
Wiosną 1986 roku, otrzymałem pocztą tzw.”Wilczy Bilet”, wezwanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej, gdzieś pod Stargardem Szczecińskim. Dla mnie, 23 letniego wtedy, miłującego wolność i swobodę chłopaka, dwa lata w jakimś komunistycznym syfie było nie do zaakceptowania. Wydawało się, że nie ma jednak dla mnie ratunku, ale… istniało jeszcze jedno wyjście.
Pod pretekstem myśli samobójczych wystarałem się o skierowanie. Będąc przekonany, iż (przynajmniej na początku) nie będę mógł wychodzić na zewnątrz, postanowiłem skorzystać z okazji i odzwyczaić się od palenia. Wchodząc do budynku wyrzuciłem papierosy i zapałki do kosza na śmieci.
Szpital psychiatryczny w Tworkach pod Warszawą znajdował się w dużym kompleksie parkowo-leśnym wpisanym nawet do jakiegoś rejestru. Było tam wiele budynków i pawilonów pamiętających jeszcze Cara Mikołaja. W przeszłości do szpitala należały jeszcze gospodarstwa rolne, a nawet stawy rybne tak, że był on prawie samowystarczalny.
Nazajutrz, okazało się jednak, że mogę swobodnie opuszczać oddział, ale papierosów w koszu już nie było.
Już pierwszego dnia rozegrały się sceny jak z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”.
Przywiązali do łóżka jakiegoś pacjenta, który hysiał i zamknęli w izolatce. Za parę minut, ten sam pacjent pukał już, do przeszklonych drzwi wejściowych. Okazało się, że odwiązał się i wylazł przez okno. Następnie, domagał się wpuszczenia go z powrotem.
Już na wejściu spotkałem znajomego, był nim Winnetou. Znałem go kiedyś z widzenia i znałem jego historię. Pochodził z patologicznej rodziny i będąc zafascynowanym filmami o Winnetou utożsamiał się z tą postacią. Był on tu za to, że zabił nożem swoją 15-to letnią dziewczynę.
Związał się kiedyś z młodziutką panienką z najgorszej patologii. Karmił ją i ubierał, a kiedy dziewczyna podrosła, matka i koleżanki zaczęły ją nastawiać przeciwko niemu.
Opowiadał, że dawała mu kiedy tylko chciał, jeszcze zanim skończyła 15 lat.
Raz wracali z imprezy nad ranem i zapytał ją:
- A na środku skrzyżowania byś mi dala?
- Tak – powiedziała i ruchali się na środku skrzyżowania.
Kiedy go zostawiła, nie mógł się z tym pogodzić, zaczaił się na nią i ją zabił. Opowiadał, że wiedziała, że zginie, ale nie uciekała ani nie krzyczała. Dźgał ją, aż osunęła się na ziemię. Potem się ukrywał, a ludzie mówili, że zapowiedział, iż wykopie z grobu ciało dziewczynki i podrzuci matce pod drzwi. Było to o tyle prawdopodobne, że rozkopywanie i okradanie grobów stanowiło jego hobby.
Winnetou zaprzeczył jednak, jakoby miał taki zamiar.
- To tylko ludzkie gadanie- powiedział.
Często wspominał, ile to wydał na tę dziewczynę i na rzeczy które jej kupował.
Wyciągnąłem z tego taki wniosek, że żeby nigdy nie inwestować zbyt wiele w kobietę, a jeśli już, to żeby być pogodzonym z ewentualną stratą tego.
Każdy kto mógł, pomagał w czymś w szpitalu. Ja z Winnetou jeździliśmy wózkiem, do kuchni po obiady dla całego pawilonu.
W kolejce spotkaliśmy tam Henia Gwałciciela. Winnetou śmiał się z niego, bo Henio gwałcił stare kobity. Jedna podobno, tak mówiła:
- Już tej dupy to bym mu dała, ale po jaką cholerę mnie dusił?!
Winnetou miał taką zasadę życiową:
„ Jak ktoś kradnie, to ja mu jeszcze worek pomogę na plecy zarzucić, a jak ktoś rucha to go jeszcze za nogi potrzymam, żeby mu było wygodniej.”
Opowiadał jeszcze wiele historii, ale nadają się one raczej na forum dla sadystów niż dla uwodzicieli. Dość powiedzieć, że planował np. uprowadzić aby następnie posiąść, pewną dziewczynkę wyjątkowej urody w której się zachwycił. Przygotował nawet w lesie dla niej „pal męczarni”, ale jakoś nie szła wtedy kiedy na nią czatował czy coś i nic z tego nie wyszło. Najgorsze było, kiedy zorientowałem się, że owa dziewczynka która miała być ofiarą, była moją bliską krewną.
Dowiedziałem się od kogoś, że można tu w szpitalu iść do dentysty a, że miałem jakąś tam dziurkę postanowiłem skorzystać. Niestety, dentysta w psychiatryku okazał się kompletnie pierdolnięty.
Na chama pchał mi tępe wiertło w zęba, chociaż nerw był już na wierzchu. Kiedy zacząłem protestować, kazał swojemu parobkowi mnie trzymać! Ileż bólu zadał mi ten człowiek?! Oczywiście więcej do niego nie poszedłem.
Na moim oddziale było trzech żołnierzy służby zasadniczej, wszyscy byli po nieudanych próbach samobójczych w wojsku. Nie pamiętam już ich imion, więc nadam im pseudonimy adekwatne do ich charakterów.
„Tata”, bo był opiekuńczy i nie raz ratował mnie z opresji. W wojsku podcinał sobie żyły.
„Wiejski Jebaka,” w wojsku się wieszał. Był on wulgarny wobec kobiet, np.lubił mówić: „Po pół litra to mogę z tego kotła nie schodzić”, albo marzył żeby spenetrować dziewczynę najpierw analnie a potem włożyć jej do buzi. „Tak żeby poczuła smak własnego gówna”. Opowiadał też ulubioną anegdotę rodzinną o tym, jak żona przyłapała jego brata na dymaniu od tylca jakiejś kuzynki w nocy po imprezie. Brat rozejrzał się zdziwiony i powiedział:
- Porozwalata te dupy nie wiadomo która czyja!
„Casanova”,truł się w wojsku lekarstwami. Był on z kolei typem uwodziciela i badacza kobiecej natury, np. gdzieś wyczytał, że w jakimś hinduskim dialekcie na broszkę mówią „muszi” i strasznie się tym jarał.
Wszystkie te próby samobójcze były oczywiście upozorowane i po to tylko, żeby wyjść wcześniej z wojska.
Chociaż ja nie byłem w armii, to i tak wszyscy traktowali mnie tu jak żołnierza. Dostaliśmy wszyscy czterej białe fartuchy, bo wzywali nas czasem na inne oddziały, do obezwładniania agresywnych pacjentów.
Pierwszy raz wezwano nas do pomocy w poskromieniu pewnej młodej kobiety. Niestety, nie zachowaliśmy się dość profesjonalnie. Przytrzymaliśmy dziewczynę za ręce, a siostra od przodu podeszła do niej z kaftanem, Wtedy ta, zadarła wysoko nogę i kopnęła z całej siły pielęgniarkę w brzuch, aż kobieta poleciała z hukiem w szafki z lekami. Szczęście, że nic jej się nie stało. Chwyciłem wtedy wariatkę za nogi i zmusiłem żeby siadła na posadce. Następnie, przycisnąłem jej kolana do ziemi, żeby nie mogła wierzgać. Miałem przy tym dodatkową atrakcję, bo pacjentka była bez majtek.
Chodziliśmy też nosić na noszach pacjentów z neurologii na badania elektroencefalo-coś tam.
Casanova z Wiejskim Jebaką mieli raz pecha. Nosili jakąś starą babcię i ta babcia im się zesrała. Byli aż czerwoni na twarzach od tego smrodu. To nas skutecznie zraziło do tej pracy i więcej tam nie poszliśmy.
Pamiętam tylko taką salę na tej neurologii jak z horroru, wokół ze trzydziestu pacjentów i wszyscy nieprzytomni, tylko słychać jak głośno oddychają. Wyglądało to, jak w Amerykańskim thrillerze Coma.
W innej sali widziałem przez oszklone przepierzenie jak lekarz badał jakąś piękną młodą dziewczynę. Rozpiął jej piżamę i odsłonił piersi. Stanąłem i gapiłem się na te piersi bo myślałem, że pacjentka i tak nie kontaktuje, ale zobaczyłem, że spojrzała na mnie i wyszeptała coś lekarzowi a ten z zasłonił jej biust.
Zrobiło mi się przykro, że nawet taka ledwo żywa żałowała mi tego widoku.
Miałem przepisane jakieś leki i początkowo nawet je brałem, bo byłem ciekaw jak będą działać, aż któregoś dnia wybraliśmy się z „Tatą” na podryw do pobliskiego Pruszkowa. Wcześniej Winnetou pokazał mi w ogrodzeniu szpitala wszystkie tajne dziury.
W mieście weszliśmy do jakiejś kawiarni. Tam poznaliśmy trzy młode dziewczyny które co prawda twierdziły, iż są mężatkami i pokazywały nawet na palcach coś co miało być obrączkami, ale miło i wesoło z nami rozmawiały. W pewnym momencie, zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego. Poczułem jakiś ból w karku i żeby ustąpił musiałem ciągle podnosić głowę do góry. Myślałem, że to zaraz przejdzie, ale było co raz gorzej! Domyśliłem się co to może być. Widziałem na oddziale jak do zabiegowego przychodzili pacjenci z przekrzywionymi głowami i dostawali na to jakieś lekarstwo. Myślałem, że to z powodu ich choroby, ale nie, to te lekarstwa powodowały bolesne skurcze mięśni karku. Powiedziałem do „Taty”, że musimy szybko wracać do szpitala. Dziewczęta były trochę rozczarowane. Wracając, „Tata” musiał mnie prowadzić, bo tylko na chwilę mogłem opuszczać głowę a tak to ciągle musiałem patrzeć w niebo. Droga dłużyła się niemiłosiernie, ale w końcu dotarliśmy na oddział a tam dostałem leki rozkurczowe i najpierw wykrzywiło mi głowę w bok dla odmiany, aż po jakimś czasie powoli, powoli całkiem przeszło. Od tamtej pory nie połykałam już lekarstw, tylko chowałem pod język jak Mc Murpfy w locie nad kukułczym gniazdem..
W naszym pawilonie pracowała bardzo ładna, młoda pani psycholog. Robiła nam różne testy i prowadziła gimnastykę, na którą chodziłem po to żeby sobie na nią popatrzeć.
Casanova po wizycie u niej w gabinecie strasznie się podniecił. Chodził od ściany do ściany i mówił w kółko:
- Muszę ją wyruchać! Wyrucham ją!
- Ale gdzie to zrobisz?- zapytał „Tata”
- W kiblu! - odpowiedział Casanova.
Wiejski Jebaka miał problem z jakąś dziewczyna która rzekomo zaszła z nim w ciążę. Przyjechała i widziałem jak prowadzili niezbyt przyjemną rozmowę.
- Gdzie to się pcha z tą dupą? – powiedział po spotkaniu.
Raz, przywieźli jakiegoś rozrabiakę. Wszedłem do niego do izolatki żeby z nim porozmawiać. W pewnym momencie coś mu się nie spodobało i rzucił się na mnie. Złapałem go za łeb, ale siedziałem na łóżku i nie bardzo wiedziałem co dalej robić. Na szczęście akurat przechodził „Tata” i zobaczył co się dzieje. Podszedł, ściągnął mu piżamę z tyłka i wymierzył siarczystego klapsa.na gołą dupę. Poskutkowało.
Na terenie szpitala znajdował się tzw. Klub Pacjenta. Odbywały się tam różne imprezy, między innymi dyskoteki. Na tych dyskotekach młode pielęgniarki pełniły rolę fordanserek.
Szczególnie jedna zapadła mi w pamięci, młoda ładna dziewczyna, bardzo dobrze tańczyła, a podczas obrotu wkładała mi udo między nogi. Dotyk jej chłodnego uda do moich „rozpalonych” jąder był niezapomniany.
Z Wiejskim Jebaką zapoznaliśmy dwie młode kobiety. Jak się okazało były to dwie kurewki z Komorowa. Obie były samotnymi matkami i lubiły tanie wina. Jedna była możliwa i byłem nią zainteresowany, druga była zaś brzydka jak noc listopadowa.
Raz chcieliśmy tą ładniejszą, wywołać z domu, ale baliśmy się, że jej matka może nas opierdolić. Założyłem więc biały fartuch i tak wystrojony poszedłem o nią zapytać.
Nie było jej w domu, ale jej matka i inni domownicy byli dla mnie niezwykle uprzejmi.
kobiety te, kręciły się chyba specjalnie koło szpitala, bo znów je spotkaliśmy.
Niestety, to Wiejski Jebaka im się bardziej spodobał, bo słyszałem jak ta ładniejsza go komplementowała, że jest „w porządku i w ogóle” i że „koleżanka też tak uważa”.
Odpuściłem je sobie w związku z tym. Nie dziwota, że ich dzieci nie miały ojców skoro taki miały gust.
Na moim pawilonie pracowała jedna młoda pielęgniarka. Miała na imię Krystyna i była niestety nieładna. Kiedy miała nocny dyżur, lubiła pogadać sobie z nami przy herbatce. Tego dnia powiedziała, że Jebaka nie wrócił na oddział na noc i jeśli nie zjawi się jutro do wieczora to będzie zmuszona odnotować to w raporcie, a to oznacza dla niego kłopoty.
Szpital powiadomi wojsko, a ci potraktują to jak dezercję.
Następnego dnia był 1 maja 1986r. Tego dnia była przepiękna pogoda i najsilniejsze promieniowanie radioaktywne nad Polską po katastrofie w Czernobylu, a ja łaziłem pod gołym niebem i szukałem tego idioty.
Na terenie szpitala można było spotkać wiele młodych i atrakcyjnych kobiet które z różnych przyczyn tu przebywały.
Casanova zapoznał dziewczynę która była tu na obserwacji jako podsądna, bo porzuciła swoje nowonarodzone dziecko w śmietniku. Była ładna i bardzo inteligentna. Casanova mówił, że zrobiła to pod wpływem szoku po porodowego.
Natknąłem się na nią raz, jak siedziała na ławce w parku. Przysiadłem się do niej i chwilę pogadałem. Nie była jednak mną zainteresowana i ciągle pytała o Casanovę. Miała dziwnie zmiędlone włosy, więc zapytałem dlaczego. Odparła, że są zniszczone od trwałej i farbowania.
Dzieciobójczynie widocznie mają coś z tym farbowaniem włosów (.v. matka małej Madzi z Sosnowca).
Jednego wieczoru na oddział przywieźli jakiegoś konającego pacjenta żeby tu umarł. Podawali mu tlen i odciągali jakiś płyn z płuc.
W nocy oglądaliśmy w telewizji Konkurs Piosenki Eurowizji, kiedy to przyszedł pielęgniarz i powiedział:
- Panowie ściszcie trochę muzykę, bo tam człowiek umiera.
Jakiś szacunek do istoty ludzkiej był.
Na terenie szpitala znajdowało się prosektorium a nawet cmentarz. Tak, że pacjent nawet po śmierci nie musiał opuszczać szpitala. Winnetou twierdził, że pracownik prosektorium, nawiasem mówiąc również pacjent szpitala, posuwał zmarłych.
W Klubie Pacjenta spotkałem pewną młodziutką dziewczynę , która mieszkała nie daleko szpitala i przychodziła tu z koleżanką dla rozrywki. Była trochę „przy kości”, ale miała bardzo ładny makijaż, taka „różowa landrynka”.
Typiara z kolei, pytała wciąż o Wiejskiego Jebakę którego musiała pewnie spotkać na poprzedniej dyskotece.. Próbowałem ją na logikę przekonać, do mojej osoby..
- Dla niego będziesz tylko przeciętną dziewczyną, a dla mnie jesteś siódmym cudem świata, będę cię kochał, rozpieszczał i nosił na rękach, wybierz mnie.
Śmiała się tylko, nie chciała nawet ze mną zatańczyć.
- Ona z tobą zatańczy. – powiedziała wskazując swoją koleżankę.
I zatańczyła, ale jakaś nie dorobiona była, sięgała mi głową do piersi i nie miała wykształconych żadnych cech płciowych typu piersi albo tyłek.
Niedaleko naszego pawilonu, znajdowało się liceum dla pielęgniarek. Ubrane w białe bluzeczki i granatowe spódniczki dziewczęta wyglądały bardzo apetycznie.
Tym bardziej, że powszechna była opinia, że „Piguły” są zajebiste w łóżku.
Wiejski Jebaka poderwał jedną, grubaska ale miała ładną twarz. Przesiadywał z nią trochę na ławce i rzekomo tak mu powiedziała:
- „Żeby nie było, że wyrucha, wydmucha a potem wolny elektron”.
Ja też wyłowiłem uśmiech u jednej licealistki, zagadałem i odprowadziłem na przystanek WKD.
Miała na imię Marta i była z Pruszkowa. Była ruda, ale nie „ognisto ruda”, tylko miała bardziej brązowe włosy i dużo piegów na buzi.
Już nie pamiętam czy to ona mi powiedziała, czy dowiedziałem się od „Wiejskiego”, że w sobotę pielęgniarki będą miały jakąś obowiązkową dyskotekę w klubie kultury w Pruszkowie.
Dowiedziałem się gdzie jest ten klub i zjawiłem się tam.
Okazało się, że zorganizowano prawdziwy komunistyczny spęd. Przywieziono cały autobus zomowców a dziewczęta miały za zadanie umilać im czas. Wkręciłem się na „krzywy ryj” na tą imprezę. Zomowcy nie wiedzieli kto ja jestem, a opiekunowie uczennic myśleli, że jestem zomowcem.
Najpierw, jakiś politruk odczytał referat o ZSMP bo akurat mijało 10 lat od powstania tej organizacji. Potem nastąpiła część artystyczna i wystąpił zespół ludowy z Jugosławii. Następnie, były pączki i herbatka, a na koniec odbyła się potańcówka.
Tańczyłem sobie trochę z dziewczętami, a z samą Martą aż trzy razy. Po imprezie, zakręciłem się przed wyjściem i zaproponowałem Marcie, że odprowadzę ją do domu. Zgodziła się, byłem grzeczny przez całą drogę, bo chciałem ją do siebie przekonać, że nie musi się mnie obawiać.
W poniedziałek, czekałem na nią po szkole. Szła z koleżankami i jakimś nauczycielem. Poszedłem za nimi. Na stacji kolejki też stali razem. Pojechałem za nimi do Pruszkowa. Nadal, wysiedli i szli razem. Liczyłem na to, że Marta w końcu od nich odbije. Niestety, za rogiem czekał na mnie ów nauczyciel.
- A ty czego chcesz od moich dziewczynek?! – zapytał
- Ja? Co pan?! – odparłem i poszedłem swoją drogą.
- No, to uważaj! – zawołał jeszcze za mną i było pozamiatane. Widocznie, dowiedziała się, że jestem pacjentem. Żałowałem tylko, że nie zmacałem jej tamtej nocy jak ją odprowadzałem. Wiedział bym przynajmniej, za co mnie tak potraktowała.
Po tym incydencie straciłem serce dla kobiet.
Pewnego dnia na oddział przywieźli wyjątkowo agresywnego pacjenta. Obezwładniliśmy go sprawnie, ubraliśmy w kaftan bezpieczeństwa i przywiązaliśmy do łóżka. Kiedy zajrzałem do niego za jakiś czas, zdążył już wyszarpać zębami w brezentowym kaftanie ogromną dziurę i za chwilę wyjął by łapę i by się odwiązał.
Krystyna opowiedziała, że miała w przeszłości bardzo przykry incydent kiedy to w separatce jeden pacjent uwolnił się z więzów i wydłubał oczy innemu pacjentowi też przywiązanemu do łóżka.. Wyjawiła również ciekawostkę, iż wielu pacjentów naszego oddziału, to są ofiary nie leczonej kiły.
Innym ciekawym pacjentem naszego pawilonu był amerykański żołnierz. Był to Amerykanin polskiego pochodzenia który uległ wypadkowi w amerykańskim wojsku, a zapewne z powodów finansowych leczył się w Polsce. Niewątpliwie otrzymywał on rentę w dolarach, bo personel robił mu regularnie zakupy w Peweksie i opływał on we wszelkie dobra. Palił Chesterfieldy bez filtra i objadał się zachodnimi słodyczami i konserwami. Ponieważ był bardzo towarzyski i chętnie częstował nas swoimi papierosami i smakołykami, wszyscy go bardzo lubiliśmy.
W parku poznałem ładną młodą kobietę w wieku około 30lat. Była miłą delikatną blondynką i leczyła się na schizofrenię. Raz, chciałem wyciągnąć ją na wieczorny spacer, ale powiedziała, że już wkrótce będzie kolacja a po kolacji nie pozwalają im wychodzić. Miałem w kieszeni batonik Bounty który dostałem od owego Amerykanina.
- Proszę to na po kolacji - powiedziałem.
Okazało się, że ująłem ją tym gestem. Nazajutrz sama mnie odnalazła i zaproponowała spacer. Poszliśmy nad przepływającą opodal rzeczkę o nazwie Utrata, siedliśmy na ławce i rozmawialiśmy. Opowiedziała mi, że mieszka na wsi z rodzicami i wychowuje samotnie dziecko. Wyjęła batonik który jej dałem i zjedliśmy go razem. Pierwszy raz jadłem Bounty i jego kokosowe nadzienie mnie zaskoczyło, było pyszne. Po konsumpcji zacząłem ją delikatnie całować.
- Przyjedziesz do mnie? – zapytała.
- I co będziemy robili jak przyjadę?
- Piękne rzeczy.
Włożyłem rękę pod spódnicę, nie robiła problemów. Była w rajstopach, ale udało mi się dostać do cipki. Włożyłem najpierw jeden, a potem dwa palce do pochwy. Miała dużo śliskiego śluzu.
- Co ty ze mną robisz? – wyszeptała – Chodźmy gdzieś w krzaki.
Były krzaczki niedaleko, ale jakieś takie rzadkie. Za to trawa była gęsta i miękka.
Położyłem ją na tej trawie, zdjąłem jej jednego sandałka i rajstopy też tylko z jednej nogi.
Swojego członka wydobyłem przez rozporek i odsunąwszy w bok jej majtki w kroku tak dostałem się do środka.
- Spuść się we mnie, proszę. – powiedziała.
Po tym jak to usłyszałem, wiedziałem, że na pewno tego nie zrobię.
Już zaczynało mi się robić dobrze, gdy wtem…
- Ktoś idzie. - powiedziała.
Nie interesowało mnie to. Teraz, kiedy już ruchałem, nic nie było w stanie mi w tym przeszkodzić.
- Idą tu, powiedz im coś.
Nie miałem zamiaru nic mówić. Co miałem niby powiedzieć? Ludzie po prostu zaniepokoili się, czy ktoś kogoś nie krzywdzi, w końcu okolica, aż roi się od zboczeńców wszelkiej maści, zobaczą, że nikomu nie dzieje się krzywda i odejdą.
- To chamy nie z tej ziemi, stanęli i się patrzą!!!
Nawet nie spojrzałem w ich stronę, więc nie wiem czy rzeczywiście ktoś był i patrzył czy to tylko jej schizofreniczne omamy. Zresztą, co mogłem zrobić, wstać i ze sterczącym penisem bić się z nimi?
W każdym razie kiedy skończyłem, nikogo już nie było
Następnego dnia obracałem na tej samej ławce już inną kobietę, też pacjentkę i też schizofreniczkę.
Za ładna może nie była, ale też była na swój sposób kobieca i też byłem jej ciekawy.
Nie udało mi się jej tak podniecić jak tamtej, ale miałem gdzieś jej problemy. Prawie siłą zaprowadziłem w krzaki i położywszy na trawie zacząłem jej ściągać spodnie. Trochę protestowała, ale w końcu powiedziała:
- A z resztą, rób ze mną co chcesz.
Pierwszego minusa dostała za okopcone majtki. Potem jej zachowanie podczas stosunku było nie takie i śluz w jej pochwie też był jakiś nie taki.
Po wszystkim, nie mogłem się doczekać kiedy dojdę do oddziału i umyję ptaka.
Udowodniłem sobie, że też potrafię „zaliczać”, ale zdecydowanie to nie było dla mnie. Zbyt wiele negatywnych emocji w porównaniu do korzyści. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia wobec tej pierwszej a niesmak po tej drugiej.
Jednego wieczora upiliśmy się z żołnierzami alpagami o nazwie Zbójnickie. Były tak kwaśne, że po każdym łyku ślina ciekła z pyska aż do samej ziemi. Potem chodziliśmy alejkami i na całe gardło śpiewaliśmy pewną żołnierską piosenkę:
Kiedy rezerwa
Szła do cywila
To wszystkie kurr…wy płakały
Z kamieniem w ręku, z dzieckiem na ręku
Na rezerwistów czekały
Lecz to nie honor dla rezerwisty
By na peronie z kurr…wą stać
Wsiadł do pociągu, zatrzasnął drzwiami
Tak się pożegnał z kurr…wami.
Nikt nam nic nie mówił, bo to było unikatowe, eksterytorialne miejsce w ówczesnej Polsce, gdzie naprawdę można było robić co się chce. Nawet w czasie II Wojny Światowej i po upadku Powstanią Warszawskiego szpital był miejscem, gdzie można było znaleźć schronienie.
Jedzenie w szpitalu było dobre, zwłaszcza surówki których można było sobie brać bez ograniczeń.
Jednak raz, była jakaś pasta z wędzonej ryby. Była niesmaczna. Jeden pacjent z rzygał się tą pastą na korytarzu, a drugi za raz pośliznął się na tych rzygach i się w nie przewrócił.
Strasznie śmiesznie to wyglądało.
Innego dnia ktoś zostawił maszynkę do golenia w łazience, a inny pacjent wyjął z niej żyletkę i podciął sobie gardło od ucha do ucha. Okropnie to wyglądało. Personel taplał się we krwi, próbując ratować mu życie. Przyjechała karetka, Polski Fiat 125p Combi.. Kiedy wkładano rannego do niej, sanitariusz szukał jakiegoś haczyka na którym można by było zawiesić kroplówkę.
- Co ty myślisz, że to Amerykańska? – powiedział kierowca.
Bardzo szybko ów nieszczęśnik wrócił na oddział. Zszyli mu szyję jak Frankensteinowi, do pompowali krwi i przywieźli z powrotem.
Do Casanovy miała przyjechać jakaś panna, którą poznał na przepustce. Podobno bogata z domu. Rzeczywiście, dziewczyna była nie tylko ładna, ale i elegancka, zadbana i ładnie ubrana w zachodnie ciuchy. Przyjechała koleżanką, która była już nieco mniej atrakcyjna.
Pod wieczór, okazało się, że dziewczęta będą nocować u nas na oddziale. Podobał mi się ten pomysł, bo przypominało mi to film „Lot nad kukułczym gniazdem”.
Wieczorem, przez okno wprowadziliśmy dziewczyny do budynku. Było bardzo fajnie. Tej samej nocy nadawali bezpośrednią transmisję z meczu Polska – Portugalia na Mistrzostwach Świata w Meksyku. Wszyscy poszliśmy oglądać ten mecz, tylko Casanova został na sali z panienkami.
Kiedy w 68-ej minucie Włodzimierz Smolarek strzelił Portugalii zwycięskiego gola, wszyscy zaczęli krzyczeć z radości. Nawet najbardziej wyalienowani pacjenci byli podnieceni.
Casanova też przybiegł zobaczyć powtórkę.
Potem opowiadał, że kiedy koleżanka usnęła, rozpalił tą swoją pannę tak, że już miał ją zapiąć, gdy nagle, usłyszał krzyki i zostawił ją by pobiec zobaczyć bramkę.
Dziewczyna obraziła się o to i potem już mu nie dała.
Wczesnym rankiem, wyprowadziliśmy koleżanki przez okno, a potem przesadziliśmy je przez ogrodzenie. Przeskoczyłem pierwszy przez płot i pomagałem dziewczynom. „Narzeczona” Casanovy wysunęła mi się jakoś i złapałem ją za cycki. Miała nie tylko duże ale i strasznie twarde piersi. Pierwszy raz spotkałem się z takimi. Zacząłem się wgapiać w ten jej biust.
- Co jest? – zapytała.
- Nic – odpowiedziałem.
Na naszej sali spał dziadek, który kiedyś był podobno kapitanem żeglugi wielkiej, zanim krętki blade nie zrobiły mu gąbki z mózgu.
Zapytałem go czy nie denerwował się, że w nocy były u nas dziewczęta.
- Nie. Cieszyłem się, że są. – odpowiedział.
To było wzruszające. Tym bardziej, że pierwszy raz usłyszałem żeby w ogóle coś mówił.
Na zakończenie mojego pobytu w szpitalu nasza psycholożka zaprosiła mnie do swojego gabinetu i tak do mnie powiedziała:
- Jest pan bardzo sprawny intelektualnie i uważamy, że symuluje pan, tylko po to żeby uniknąć służby wojskowej. Ta pana dbałość zdrowie, zapisał się pan nawet do dentysty, a ludzie o zamiarach samobójczych nie dbają tak o swoje zdrowie. Z resztą testy też wykazały, że pan symuluje, ale proszę się nie martwić napiszemy panu coś takiego, żeby pana do tego wojska nie wzięli.
Odpowiedzi
'Okopcone gacie'. Hahaha.
ndz., 2014-06-08 15:17 — berrad'Okopcone gacie'. Hahaha. Tego określenia jeszcze nie słyszałem
. Nie bałeś się bzykać bez jakiejś gumy? Rozumiem, że fryzury tych dwóch panienek to był full natural?
Chyba wtedy to była taka moda, na niedepilowanie się. Mówię chyba, bo jeszcze wtedy na świecie mnie nie było 
Określenie pochodzi pewnie
ndz., 2014-06-08 15:33 — Stary CapOkreślenie pochodzi pewnie jeszcze z czasów lampy naftowej.

Wszyscy pacjenci byli rutynowo badani pod kontem chorób wenerycznych, przy przyjęciu do szpitala. A o AIDS dopiero wspominano w telewizji, jako o jakiejś tajemniczej chorobie amerykańskich gejów.
Jestem wychowany w latach '70-tych i owłosiona cipka mi nie przeszkadza.
"Dotyk jej chłodnego uda do
ndz., 2014-06-08 16:03 — Stained"Dotyk jej chłodnego uda do moich „rozpalonych” jąder był niezapomniany. " Haha dobre
lubię czytać twoje blogi i oczywiście czekam na następne historyjki
na główną!
Niestety historyjek z
ndz., 2014-06-08 16:54 — Stary CapNiestety historyjek z kobietami nie było w moim życiu zbyt wiele.
Może dlatego pamiętam wszystko w najdrobniejszych szczegółach.
Generalnie, to zbyt szybko się zniechęcałem i zrażałem drobnymi niepowodzeniami. Brakowało mi takiego przewodnika jakim jest ta strona.
Gdybym teraz znalazł się w tamtej rzeczywistości, to brałbym się tylko za te najlepsze: za psycholożkę i za tą co mi wkładała to udo.
A dlaczego nie zabrałeś się
ndz., 2014-06-08 21:33 — StainedA dlaczego nie zabrałeś się za tą "wkładała nogę między udo" jeśli można i jeśli pamiętasz ?
(przecież to wyraźne IOI)
Bo miałem błędne przekonanie,
pon., 2014-06-09 06:27 — Stary CapBo miałem błędne przekonanie, że to za wysoka liga dla mnie.
Teraz wiem, że z tymi najładniejszymi łatwiej się flirtuje niż ze średniawkami. Piękne kobiety wierzą w to, że można się w nich zakochać. Te brzydsze, zawsze wietrzą jakiś podstęp.
Tamta pielęgniarka tańczyła tak ze wszystkimi pacjentami, nawet z takimi otępiałymi dziadkami. Myślę, że ona ćwiczyła sobie ten trik, żeby go potem móc w perfekcyjny sposób użyć wobec konkretnego faceta. One też mają swoje triki, mam żonę to wiem.
Hehe dokładnie . Dobrze ze
wt., 2014-06-10 10:55 — StainedHehe dokładnie . Dobrze ze porzuciliśmy te iluzje a z mojego doświadczenia ( oczywiście nie żebym pouczał:) broń boże) może nie wiadomo jak wielkiego ale Ładniejszą Pannę (HB9 HB10 itd) czasem można łatwiej wyrwać niż te mniejładniejsze , oczywiście jak będzie IOI .
Pozdrawiam
Uwielbiam te triki kobiet , one potrafią wymyśleć takie rzeczy ze głowa mała czasem
Blog naprawdę super . Nie
ndz., 2014-06-08 17:03 — kml700Blog naprawdę super .
Nie tylko z punktu uwodzenia ale i ukazującego tamte czasy .
Pisz więcej bo młodemu pokoleniu , nie mówi się za dużo prawdy na temat starych czasów .
Cieszę się, bo chciałem coś
ndz., 2014-06-08 17:21 — Stary CapCieszę się, bo chciałem coś wnieść do tej strony, żeby wypłacić się choć w części za to co z niej wyniosłem i jak czytam takie komentarze to czuję, że mi się to udało.
kurwa.. nie wiem czemu, ale
ndz., 2014-06-08 17:04 — septokurwa.. nie wiem czemu, ale uznaję to za całkiem niezły tekst. Capie masz talent do prozy, takie Pilchowe klimaty.
Super! Jeśli Wam się podoba
ndz., 2014-06-08 17:28 — Stary CapSuper! Jeśli Wam się podoba to i kobietom nie może się nie podobać mój styl.
Musialy to byc piekne czasy
ndz., 2014-06-08 17:09 — Johnny SinsMusialy to byc piekne czasy
Wtedy nienawidziłem czasów w
ndz., 2014-06-08 17:33 — Stary CapWtedy nienawidziłem czasów w których żyłem, ale teraz wspominam je z sentymentem. Zwłaszcza, że obecne też nie są pozbawione wad.
"Wiosną 1986 roku, otrzymałem
ndz., 2014-06-08 17:17 — gen"Wiosną 1986 roku, otrzymałem pocztą tzw.”Wilczy Bilet”, wezwanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej"
pocztą dostawało się wezwanie na WKU i dopiero tam decydowano co począć z delikwentem... to tak gwoli przypomnienia... i ile byłeś w tym wariatkowie?
Zgadza się, "Wilczy Bilet"
ndz., 2014-06-08 17:40 — Stary CapZgadza się, "Wilczy Bilet" dostałem w WKU na Mokotowie. Chyba jeszcze stoi tam ta rudera. W szpitalu byłem dwa miesiące.
a ja swoje odsłużyłem i żyje,
ndz., 2014-06-08 17:31 — Ulrich IIa ja swoje odsłużyłem i żyje, teraz by się to przydało, trochę by chłoposzki stwardnieli, nauczyli sie prać gacie i skarpetki, oraz podejmować decyzje ...
Też czasem żałuję. Koledzy
ndz., 2014-06-08 17:44 — Stary CapTeż czasem żałuję. Koledzy służyli w czerwonych beretach, to jest dopiero męska przygoda.
wybrałeś wariatkowo, to teraz
ndz., 2014-06-08 17:52 — genwybrałeś wariatkowo, to teraz nie marudź...
Z Ulrichem się zgadzam, mój
ndz., 2014-06-08 17:45 — CreedenceZ Ulrichem się zgadzam, mój tata także był nie wspomina tego najlepiej ale dużo go to też nauczyło, i jest takim człowiekiem jakim jest i się cieszę (moja mamusia też mogła by tam zawitać)
Stary Cap, Ulrich a pisaliście takie książeczki z jakimiś rymowankami czy czymś takim? Znalazłem kiedyś takową w domu.
Blog ciekawy można poczuć klimat.
Bardzo miły komentarz.
pon., 2014-06-09 06:15 — Stary CapBardzo miły komentarz.
Ogólnie rzecz biorąc odkąd
pon., 2014-06-09 06:55 — NiCoOgólnie rzecz biorąc odkąd pojawiłeś się na stronie nie potrafiłem przetrawić Twoich blogów. Pięcdziesięciolatek podrywający koleżanki swojego syna po prostu do mnie nie trafiał, ale.. Twoje ostatnie blogi na prawde mi się podobały, a ten szczególnie. Zawsze marzyło mi się przez chwile spojrzeć na świat oczami schizofrenika, a Ty tak jakby poznałeś tą perspektywę. Chętnie poczytałbym o ciekaeych przypafkach które udało Ci się zobaczyć i jeśli znajdzoesz czas i chęci, skrobnij w prywatnej.
Podstawowym nieporozumieniem
pon., 2014-06-09 08:38 — Stary CapPodstawowym nieporozumieniem jest, że ja piszę tu żeby epatować moją osobą.
Tymczasem, sprawdziłem na sobie, że kobiety nie gryzą i jeśli ja mam z nimi sukcesy to Wy młodzi tym bardziej możecie je mieć.
Nie! Ja piszę tu, po to żeby dodać Wam otuchy, żeby pokazać, że będąc nawet starym capem można uwodzić dziewczyny.
Bo pamiętam po sobie, widzę po moim synu i wiem skądinąt, że największym problemem jest lęk przed kobietami. Tak zwany, strach przed "vaginą dentatą".
Jaka chorobe udawales?
pon., 2014-06-09 09:32 — gogohaJaka chorobe udawales?
W sumie to żadnej nie
pon., 2014-06-09 13:21 — Stary CapW sumie to żadnej nie udawałem. Sam pobyt w szpitalu psychiatrycznym dyskredytował do służby wojskowej.
Lekarze sami mnie naprowadzili pytaniami:"Czy mam myśli samobójcze?"
To powiedziałem, że mam.
W rzeczywistości nigdy nie miałem myśli samobójczych, już prędzej żeby komuś zrobić krzywdę.
Fajny styl, poczulem sie
pon., 2014-06-09 11:42 — InquisitorFajny styl, poczulem sie jakbym czytal '5 lat kacetu' Grzesiuka
Może to dlatego, że jest to
pon., 2014-06-09 13:24 — Stary CapMoże to dlatego, że jest to jedna z niewielu książek które przeczytałem.
Pamietam jak Smolarek
pon., 2014-06-09 12:14 — baudelairePamietam jak Smolarek strzelil Portugalii:). Alez nadzieja byla wtedy po upokorzeniach Linekera. Tylko potem te wciry z Brazylia Zico i Socratesa. Pamietam tez przewrotke Bonka.
W życiu piękne są tylko
pon., 2014-06-09 13:27 — Stary CapW życiu piękne są tylko chwile.
Mimo że nie oglądałem Lotu
wt., 2014-06-10 08:30 — Ninji-tsuMimo że nie oglądałem Lotu nad kukułczym gniazdem to odczuwam klimat.
2 lata w plecy za czasów komuny to udręka ale po przeczytaniu twego textu to troszkę przygody miałeś,teraz się pozmieniało wiem bo pracuje w monie do dziś.
a ja tam wojo miło wspominam
śr., 2014-06-11 03:28 — gena ja tam wojo miło wspominam - bo reguły były jasne - 6 rano pobudka, osiem po szóstej zapierdalałeś "kaczy chód" i kilometry na "zaprawie porannej", potem chwila na sprzątanie, higienę i biegusiem na śniadanie... i od 8 zajęcia w terenie,,, do 14... potem obiad i "czas wolny", czyli "rejony" lub sala gimnastyczna... i żniwa (dupy same się pisały), i Śnieżne Kotły, i forsowanie Odry, i spierdalanie przed kanarami w Opolu bo zachciało nam się wybrać na lewiznę na festiwal... z Brzegu... i zimę "stulecia" 1978 na 1979 gdzie w Sylwka pogoda jaja raczyć zrobiła... a my z kumplem na "garnizonowych"... w Prószkowie... a do Katowic mus był się dostać (po kasę)... to tak z 15 kilosów piechotką w takim mrozie, że nawet dzisiaj jaja mnie dzwonią na wspomnienie tego zimna... fajnie było, nawet 21 dni aresztu wojskowego miało swój urok...