Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Rozstanie po 6 latach - Zmartwychwstanie...

Portret użytkownika Selfpunisher

Witam wszystkich użytkowników tej wspaniałej strony.
Mój wpis nie tyczy się podrywania, traktuje go jako swego rodzaju oczyszczenie i przypieczętowanie nowego początku. To co tu wypisze może też pomóc gościom takim jak ja, którzy muszą się pozbierać po rozstaniu.
Dzisiaj jest dzień kiedy jakoś totalnie czuję wewnętrzny spokój od dawna, totalnie jestem pogodzony z tą niespodzianką życiową, dlatego postanowiłem to napisać.

Nie będę się rozpisywać nad szczegółami, bo w zasadzie historia jest podobna do wielu, w szczególności do historii użytkownika BANE. Generalnie można powiedzieć historia kropka w kropkę, nawet mi się bliżają 25-te urodziny tak jak BANEowi jak pisał swoją. Z góry pozdrawiam BANEa, GEMa, Gracjana oczywiście i wszystkich innych którzy wypisywali ciekawe spostrzeżenia na forum, a których nie pamiętam z nicków. Trafiłem na tą stronę zupełnie przypadkiem, teksty które tu preczytałem pięknie i pomocnie przypieczętowały zdrowe spojrzenie na moją sytuację.

Jeżeli któryś z was też dostał kopa i myśli że jest w beznadzijnej sytuacji to polecam na wyprostowanie wpisy BANEa i artykuły Gracjana, ja takiego talentu do pisania nie mam więc skrótowo wypisuję szybką "apteczkę", wcześniej pomogły mi - kótka opowieść "Kto zabrał mój ser?" autor-Spencer Johnson, gdzieś tam w necie można pościągać bezproblemowo, a opowieść jest też świetną wskazówką na różne aspekty i sfery życia więc polecam; bez dwóch zdań mistrzowska książka, ale też krótka "Niekochany Mężczyzna" auror- Wiktor Jerofiejew, też dostępna w necie. Sam też sobie pomogłem bo jednak resztki zdrowego rozsądku, instynktu mnie wprowadzały na właściwy tor myślenia, powyższa "apteczka" to postawienie kropki nad i, uważam że jestem dłużny tej stronie żeby to napisać.
Od rozstania z moją "byłą" "miłością życia" minął jakoś miesiąc, półtora, ten czas poświęcałem na dobremu ukierunkowaniu swojego myślenia, zajmowałem sobie czas na maksa sportem i czas robi swoje już jest lepiej, a będzie jeszcze lepiej, jestem tego pewien, czego bym nie powiedział miesiąc temu, więc czas naprawdę leczy rany wraz z prawidłowym myśleniem i odpowiednimi wnioskami.

Jeśli chodzi o moją historię, dziewczynę poznałem w liceum pod koniec zaczeliśmy być ze sobą, randki, chemia, zauroczenie, mój pierwszy poważny związek i się potoczyło - miłość, wspólne plany. Na początku miałem klapki na oczach, byłem przekonany że to ta "jedyna". Z perspektywy czasu cholernie się cieszę że się stało tak jak się stało, bez poważnych konsekwencji w postaci małżeństwa-rozwodu, dziecka, wspólnego majątku itp. Bo już po jakimś czasie zaczęły mnie kłuć różnice charakteru, podejścia do życia, ja optymista, ona z rozbitej rodziny pesymistka i wiele, wiele różnych wad, niedopaowań, ale bardzo się zaangażowała, było dużo skrajności, trochę było mordęgi, ale też wiele fantastycznych chwil, nie chciałem jej zranić, zostawić więc ignorowałem sygnały mojego własnego ja że coś będzie nie tak, że to może nie ma przyszłośći, kompromisy były, udało mi się ją zmienić na lepsze, ale jednak pod skóra miała te geny które miały się kiedyś odezwać... Jeśli chodzi o mnie to kiedyś byłem ambitny, miałem pasje, wysportowany, pełny energii, z czasem moje prawdziwe ja zaczęło umierać, stałem się takim zwierzęciem domowym, było nam dobrze, zaszywaliśmy się w 4 ścianach, ale życie mi uciekało, nabrałem wagi, już nie miałem tego wigoru napędzanego podrywaniem, poznawaniem innych kobiet, no bo ja już miałem swoją, to był straszny błąd, to było żałosne, gardzę swoim postępowaniem w tamtym czasie. Lata mijały, uczucie się wypaliło, głownie rewelacyjny seks nas trzymał razem i tak się bujaliśmy już nie fantazjując o wspólnej przyszlości, ja się zapuściłem, ona mną znudziła, bo ją olewałem, podświadomie swoimi czynami dążyłem do tego żeby mi dała kopa w dupę, tym bardziej że z niej wychodziły już te cechy charakteru coraz bardziej, które kiedyś tłumiłem, zmianiała się na gorsze, ja też, równia pochyła. Pierwszy ruch zrobilem ja, przebudziłem się stwierdziłem że muszę się poświęcić sobie, powrócić do formy, przemyśleć pewne rzeczy i udało mi się zmienić mozolnie pewne nawyki, wróciłem do sportu, różnych aktywności, ale ona tego nie rozumiała, nie potrafiłem z nią rozmawiać, nie rozumieliśmy się, nie mieliśmy czasu dla siebie, ten dystans który na potrzeby mojego rozwoju wyworzylem, wykorzystała inaczej niż się spodziewałem. Znalazła sobie kolesia, a w stosunku do mnie obrót o 180stopni, "z nami koniec","nasz czas minął" itp. formalnie nie byliśmy ze sobą, ale to i tak był dla mnie cios, z taką determinacją mnie odrzuciła, oczywiście nie obyło się bez frajerstwa z mojej strony, prosiłem, blagałem o drugą szansę, zeszmaciłem się pisaniem do niej listów, smsów, trochę odbijanie tego pingponga trwało, za dużo by pisać, wszystko w las, niepotrzebne to było, czego na tamten moment nie wiedziałem, trudno... Generalnie na końcu nie było wyzwisk, podziękowanie za wspólne chwile i na tym się skończyło. Chciała żebym był jej przyjacielem, jeszcze rzucała teksty że nie wyklucza nas kiedy razem, ale ja się na to nie wpisałem, bo po co? żeby mnie kontrolowała, trzymała jako wyjście awaryjne? Trochę godności mi zostało. Więc koniec relacji, wywaliłem numer, nie ma jej w moim świecie. To tak w skrócie jak to wyglądało.

Potem musiałem każdego dnia uświadamiać sobie że tak dobrze, tak miało być, nie było łatwo. Teraz skupiam się na rozwoju, powrocie do formy, muszę wrócić na rynek porządanych kawalerów, z którego dawno wypadłem.
Wnioski - dużo mnie te lata związku nauczyły, nie będę pisać że to zmarnowane lata, tak tego nie czuję, przydadzą mi się takie doświadczenia i świadomość ewolucji związku, że trzeba mieć miejsce na siebie, na swój świat, swoją przestrzeń, rozwijać się, nie osiadać na laurach, nie łudzić się że druga osoba będzie zawszę pod ręką. I korzystać oczywiście z rad które są na tej stronie, słuchać swojego instynktu, być sobą, mieć swoje zasady. Być mężczyzną a nie domowym skrzatem. Zmienisz się, zapuścisz, one czasem z zazdrości, braku świadomości własnej wartości, na to Ci pozwolą, żebyś nie był tak atrakcyjny, żeby nie musiała być zadrosna, już nie będziesz jej playboyem tylko Cię zacznie słodko od misiów nazywyać i się obudzisz z ręką w nocniku, po tym jak na jej horyzoncie pojawi się jakiś adorator wyposażony w te cechy które kiedyś miałeś i kopnie Cie jak psa, który sam się stałeś, dałeś się skundlić. Ale to nie jej wina, tylko nasza wina, bo trzeba być panem sytuacji od początku do końca, nie odpuszczać... Taką lekcję wyniosę z tego i wiem że całe życie przede mną, czas wziąć sę w garść i do przodu!

Wypiszę też w ramach dodatkowej pomocy w otrzeźwieniu dla tych którzy podzielają mój los - sporo tekstów, cytatów które sobie wbijałem do głowy i mi pomogly, niktóre sam wypisałem do siebie, niektóre wyłowiłem gdzieś w sieci, z tej strony pewnie też będzie troche cytatów użytkowników, z góry przepraszam za nieutoryzowne wykorzystanie ale sam nie pamiętam kto to napisał, gdzie to wyłowiłem, napewno się przydadzą:

„teraz najważniejszy jesteś Ty. musisz nadrobić te stracone lata”
„nie jesteś tu sam. dużo osób przez podobne rzeczy przechodziło.
jeszcze się z tego wszystkiego będziesz śmiał !!!”
„Tak to jest, każdy z nas panowie ma podobne doświadczenia, nie słucha starszych, mądrzejszych tylko sam musi dostać po dupie. Kiedyś się tego trzeba nauczyć, prędzej czy później. Nie idealizujmy kobiet, przecież one wcale takie nie są. W większości sytuacji one się odzywają, testują nas świadomie bądź nie. Większość z nas trafiła tu z tego samego powodu "jak odzyskać byłą"... i właśnie po przeczytaniu tego wszystkiego co tu się znajduje, wyciągnięciu wniosków powinny nam otworzyć się drzwi do lepszego życia...”
„nie ma ludzi nie zastąpionych”!!!
"Jeśli nie ta to inna. Jak to mówią „ Inne też mają” . Cipkę ma każda dziewczyna. Jest 3 miliardy kobiet na naszej Planecie. Połowa z nich oczekuje swego księcia z bajki który zabierze ich do własnego świata. Więc czym ty się martwisz? Ty też możesz być tym księciem."
„Człowieku, ja pewne osoby traktuje jak powietrze - dosłownie, bo po prostu DBAM O SIEBIE, nie chce się denerwować, nie chce się męczyć, nie utrzymuje kontaktu z ŻADNĄ ze swoich eks, czy lasek z którymi kręciłem i np. coś nie wyszło, lub parę spotkań i tyle. Uważam takie rzeczy za ROZDZIAŁY ZAMKNIĘTE, nie uważam tego za szczeniackie, uważam to za praktyczne i wręcz NORMALNE i ZDROWE. Niektóre moje eks, zwłaszcza ostatnia, były poruszone tym, że nie będę z nimi rozmawiał, a niby po co? Ja mam łechtać ich żałosne ego? One chcą sprawdzić mnie "jak sobie poradzę"? Żałosne.
Nie ma czegoś takiego jak powrót do byłej. Ty jeszcze opisujesz w sposób po prostu tragiczny te sytuacje i ten "związek"."
„Laski bez ojca to zupełnie co innego. Brak wzorca mężczyzny działa na nie destrukcyjnie.
Laski bez ojca omijam szerokim łukiem, po ostatniej bez ojca (piątej z rzędu z resztą) nigdy więcej. Ja nie umiem im dogodzić i one mi też.”
„Takie osoby uważają się za pokrzywdzone przez los (nie wnikam czy słusznie) i wiecznie mają postawę roszczeniową. Z tym, że im więcej dostają, tym więcej chcą.”
„Z laskami bez ojca, nie da się wytrzymać. Tzn., ja nie umiem i nie wstydzę się tego. Mają dla mnie za duże wymagania i oczekiwania.”
„bo ja w życiu lekko nie miałam. Życie do dupy z taką panną. Ciągła świadomość, że jest dobrze, dobrze, a zaraz coś się spierdoli.”
„nerwowa z wiecznymi pretensjami domena lasek bez ojca wiecznie coś nie pasuje”
"Najważniejsza rzecz to dużo PRACY NAD SOBĄ - teraz to Cię czeka. Rozwiń hobby/pasje, jeśli masz już (a sadzę, że masz) to poświęć się jej teraz bardziej - to dobry czas. Zadbaj o siebie, może zmień nawyki żywieniowe czy zapisz się na siłownię, wyjedź gdzieś na wakacje.
PRACA NAD SOBĄ! możesz wszystko.”
„Spotykałem się z taką jedną kobietą kilka miesięcy. Nie odpowiadało mi jej zachowanie. Ciągle miała jakieś fochy i była zazdrosna. Miałem tego dosyć, spotkałem się z nią i powiedziałem, że nie chce takiego związku i że muszę od niej odejść.
Po kilku miesiącach Ta sama kobieta mnie spotyka i mówi coś w stylu „Nie wiem czy dobrze że odeszłam …”
Widzisz? Tu nie chodzi o to kto kogo zostawił, tylko o to że kobiety są świetne w okłamywaniu samej siebie! One mają swój własny świat iluzji i złudzeń. Są wręcz wielbicielkami złudzeń.
I tym właśnie o to sposobem kobiety nagminnie wciskają facetom nagiętą rzeczywistość.
A ty najgorszą rzecz jaką możesz zrobić to uwierzyć w jej stwierdzenia.
Pomyśl- kim będziesz dla niej jeśli uwierzysz w to co ona Ci wciska. Jakie ona będzie miała zdanie o tobie jeśli nie będziesz miał własnego zdania i potraktujesz serio jej iluzję, w którą nawet ona nie potrafi do końca uwierzyć. Na pewno nie będziesz zbyt wartościowy w jej oczach.
Smutne ale wielu facetów traktuje serio to babskie gadanie! Tym sposobem miedzy nami stworzyła się sieć ludzi powiązanych wiarą w iluzje jakie tworzą kobiety.”
„Coż... im szybciej człowiek przerobi w życiu swoją ex”jedyną ", tym lepiej...”
„Dokładnie im szybciej przeżyjesz taki związek tym lepiej podejdziesz do kolejnego/nych.
Ja przeżyłem coś bardzo podobnego jak autor i nie żałuję że tak się sprawy potoczyły.
Do kobiety trzeba podejść z głową i na pewno nie pokazywać szczytów swoich umiejętności na początku bo potem to ona będzie ci wypominać że już taki nie jesteś jak kiedyś, trzeba mieć kontrole nad tym co jej dajesz, bo umówmy się ileż można biec sprintem.”
"Stary, oni tam mają cały sztab, który pracuje na tym jak zrobić z Ciebie jeszcze większego kutasa i pozbyć się ciebie raz na zawsze"
„oj tam, wymyślasz, nie Ty pierwszy zostałeś porzucony i nie Ty ostatni.
pod drugie: idealizujesz laskę-taka święta nie była. Moja kobieta powinna mnie motywować, skoro Twoja motywowała Cię do tv i piwa, to widocznie była nudna, namolna itp.
Tylko masz syndrom zabieranego cukierka i tego nie widzisz”
„przyznaje się bez bicia, że gdy zagroziła mi policją, po tym wszystkim co razem przeszliśmy, tak się wk**wiłem że wysłałem jej sms-a z podobną obelgą. W ciągu następnego dnia otrzymałem telefon od jej matki oraz dwa od szwagra, w których grożono mi że kierują sprawę do sądu cywilnego o zniewagę (Jakby to kurna była jakaś bardzo ważna osoba publiczna Smile))
Po tym wszystkim zdałem sobie sprawę że mam do czynienia z ludźmi nie tylko podłymi, ale również upośledzonymi umysłowo oraz emocjonalnie. Dałem sobie spokój, bo na takie szmaty szkoda zdrowia."
„Bo się przywiązałeś. Właśnie tak powinno być że cię zostawiła, wierz mi że lepsze to niż małżeństwo z osobą której nienawidzisz (a w końcu to by się stało). Mówię to z własnego doświadczenia i na podstawie Świata Według Bundych...”
„też w pewnym momencie zorientowałem się, że tęskniłem już nie za osobą, a za ulotnymi chwilami, uczuciami, bezpieczeństwem i tym wszystkim co powodowało że niczego mi nie brakowało.”
„Jeśli kobieta którą uważasz za jedyną i niezastąpioną osobę zostawia Cię (tylko dlatego że rok waszego lub mojego życia upłynął niezgodnie z jej wyimaginowanym obrazem świata) można uznać iż niebyła to ta jedyna”
” Zasadniczo ta historia ma bardzo pouczający morał w tą dobrą i złą stronę. Romantyczne kolacje, wieczorne spacery, masaże i relaksujące kąpiele - wszystko kiedyś się wypala, Może to trwać rok, a nawet 10 lat. Jeśli fundamentem waszego związku było to "co robicie dla siebie" a nie sam fakt waszej co-egzystencji pod jednym dachem to pojawia się zasadniczy problem. Bo skoro wystarczyło, że trochę spadło twoje zaangażowanie a związek się rozleciał 16 razy wraz z 17 "fatality", to pomyśl co by się stało gdyby twoje zaangażowanie spadło za lat - 4-5. Kiedy na samochodzie byś miał naklejkę Baby on Board i 2kę szkrabów które bełkocząc mówią do Ciebie "tata". Może i lepiej, że stało to się zanim więcej osób zostało by skrzywdzonych. Morał tej historii jest prosty - okazuj zainteresowanie w związku, ale rób to z rozwagą tak, aby życie codzienne miało w sobie nutkę monotonii a zarazem sporadyczne wypady, które zbliżają was do siebie za każdym kolejnym razem - nie są wyznacznikiem standardu.”
„Ty przynajmniej mogłeś się tego spodziewać, ja żyłem z kobietą przez 5 lat. Poznaliśmy się na studiach i po pół roku znajomości zamieszkaliśmy razem. Żyliśmy jak małżeństwo - wspólne plany, marzenia (o rodzinie, dzieciach, wspólnych podróżach na starość, itp.), wspólne finanse. Co najlepsze, ekstremalnie rzadko się kłóciliśmy, a przez te lata powtarzała i okazywała mi jak bardzo mnie kocha. W ciągu zaledwie 2 tygodni jej miłość zmieniła się w nienawiść. Zerwała ze mną przez sms-a, w którym zaznaczyła że jestem wspaniałym człowiekiem, ale nie może ze mną być, bo poznała kogoś na weselu swojej siostry (na który nota bene nie mogłem z nią jechać bo pracowałem). Wszelkie próby kontaktu z nią były bezcelowe - nie odbierała telefonów, nie odpisywała na sms-y. Zagroziła tylko że jeśli nie dam jej spokoju, to zgłosi sprawę o nękanie na policję na nawet dalej. Paranoja?!
Doświadczenie podobne, wniosek tylko jeden: BABY to CHUJE! :P”
„To prawda, że szczególnie w pierwszym okresie po rozstaniu idealizuje się ex-partnera - wspomina tylko dobre chwile. Z czasem przyszedł taki moment, że zacząłem się zastanawiać dlaczego właściwie tak a nie inaczej zacząłem się zachowywać, skąd ta obojętność, brak sił, starań.....wtedy przypomniałem sobie też i te gorsze chwile. Chwile, które w pewien sposób przyczyniły sie do takiego właśnie zachowania, do pojawiających się wątpliwości... Popełniłem wiele błędów, ale po czasie ta decyzja nie wydaje mi się już tak błędna i beznadziejna jak kiedyś.... Tęskniłem, ale nie za osobą, a za pewnymi przyzwyczajeniami, zachowaniami..... Poznałem teraz kogoś innego, tworze nowy związek od podstaw, doroślejszy....i jestem przekonany, że dzięki temu co przeszedłem ten będzie dojrzalszy, że komuś będzie przy mnie lepiej....”
„Bardzo pomogła mi w tym wspaniała książka którą polecam każdemu w podobnej sytuacji - John Spencer \"Kto zabrał mój ser?\". Ta krótka książeczka pomogła mi zebrać się na odwagę i spojrzeć w oczy temu co dawno jest faktem - tego związku już nie ma i nie wróci. Pomogła mi też w podjęciu tej najcięższej decyzji - zerwania z nią kontaktu. Wiedziałem że w przeciwnym wypadku cała męczarnia rozpoczynałaby się się wciąż od nowa. Żadna tam \"przyjaźń\" - to się nigdy nie sprawdza po tak długim związku. Wytrzymałem obecnie półtora miesiąca i mam nadzieje się nie złamać. Choć już wielokrotnie wybierałem numer, pisałem smsa ... ale niemal za każdym razem udało mi się powstrzymać.
Owszem, codziennie muszę sobie udowadniać że dobrze robie, codziennie wracają wspomnienia. Ale napisałem sobie w telefonie listę wszystkich rzeczy które były toksyczne w tym związku i listę wszystkich sytuacji w których mnie zraniła. Jeśli mam nawroty - to wyjmuje ją i czytam po raz n-ty. Głęboko na strychu schowałem też zdjęcia i wspólne pamiątki.
Ciężko mi było zaakceptować obecną sytuację ... ale jakoś się staram. Najgorsze jest to że już skończyłem studia, zabrałem się za pracę, spotykam się główne ze sprawdzoną paczką znajomych .... i nawet zapomniałem jak to jest chodzić na randki. Muszę zacząć wszystko od początku. Ech, nawet nie wiem gdzie można zacząć szukać, bo od 4 lat inne kobiety dla mnie całkowicie nie istniały. Ale wiem że do tego co było, nie ma sensu wracać. Nie wiem .... liczę po cichu że kiedyś znajdę tą \"wielką miłość\" której będę się mógł poświęcić.... ale póki co życie się toczy, a ja uczę się jak być optymistą na co dzień.”

Na koniec dodam tylko dwa cytaty:
"Prawdziwa miłość przydaje mocy kobiecie, mężczyznę zaś wystawia na niebezpieczeństwo" Mario Puzo [Rodzina Borgiów]
"...w każdym bliskim związku skrywa się już od początku skulony pod uroczą osłonką zalążek kompletnej katastrofy" E. Gilbert [I że cię nie opuszczę...]”

Mam nadzieję że to co napisałem komuś pomoże, życie jest jedno, kobiet jest pełno!
Pozdrawiam

Odpowiedzi

Portret użytkownika Fan

Alleluja : )

Alleluja : )

Portret użytkownika Sofokles

najlepszy blog jaki ostatnio

najlepszy blog jaki ostatnio miałem przyjemność czytać

Portret użytkownika Selfpunisher

Dzięki, chociaż najlepiej by

Dzięki, chociaż najlepiej by było nie mieć w życiu takiej histori, ale co nie zabije to wzmocni

Portret użytkownika matu6

Gitara gra ...a Deejay

Gitara gra ...a Deejay napier...seta -

Czas ,pasja,muzyka, zanajomi---->
" CEl uswieca srodki "

http://www.youtube.com/watch?v=8...

Portret użytkownika brooner

Jakbym czytał o sobie - 6 lat

Jakbym czytał o sobie - 6 lat związku, zbliżająca się wtedy "ćwiara". Z tą różnicą, że się od razu odciąłem. Identyczne przemyślenia, wnioski. Przyjdą jeszcze ciężkie chwile, to pewne. 6 lat to nie kilka miesięcy. To czas przez który dwoje młodych ludzi kształtuje siebie nawzajem. Powodzenia! U mnie po huśtawce nastrojów trwającej 10msc przechodzącą euforię i depresję w końcu się ustabilizowało. Jestem wolny, nie myślę o niej, jest mi obojętna. I tego Tobie życzę - jak najszybciej odzyskać spokój ducha, czystość myśli. Trzymam kciuki, żeby to nastąpiło jak najszybciej.

Portret użytkownika Selfpunisher

Dzięki, wiem że jeszcze

Dzięki, wiem że jeszcze trochę czasu minie zanim osiągne ten spokój ducha, ale np. Twój komentarz to kolejna cegiełka budująca moje prawidłowe nastawienie, liczę że szybko znajdę się w tym miejscu co Ty. Pozdrawiam

Portret użytkownika brooner

Jak będziesz miał gorsze

Jak będziesz miał gorsze chwile - pisz na pm. Zawsze odpowiem.

Tak z czystej ciekawości.

Tak z czystej ciekawości. Jaki sport uprawiasz?

Portret użytkownika Selfpunisher

Kiedyś to pływanie

Kiedyś to pływanie pól-zawodowo, koszykówka, tenis, piłka nożna itd.
Teraz wracam do formy łącze areoby rano z siłowymi ćwiczeniami wieczorem, bieganie, rower, jest progres. Pozdrawiam

Portret użytkownika Guest

Współczuję i gratuluję

Współczuję i gratuluję zarazem. Świetny blog, świetne podejście i te cytaty na koniec...

"słuchać swojego instynktu, być sobą, mieć swoje zasady. Być mężczyzną a nie domowym skrzatem. Zmienisz się, zapuścisz, one czasem z zazdrości, braku świadomości własnej wartości, na to Ci pozwolą, żebyś nie był tak atrakcyjny, żeby nie musiała być zadrosna, już nie będziesz jej playboyem tylko Cię zacznie słodko od misiów nazywyać i się obudzisz z ręką w nocniku, po tym jak na jej horyzoncie pojawi się jakiś adorator wyposażony w te cechy które kiedyś miałeś i kopnie Cie jak psa, który sam się stałeś, dałeś się skundlić. Ale to nie jej wina, tylko nasza wina, bo trzeba być panem sytuacji od początku do końca, nie odpuszczać... "

.. a to powinno się czytac obowiązkowo 3 x dz.

Portret użytkownika Selfpunisher

Dzięki za dobre słowa. Ze

Dzięki za dobre słowa. Ze mnie to taki Polak typowy, mądry po szkodzie, ale lepiej się obudzić późno niż wcale. Pozdrawiam

Portret użytkownika Biały Jeleń

Świetny tekst. Powodzenia

Świetny tekst.

Powodzenia Autorze!

Portret użytkownika Selfpunisher

Dzięki, przyda się. Tobie

Dzięki, przyda się. Tobie życzę wszystkiego dobrego w związku, ale pamiętaj jak nie ta to inna

Portret użytkownika brooner

ta, teraz się z tym zgadzam,

ta, teraz się z tym zgadzam, tylko jak ma się te 20-22 lata i jest się szczęśliwym w związku to rozstanie się to ostatnia rzecz, która przychodzi do głowy. A brać ślub w tym wieku to trzeba mieć jaja jak granaty albo pusty łeb. I później są takie historie jak ta.

A stąd już tylko równia

A stąd już tylko równia pochyła do rozstania Smile

Portret użytkownika Selfpunisher

Instynkt mnie wybronił od

Instynkt mnie wybronił od rein, ale był za słaby na raus. Nauczka na całe życie. A na ten moment czas wrócić do gry. Wasze teksty, artykuły na pewno pomogą. Pozdrawiam

Portret użytkownika Fresunk

Pomogło, dzięki wielkie za

Pomogło, dzięki wielkie za to, że piszecie

Selfpunisher dzięki za ten

Selfpunisher dzięki za ten wpis i życzę Ci powodzenia!

Zastanawiam się czy nie opisać końca mojego związku, bo kilka miesięcy po nie jestem w stanie ustalić prawdziwych przyczyn tego co się stało ani tym bardziej podczepić tego pod jakieś schematy. Teraz nie zaprząta mi już to głowy ale warto byłoby spojrzeć na to z punktu widzeniach innych, bo moja ex sama nie wie dlaczego to zrobiła, a każde jej słowo jest argumentem, którego kłamstwo rozbijam w ciągu 10 sekund. Jakkolwiek niedorzecznie to brzmi 10 lat związku poszło się jebać bez konkretnej przyczyny, kurwa...

Portret użytkownika Fan

Fryta pisz śmiało, będziemy

Fryta pisz śmiało, będziemy wiedzieli- pomożemy