Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Kanadyjska zima, polski jazz...

Portret użytkownika Igorsky

Opowiem Wam moją historię, z której mam nadzieje wyciągnięcie wnioski, bo nikomu takiej historii nie życzę.

Dla wczucia się w klimat:
http://www.youtube.com/watch?v=s...

Jestem osobą, która swoje dzieciństwo spędziła za granicą. Do ósmego roku życia w Polsce byłem tylko na wakacjach i nie znałem tutaj nikogo, oprócz swojej rodziny od strony matki i ojca. Do polskiej szkoły poszedłem w wieku 8 lat i nie wiedziałem czym się różni "ć" od "dź". W każdym razie w szybkim tempie zacząłem nadrabiać braki językowe, moja ortografia kulała, aż do czasów gimnazjum. Uważam, że ten okres był jednym z najważniejszych w moim życiu.

W instytucji zwanej gimnazjum, poznałem przyjaciół, z którymi mam kontakt do dzisiaj. Czułem się tam jak ryba w wodzie, bo w końcu zostałem gdzieś przez kogoś zaakceptowany, bez względu na to, że urodziłem się w innym kraju, bez względu na to że potrafiłem mieć swoje zdanie i się nie zgodzić z innymi, bez względu na to że nie ulegałem nigdy wpływowi jakieś grupy, jeżeli nie było mi to po drodze.

W wieku 15 lat byłem chodzącą cipeczką, która nic nie wiedziała o relacjach damsko-męskich, która nie potrafiła zagadać do dziewczyny tak, aby się spodobać, nie potrafiła wzbudzić jej zainteresowania. Na moje nieszczęście, przeżyłem wtedy swoją pierwszą miłość. Zakochałem się w dobrej przyjaciółce, z którą spędzałem masę czasu w szkole i poza Nią. Nic z tego nie wyszło, bo szalała z moim kolegą, który się przed nią wzbraniał przez 2 lata. Dzisiaj są zaręczeni.

Przeżyłem wtedy duże upokorzenie, nie chciałem już taki być. Dzięki przyjacielowi, z którym spędziłem całe wakacje, przeszedłem metamorfozę. Pierwsze gry dziennie, pierwsze udane podejścia. Zauważyłem, że dziewczyny na mnie lecą i uczyłem się to wykorzystywać. Moja pewność siebie rosła z dnia na dzień i każdego dnia odkrywałem w sobie kolejne zalety. Zaczął się u mnie proces afirmacji, nagle mój żart stał się bardziej błyskotliwy, rozmowa konkretniejsza, a i uśmiech z mojej twarzy nie znikał.

Liceum to był szalony okres. Od pierwszych dni w szkole zainteresowanie moją osobą, wśród płci przeciwnej było duże. Byłem inny od reszty chłopaków z naszej klasy, robiłem swoje, miałem innych w poważaniu, nie obchodziło mnie ich zdanie i nie chciałem im przewodzić. Czułem się ponadto. Panowie, to było niesamowite w jakim tempie obracałem laski w liceum. Z jedną, najbardziej nieśmiałą, a zarazem najbardziej nie do wyrwania byłem przez 3 miesiące, po czym mnie zostawiła, ale nie miałem jej tego za złe, bo kompletnie do siebie nie pasowaliśmy. Było to bardziej na zasadzie czy dam radę. Mój wolny czas spędzałem praktycznie tylko z dziewczynami, bo chłopaki byli jeszcze na etapie ganiania się w szkole po korytarzach. Z biegiem czasu miałem coraz gorszą opinię, wśród dziewczyn, a jak sami wiecie, działa to jak płachta na byka. W między czasie poznałem laskę z innej szkoły. Z O. byliśmy ze sobą 9 miesięcy i był to pierwsze poważniejszy związek. Pierwsze wspólne wakacje, pierwsze małe plany na przyszłość. Jednak kiedy zaczęła mi mówić o ślubie i dzieciach szybko się zawinąłem.

Po związku z O. powiedziałem sobie, żadnych dup. Bawimy się. Byłem ze sobą szczęśliwy. Z przyjaciółką umówiliśmy się, że pojedziemy w ferie razem na narty. W między czasie poznałem Ją. Panowie, jak sobie pomyślę, to było niesamowite, miłość od pierwszego wejrzenia. Przez długi okres czasu tylko na siebie patrzyliśmy. W końcu zagadała do mnie na gronie. Urzekła mnie, niska, drobna o idealnej talii, z pięknymi oczami. Chodziłem jak nakręcony, ale nie dawałem się ponosić emocją. Po dwóch miesiącach spotykania się, igrania ze sobą w końcu pierwszy pocałunek.

Przez dwa lata była istna sielanka. Każda wolna chwila spędzona razem. Pracowaliśmy oboje u moich rodziców, a i Ona bardzo mocno weszła w moją rodzinę. Niestety z biegiem czasu zobaczyłem, że się dziewczyna uzależniła odemnie. Byłem wyrocznią w każdej sprawie i w każdej sprawie zawsze stawało na moim. Zaczynało mi to przeszkadzać, jednak nie potrafiłem puścić, bo mnie przecież tak kochała. Po trzech latach miałem jej dość, po dziurki w nosie, do tego stopnia że nawet mi się z Nią seksu nie chciało uprawiać, ale cały czas nie potrafiłem puścić. Postanowiliśmy o tym, że wchodzimy w wolny związek.

Stwierdziłem, że mnie kocha na tyle mocno, że nawet jak pójdzie z kimś innym do łóżka, to mnie nie zostawi, a może zacznie myśleć bardziej o sobie i przestanie na mnie tak wisieć. Szczerze to nie wierzyłem nawet za bardzo w to, że z kimś innym pójdzie do łóżka, a przynajmniej ja będę miał drogę wolną.

W końcu się stało, ja się dowiedziałem, bo sama mi powiedziała. Coś we mnie pękło i coś się we mnie zmieniło. Dalej byliśmy ze sobą, ale fajerwerki i bezgraniczna miłość się skończyły. Zaczęły się pierwsze zgrzyty, choć nigdy tak na prawdę się nie pokłóciliśmy. Odsuwaliśmy się od siebie coraz bardziej, coraz mniej czasu zaczęliśmy spędzać ze sobą i coraz mniej rozmawiać. Ja stałem się bardziej czuły, zacząłem pokazywać więcej emocji czego jej zawsze brakowało z mojej strony. Zacząłem się o Nią martwić i strasznie mi na Niej zależało. Wszystko się odwróciło, to ja się uzależniłem, opuściłem gardę jak to się mówi. Prawie równo rok po okresie wolnego związku, postawiłem sprawę jasno, albo się dziewczyno ogarniasz z nami, albo się rozchodzimy, bo ja nie chce tkwić w takim związku.

Wybrała to drugie, tym samym łamiąc mi serce, bo praktycznie do samego końca rozmawialiśmy o wspólnym mieszkaniu, które już mieliśmy klepnięte i innych planach na przyszłość. Dała mi nadzieje, że musi się zastanowić i przemyśleć wszystko, że nie wie kim bezemnie jest, cały ten arsenał tekstów wyciągniętych z szamba. Dwa tygodnie później wprowadziła się do kolesia z którym pracowała. Czułem się jak śmieć, jak wyżęta szmata. Nie mogłem się od Niej kompletnie odciąć, bo łączyła nas jej praca, ale zero rozmów, zero kontaktu. Cierpiałem, ale to znosiłem. Jej nowy związek nie przetrwał zbyt długo, bo raptem niecałe trzy miesiące. Ja w tym czasie poznałem inną dziewczynę, którą wkręciłem do tej samej pracy, gdzie moja była pracuje.

Zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Nagle zaczęła się widzieć po pracy z M. z którą się spotykałem, dziwne smsy. Umówiłem się z Nią. Powiedziałem jej wszystko co mi leżało na sercu. Oczywiście jak się można było spodziewać, nic to nie dało. Powiedziała, że możemy zostać przyjaciółmi. Nie zgodziłem się na to. Po kolejnych trzech tygodniach poprosiłem Ją o kolejne spotkanie. Cały czas wszystko we mnie kipiało. Byłem zdesperowany, gotowy się oświadczyć, bo jeszcze 5 miesięcy temu sama się pytała moich rodziców, co by myśleli o tym gdybyśmy się zaręczyli.

Pojechałem do jubilera, z myślą o pierścionku. Chodząc po sklepie i szukając zobaczyłem srebrny klucz na łańcuszku. Wyszedłem z tym kluczem. Spotkaliśmy się późnym popołudniem. Poszliśmy na spacer. Rozmawialiśmy o nas, dlaczego nam nie wyszło i dlaczego nam nie wyjdzie i co by było gdyby, pośmialiśmy się ze wspólnych chwil, ale we mnie się cały czas gotowało. W końcu mówię:
-A. mam coś dla Ciebie. Nigdy nic Ci nie dałem, ale chciałbym żebyś coś po mnie miała.-
Wyciągnąłem opakowanie i jej wręczyłem. Zaczęła się śmiać i schowała twarz w ręce, jednak po chwili otworzyła opakowanie.
-To jest klucz do Twojego serca. Przez wiele lat go nosiłem w sobie. Dzisiaj Ci go oddaje.-
Nie powiedziała nic. Założyła go natychmiast.
Kolejny raz usłyszałem, abyśmy zostali przyjaciółmi, kolegami, aby był kontakt. Kolejny raz odmówiłem. Uwolniłem się od obrazu jej, który we mnie tkwił. Odzyskałem siebie i w końcu puściłem.

Umówiłem się z Nią z zamiarem proszenia o drugą szansę, ale wyszło jak wyszło. Nie żałuje, ale się ciesze. W końcu się z tym pogodziłem. Od czasu rozstania schudłem jakieś 13 kg, zacząłem się zdrowiej odżywiać i uprawiać sport. Wiem, że teraz już nie jestem zadufanym w sobie gówniarzem, tylko pewnym siebie facetem. Dzisiaj mogę potwierdzić jedno. Co Cię nie zabije to Cię wzmocni. Wczoraj przez cały dzień robiłem zaprawę cementową w domu i miałem wrażenie, że robią ją pod moje nowe fundamenty.

Dzisiaj w nocy miałem niesamowity sen. Jechałem ze swoją byłą pociągiem, patrzyłem na Nią. W końcu ją pocałowałem namiętnie, po czym Ona wysiadła na stacji, a pociąg ruszył dalej. Jedyne co zrobiłem to rzuciłem jej puste zeszyty na peron, które zostawiła przy naszym stoliku.

Odpowiedzi

Do ulubionych

Do ulubionych Smile

Portret użytkownika GM

fajnie napisane

fajnie napisane

Portret użytkownika Ulrich II

Ładnie to ubrałeś w słowa co

Ładnie to ubrałeś w słowa co nie zmienia faktu że byłeś trochę świniowaty w stosunku do niej, jak ty ruchałeś inne to spoko, jak ona postanowiła sobie życie ułożyć to krzywda i "wróć do mnie" myślę że szkoda, możesz już takiej dziewczyny nie trafić

Portret użytkownika Igorsky

Może trafię, może nie. Swoje

Może trafię, może nie. Swoje wnioski z tego wyciągnąłem, a człowiek najskuteczniej uczy się na własnych błędach. A czy szkoda? Nie koniecznie, w końcu nie bez powodu miałem ją po dziurki w nosie swojego czasu.

Portret użytkownika 008

właśnie! to wytłumaczenie:

właśnie!

to wytłumaczenie: Zaczynało mi to przeszkadzać, jednak nie potrafiłem puścić, bo mnie przecież tak kochała. Po trzech latach miałem jej dość, po dziurki w nosie, do tego stopnia że nawet mi się z Nią seksu nie chciało uprawiać, ale cały czas nie potrafiłem puścić. - w cholerę tego nie kumam....

Portret użytkownika Igorsky

1. Własna słabość 2.

1. Własna słabość
2. Przyzwyczajenie
3. Wiara w zmianę na lepsze
4. Poczucie odpowiedzialności za drugą osobę.

Można by wymieniać i wymieniać, ale każdy przypadek jest indywidualny i nie zawsze można wszystko wrzucić do jednego worka.

Portret użytkownika karendt

Bywa, ze sny w pewnym stopniu

Bywa, ze sny w pewnym stopniu odzwierciedlaja stan emeocjonalny.
Brat mial kiedys taki jeden fajny.
Snilo mu sie ze pompowal siostre swojej bylej na jej oczach w jej pokoju.

Z własnego doświadczenia

Z własnego doświadczenia przyjaźnij damsku męska nie istnieją tylko tak się mówi do, załagodzenia.
A z snem można wiele połączyć, fajnie się czytało ten blog

Portret użytkownika Penetrator

Bardzo fajnie sie czyta tak

Bardzo fajnie sie czyta tak wspaniale blogi.. Kapke smiechu i bardzo moralizujaca historia ^^

Portret użytkownika sduperomi

Czy to nie dziwne, że każdy z

Czy to nie dziwne, że każdy z nas ma swoją historię, ale przechodzimy takie same lekcje w życiu?

Portret użytkownika Igorsky

Jak to powiedział kiedyś Will

Jak to powiedział kiedyś Will Smith "Nie ma nowego problemu który możesz mieć [...] nie istnieje problem, który możesz mieć, a którego już ktoś wcześniej nie rozwiązał i nie napisał o tym książki."

Według mnie sporo jest w tym prawdy, bo historia toczy się kołem.

Portret użytkownika sduperomi

Dokładnie! Dla tych, którzy

Dokładnie!
Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli:

Portret użytkownika Stary Cap

Tak to się dzieje. "Hormony

Tak to się dzieje. "Hormony szczęścia" w nadmiarze, z czasem stają się przyczyną rozdrażnienia i ukochana osoba zaczyna nas irytować. Kiedy się rozstaniemy, poziom endorfin spada i jesteśmy na głodzie, czyli strasznie tęsknimy.
"Spotkanie po latach" pozwala uwolnić się od obsesji, bo nasz wyidealizowany obraz partnerki w zderzeniu z rzeczywistością, pryska jak bańka mydlana.

Ciekawy blog, widzisz to jest

Ciekawy blog, widzisz to jest najgorsze kiedy wydaje się że masz pełną kontrole albo czujesz się zbyt pewnie i sobie odpuszczasz albo olewasz totalnie i jak by to powiedzieć tym zachowaniem doprowadzasz sam do własnej porażki;) No ale cóż człowiek uczy się na błędach Wink

Portret użytkownika Criss

Historia rodem z holywoodu,

Historia rodem z holywoodu, tylko tym zakonczeniem pozostawiles mi niedosyt, czekam na kontynuacje Smile

Portret użytkownika expat

One obie pracowały u Twoich

One obie pracowały u Twoich starych? Jesteś pewien, że to wszystko było bezinteresowne? Pytam, bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem...historia ciekawa, dobrze się czytało.
Pozdrawiam.

Portret użytkownika Igorsky

Obie pracują w dalszym ciągu.

Obie pracują w dalszym ciągu. Jedyne czego jestem pewien, to swojego zdania, a z resztą to niech się dzieje wola niebios.