ 3. Wiem ze nalezysz do 2. Bo to przedzial 90% populacji ludzi, ktorzy nic ze soba nie robia i nie bawia sie swoim umyslem.
oprócz pracy nad swoim poczuciem bezpieczeństwa, chciałbym właśnie zaakceptować siebie. Ale wolę to pozostawić terapeucie.
Tu masz rozwiazanie problemu! Wole to zostawic komus innemu., nikt ci nie pomoze nawet najwiekszy terapeuta dopoki ty sam nie bedziesz mial determinacji by sobie pomoc. Myslsiz ze ktos ci powie zaakcepotuj siebie i ty to zrobisz? Nie.
Najpierw pojawia sie w twojej glowie obraz, co chcesz ....pamietaj o tym. Ty masz to zamkniete w swoim umysle i stad te problemy.
Za duzoi tez myslisz o tym co zle i o swoich wadach zamiast o zaletach. Nawet miss swiata po takim rozwazaniu ciaglym, wpadlaby w depresje.
Wiesz co masz robic? Szukaj odpowiedzi w sobie.Poczekamy ...
Mówcie do mnie: "Ten,który szanuje Kobiety."
Z tą długością pracy nad sobą to się domyślam, że tak właśnie jest, magczu. Co do hormonów, wiadomo - endorfiny. Rozumiem, że jest możliwe przejście z typu 2 do 3?
Z tym terapeutą źle mnie zrozumiałeś. Ja wiem, że nikt inny nie wykona za mnie koniecznej pracy, problem w tym, że nie mam pojęcia, w jaki sposób mam dążyć do zaakceptowania siebie. To nie jest tak, że ja mówię "O! Od dzisiaj akceptuję siebie samego!", pstryknięcie palcem i zrobione. To znacznie bardziej złożony problem. Chodzi mi o konkretne i skuteczne sposoby. I właśnie terapeuta ma mi powiedzieć co i jak. Co do determinacji - cóż, jak napisałem, kiedyś było ciężko się zmotywować, ale pod wpływem tej strony nieco się to zmieniło i powoli zmienia nadal. Jak już pisałem, potrzebuję głównie wiedzy, że dzięki tej całej pracy mogę na stałe pozbyć się kłopotu. Co do wad i zalet - hmm... Nie potrafię określić tych drugich. Wiem, że niska samoocena jest wynikiem nadmiernej rozbieżności pomiędzy tzw. "ja idealnym" i "ja realnym". Jak to zmienić? Wolę zwrócić się z tym do osoby z odpowiednim doświadczeniem i wykształceniem. Nie mówię, że Ty i inni się nie znacie, ale sam rozumiesz...
Nie chcę być upierdliwy, ale w dalszym ciągu proszę o odpowiedzi na 3 ostatnie pytania w moim pierwszym poście. Dziękuję i pozdrawiam.
A jednak tak jest. To proste. Jesli masz z tym problem zacznij szukac to co masz fajnego w sobie i wokol siebie!

Nie widzisz u siebie zalet piszesz.
1 trywialna rzecz, Czy gdy jesz posilek musisz rozgladac sie wokolo i wypatrywac wroga ktory moze cie zabic? Mysle ze nie.
2. Czy jestes bezdomny i nocujesz pod przystankiem tramwajowym? Mysle ze nie.
3. Czy glodujesz i nie masz co jesc? Mysle ze nie
Jesli masz 3 x nie to juz sa to twoje 3 najwieksze szczescia ktore masz zaszczyt posiadac w swoim zyciu.
Czy potrafisz to docenic? Czy bedziesz nadal zyl w przeszlosci i zagladal ciagle wstecz?
Teraz wymien i zapisz na kartce 10 cech przymiotow charakteru lub wygladu ktore lubisz w sobie.
Primo
Znam najlepszego i najdrozszego terapeute, ale mysle ze poradzisz sobie sam. Problem wraca bo to sinusoida.Po drugie jakiego problemu? Po trzecie nie masz walczyc z klopotem, nie masz go zwalczac bo to powoduje tylko jego narastanie.
Mówcie do mnie: "Ten,który szanuje Kobiety."
Witam ponownie po długiej przerwie. Odświeżam temat, aby napisać co nieco o mojej obecnej sytuacji.
A więc mija półtora miesiąca od mojej przeprowadzki. Co w tym czasie zrobiłem?
Na początku starałem się jak najwięcej wychodzić z domu, zagadywać dziewczyny o drogę, zwiedzać miasto itp.
Jeśli chodzi o samoocenę, poczucie bezpieczeństwa i mowę ciała, trochę się poprawiło. Niewiele, ale jednak jakąś różnicę widzę. Jednak motywacja po jakimś czasie spadła, przestałem ćwiczyć, ale od poniedziałku kontratakuję. Piszę teraz, bo wczoraj wróciłem do domu, dziś wracam z powrotem i postanowiłem napisać tutaj. Na pracę nie narzekam, przełożeni i zwykli pracownicy w miarę spoko, ciężko nie jest, na zarobki też nie narzekam. Ogarnąłem się już finansowo, więc w przyszłym tygodniu zaczynam terapię i kupuję książkę o mowie ciała, żeby poprawić ją do maksymalnie najlepszego poziomu i umieć odczytać wskaźniki zainteresowania. Teraz w zasadzie martwię się jedynie studiami - ostatni rok licencjatu. Żebyście, kurwa, wiedzieli, jak mi się nie chce! No ale nic - ostatni rok, szkoła prywatna więc szkoda przerywać. Nie mam do tego motywacji, bo poszedłem na studia po to, by iść do Szkoły Oficerskiej we Wrocławiu, do której w zeszłym roku zawieszono nabór (cywilów po studiach). Nie chce mi się myśleć nawet o pracy licencjackiej.
Mam za sobą pierwszą w życiu próbę podrywu
Nie wyszło, ale nic dziwnego: byłem spięty jak jasna cholera. Trudno, na porażkach się człowiek uczy i z nich wyciąga wnioski. Było to z miesiąc temu, więc napiszę tak, jak pamiętam.
Po pracy chciałem sobie poćwiczyć podrywanie, więc wpadłem na pomysł, że pójdę do galerii handlowej i będę zagadywał dziewczyny pod pretekstem, że siostra ma 30ste urodziny, a ja chcę wybrać jakiś pierścionek i potrzebuję porady w wyborze oraz określenia rozmiaru. No więc siadłem na ławce i wypatruję targetów. Cholernie ciężko było się przełamać, siedziałem pół godziny nie mogąc wstać i podejść do poszczególnych dziewczyn. Ale się przełamałem i do jednej podszedłem, potem (znowu po 15 minutowej zwłoce) do drugiej. Pytania typu "który Ty byś wybrała?", eskalacja dotyku ("pokaż rękę" "myślę, że rozmiar powinien pasować, siostra ma podobną dłoń do Twojej"). Później siedziałem i krążyłem znowu dłuższy czas. Nagle moją uwagę przykuwa HB10. Nic - idę.
Ja "Sorry, możesz mi pomóc?"
Ona (uśmiech)"W czym?"
Ja (uśmiech) "Wiesz, moja siostra niedługo ma 30ste urodziny i szukam dla niej pierścionka. Potrzebuję rady"
Ona (Próbując powstrzymać śmiech) "Ale dlaczego mojej. Nie możesz spytać ekspedientki?"
Ja "Wyglądasz na taką, co ma dobry gust. Wolę nie polegać
na swoim, bo to będzie tragedia (szeroki uśmiech).
Kładę jej rękę na ramieniu.
Ja "Chodź".
Dziewczyna cały czas próbuje powstrzymać śmiech. Kiedyś bym pomyślał, że mnie wyśmiewa, ale teraz sądzę, że po prostu się skrępowała.
Weszliśmy do jubilera, ale cały czas chichotała, na pytanie "który Ci się podoba?" odpowiedziała "nie wiem" znowu próbując powstrzymać śmiech. Kilka razy spytałem, ale nie odpowiedziała. Wyszliśmy, rozmawiając. Dziewczyna cały czas chichocze.
Nie pamiętam całej rozmowy, ale napiszę zapamiętany jej fragment.
Ona "Sorry, że tak Ci mówię na Ty" Podaje rękę i się przedstawia.
"Skąd jesteś?"
Powiedziałem jej.
I wtedy niespodziewanie pomyślałem ("chłopie, dziewczyna pozytywnie nastawiona, działaj!")
Ja (szeroki uśmiech): "widzę, że wiesz, co się święci?"
Ona patrzy pytającym wzrokiem, nie przestaje się uśmiechać.
Ja "bo wiesz, moja siostra skończyła 30 lat kilka miesięcy temu. Spodobałaś mi się i chciałem Cię poznać" (ostatnie zdanie ledwie mi przeszło przez gardło).
Ona (śmieje się) "Nieee, to jest jakaś ukryta kamera, prawda?"
Ja (śmiech) "No jasne! (chwilę się rozejrzałem za kamerami monitoringu, gdy zauważyłem kilka metrów dalej, położyłem jej rękę na ramieniu, wskazując na kamerę) tam masz".
Ona "Przepraszam Cię, ale jestem zajęta"
Ja "Interesujesz mnie Ty, a nie chłopak"
Ona "Nie, naprawdę jestem zajęta"
Trochę pogadaliśmy, nie pamiętam o czym, widząc dalszy opór dałem sobie spokój, bo nie wiedziałem, jak się przebić. Przeprosiła mnie mówiąc, że musi iść, na koniec pięknie się uśmiechnęła.
Wydaje mi się, że poniosłem porażkę głównie z tego powodu, że byłem bardzo spięty. W końcu pierwszy raz w życiu zagadałem do obcej dziewczyny. Szkoda, bo naprawdę była śliczna, zrobiła na mnie wrażenie ciepłej i sympatycznej (takie kobiety lubię). Po jej odejściu miałem mieszane uczucia: nie lubię przegrywać, ale jednocześnie byłem dumny z tego co zrobiłem. Może brzmieć to śmiesznie, żałośnie, ale dla mnie to naprawdę było coś. Powtórzyłem manewr jeszcze kilka razy (już prawie nie zwlekając). W międzyczasie mojego pobytu jeszcze kilka razy zdarzało mi się rozmawiać z obcymi dziewczynami. Wciąż jestem spięty, ale nie jest już tak tragicznie. Chociaż nadal mam problemy z motywacją i emocjami - raz rwę się do działania, innym razem nic mi się nie chce.
Za jakiś miesiąc będę z powrotem w domu, to odpiszę, jeśli ktoś z Was coś napisze. Jakby co, to 3 ostatnie pytania w pierwszym poście aktualne. Rady, oceny, zjebki, próby motywacji mile widziane. Trzymajcie się i udanych podrywów, ja za kilka godzin mam pociąg.
spięty ale przechodzi po paru podejściach
akcja całkiem spoko lecz końcówka zjebana, ja nie popieram hasła spodobałaś mi się i chce bliżej poznać.
Ja bym zrobił tak pogadał chwile i potem powiedział że muszę iść, rozmowę dokończymy później, zostaw numer w celach kontaktowych.
A dlaczego numeru nie dała, odpowiedź najprostsza też może być, może serio ma chłopa
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
Ja też mam z tym problemy. A w zasadzie miałem . Niestety bez wizyty u DOBREGO psychiatry i psychologa się nie obędzie. Ja byłem w takim stanie, że mi było bez znaczenia, że ludzie mnie nazwą psycholem czy co. Zmieniałem psychiatrę dwa razy. W końcu trafiłem na świetnego.
...A co brałeś jakies SSRI ??
Czyli zgadzam się w 100% z tym co napisał GUEST....więc jeszcze raz to potwórzę, potrzebny tu jest specjalista...który umie się zabrać za temat. Niestety sam dobrze wiem, że nawet pełne dobrych intencji"weź się w garść" przynosi inny skutek od zamierzonego. Dlatego to nie jest ani forum psychologiczne ani dot. zaburzeń psychicznych więc raczej rad tu nie dostaniesz odnośnie tego tematu.
Ale głowa do góry z tym można się uprać jeśli nie poradzić całkowicie to zaleczyć
Witam, przeczytałem post autora i poczułem się jak by pisał o mnie. Chciałbym się dowiedziec, czy ktoś miał podobny problem i jeśli tak to jak sobie z nim poradził? Czy pójście do psychoterapeuty daje jakieś rezultaty? Wszyscy piszą tu, że trzeba dużo nad sobą pracowac, ale nikt w sumie nie pisze w jaki sposób to robic?
Temat troche stary, no ale coż.
Jakbym czytał o sobie; jakiś rok temu
Nie wiem jak u ciebie, ale u mnie obydwoje rodziców oraz dziadkowie są alkoholikami. ( w sumie 4 osoby w rodzinie ) To był w sumie główny problem z ktorym musialem sie uporać. Zajeło mi to jakieś 0,5 roku. 0,5 roku pracy nad swoja osobowościa. Perfekcjonizm dokuczał mi niemiłosiernie, jakieś 2 miesiace temu nauczyłem sie go kontrolować do swoich potrzeb. Do psychiatry nie chodziłem, jedynie chcialem zapisać sie na grupe DDA. Wiekszość tego co napisałeś dotyczyła kiedyś mnie
Dokładnie w 20-ste urodziny byłem na skraju zajebania się
Teraz zostały mi jedynie nieziemskie kłopoty ze snem. Nastawiam zajebiscie głosny budzik ktory budzi nawet sąsiada a ja nie potrafie sie obudzic
Nie mam takich problemow jedynie gdy mam wstac na okreslona godzine, np na uczelnie na 7 rano. (Jestem w grupie z 16 laskami, z czego kilka jest najladniejszych na roku
Pozatym czuje sie tam jak boss
Jestem starostą roku itd Najprawdopodobniej ta atmosfera mnie tak motywuje.) Na motywacje do zycia polecam 30 min intensywnych cwiczeń rano, oraz zero alko. Zmiana osobowosci jest ciezka, ale mozliwa, jestem tego przykładem. Ew pytania, zapraszam na priv.
Nauka na własnych błędach jest najbardziej bolesna, ale zarazem najskuteczniejsza.
@ Święty Jimmy - przerobiłem Terapię Richardsa, poza tym pomaga odstawienie pornografii i masturbacji, jest nawet blog na ten temat. Wygoogluj "nadopaminie blogspot".
Kombinacja jednego i drugiego pomaga i to właśnie przerabiam.
Ech, jaka szkoda, że nie miałem tej wiedzy, gdy zakładałem ten temat... Straciłem szmat czasu, prawdopodobnie potencjalnie najlepsze lata życia. Do wyleczenia i tak jeszcze daleko, ale część problemów opisanych w pierwszym poście została mocno ograniczona, kilka zniknęło.
@ Majorken - o kurwa, i ja dokładnie w 20 urodziny chciałem popełnić samobójstwo! Poza tym przydarzyło mi się to jeszcze 2 razy, niecały rok temu i przed tymi wakacjami. Ale czas najwyższy się z tym ostatecznie uporać.